Sport.pl

Jastrzębie ogrywa lidera w Lidze Mistrzów!

- Wreszcie zwycięstwo! Wierzę, że awans z grupy jest jeszcze możliwy! - cieszył się po wygranej z mistrzem Niemiec VfB Friedrichshafen atakujący Jastrzębskiego Węgla Igor Yudin
Już pierwszy set starcia w Jastrzębiu potwierdził, że Niemcy nieprzypadkowo przewodzą w tabeli grupy E siatkarskiej Ligi Mistrzów. Sprawdziły się słowa trenera Andrzeja Niemczyka, który na łamach "Gazety" mówił, że największą zaletą siatkarzy VfB jest to, że nie zwykli tracić punktów seriami.

Ilekroć jastrzębianie odskakiwali rywalom na dwa punkty, ich skromna przewaga była błyskawicznie kasowana. Początek meczu przyniósł niesamowite emocje. Zespół Roberta Santillego fantastycznie wytrzymał wojnę nerwów i wygrał morderczą pierwszą partię na przewagi do 32. Zanim jednak gospodarze wreszcie skutecznie wykorzystali siódmego setbola i zdołali skruszyć szczelny niemiecki blok, męczyli się strasznie. Dowód? Największy as Jastrzębskiego Węgla pierwszy raz skutecznie przebił się siatkę dopiero przy stanie 22:22.

Jeśli można doszukać się mankamentów w dobrze naoliwionej niemieckiej maszynie, to były nimi właśnie łatwo psute serwy. Gospodarze mieli szczęście, że bezlitosny dla nich przez całą partię atakujący VfB Georg Grozer w decydującym momencie chybił. A wcześniej jak zaprogramowany wbijał gwoździe za siatkę. Potrafił skończyć aż 11 spośród 21 ataków!

Pozbawiony wielkich nazwisk, ale słynący z perfekcyjnej organizacji gry goście zupełnie rozsypali się w drugim secie. Prowadzili już nawet 11:5, by w łatwy sposób dać się dopaść grającym jak natchnieni brązowym medalistom Plus Ligi (15:15). Takie przestoje w ich wykonaniu to naprawdę rzadkość. Duża jednak w tym zasługa Abramowa, który posyłał w ich stronę ostre jak pociski serwy oraz Igora Yudina, który praktycznie nie mylił się w ataku. Jeśli do tego dodać przyjęcie poziomie 71 proc. oraz wyraźną dominację w bloku (5-1), to sukces w secie był nieunikniony.

Przy stanie 23:22 na zagrywkę wszedł Brazylijczyk Pedro Azenha i asem zapewnił im dwupunktowe prowadzenie. Kapitalnie grającemu Yudinowi także dłoń nie zadrżała i w Jastrzębiu zapachniało niespodzianką. - Mieliśmy seta w swoich rękach, ale nie potrafiliśmy skończyć ataków w pierwszym tempie - żałował szkoleniowiec VfB Stelian Moculescu.

W kolejnej partii decydowały niuanse. Obie ekipy utrzymywały świetną skuteczność w ataku i przyjęciu (Niemcy na poziomie 80 proc.!), a w ciemno uruchamiany przez Lukasa Tichacka Grozer tym razem w kluczowym fragmencie gry nie zawiódł.

Zdobyty set wystarczył triumfatorom LM z 2007 roku, by na dobre przypomnieli sobie, jakie posiadają atuty. Powróciła ich firmowa stabilność w grze, szczególnie jeśli chodzi o poczynania w obronie. Doskonale też czytali grę naszego zespołu, a Jastrzębie zupełnie straciło siłę ognia. Yudina na boisku zastąpił Azenha, ale roszada ta nie była w stanie odwrócić losów seta. - Nie mam pojęcia, co się z nami stało. Trzeba to spokojnie przeanalizować - mówił Yudin.

Chociaż podopieczni Santillego wyglądali, jakby stracili wiarę w końcowy sukces, to jednak potrafili się podnieść i ich pierwsze zwycięstwo w tegorocznej edycji LM stało się faktem. Tym samym zachowali szanse na awans z grupy. - Odczuwam wielką satysfakcję, bo zaczęliśmy te rozgrywki fatalnie i powoli traciliśmy pewność siebie. Ale wiedziałem, że się pozbieramy i ogramy VfB. Grudzień w ogóle był słaby w naszym wykonaniu, ale forma idzie w górę. Szkoda straconych dwóch setów, bo można ich było ograć do zera. Jest się jeszcze o co bić. Jeśli nie uda się awansować z grupy, to może zapewnimy sobie grę w Pucharze CEV [trafią tam cztery zespoły z trzecich miejsc przyp.red.] . Już nie mogę się doczekać przyszłotygodniowego meczu z Piacenzą, który będzie moim setnym w Jastrzębskim Węglu - podsumował trener Santilli.

Niemcy nie kryli rozczarowania pierwszą porażką. - Mnie szczególnie szkoda straconej szansy, bo cała moja rodzina pochodzi z Polski i mnie oglądała - smucił się super bombardier VfB Grozer. Niemiec zdobył 37 punktów w meczu! Jego wyczyn zasługuje na tym większy szacunek, że nie był on w pełni sił po przebytej grypie.

Polski lekarz VfB Andreas Antonowicz na koniec życzył działaczom JW. ponownego spotkania się w Final Four Ligi Mistrzów.

Jastrzębski Węgiel - VfB Friedrichshafen 3:2 (34:32, 25:23, 23:25, 20:25, 15:13)

JW: Nowik, Łomacz, Abramow, Yudin, Czarnowski, Hardy, Rusek (l) oraz Master, Azenha, Pęcherz

VfB: Bohme, Tichacek, Grozer, Idi, Jose, Geiger, Rosic (l) oraz Gontariu, Fromm