Stary cwaniak Moculescu coś obmyśla na Jastrzębie

Budżet ma niższy od najzamożniejszych polskich klubów, próżno szukać w nim głośnych nazwisk. A jednak VfB Friedrichshafen bezlitośnie ogrywa bogatszych rywali. W środę mistrz Niemiec zagra w Jastrzębiu
Siatkarze z Niemiec podbili Europę, triumfując w sezonie 2006/2007 w Lidze Mistrzów. Drużyna oparta na solidnych graczach z Niemiec, Czech czy Słowacji nieoczekiwanie przechytrzyła wówczas m.in. włoskie potęgi z Treviso i Maceraty.

W tegorocznych rozgrywkach europejskiej elity Niemcy znaleźli się w grupie z Jastrzębskim Węglem. I znowu mimo braku głośnych nazwisk w składzie są bezkonkurencyjni nie tylko dla naszego zespołu, ale także dla gwiazdorów z Copry Piacenzy oraz Panathinaikosu Ateny. Jak to możliwe?

Trener Andrzej Niemczyk, który przez długie lata pracował w Niemczech, daje prostą odpowiedź. - Sukcesy gwarantuje ten stary cwaniak, siatkarski pokerzysta Stelian Moculescu - uśmiecha się. Rumuński trener VfB, wykorzystując udział drużyny narodowej w Igrzyskach Olimpijskich w Monachium w 1972, uciekł przed reżimem Nicolae Ceausescu i osiadł na stałe w RFN. Z wykształcenia inżynier budowy pól golfowych, w ciągu kilkunastu lat stał się najlepszym szkoleniowcem za naszą zachodnią granicą. Przez dziewięć lat prowadził kadrę Niemiec.

- Człowiek o ogromnej charyzmie - mówi Niemczyk o obecnym trenerze VfB i reprezentacji Rumunii. - VfB gra niesamowicie stabilną siatkówkę. Jeśli tracisz z nimi trzy, cztery punkty z rzędu, to nie masz prawa wygrać. To jest właśnie kwintesencja niemieckiego systemu gry: wszystko perfekcyjnie dopracowane - zachwala Niemczyk.

Superlatywy pod adresem rywali JW mnoży też były trener jastrzębian, Słowak Igor Prielożny, który pracował we Friedrichshafen w latach 1989-91. - Kiedy trafiłem do tego klubu, raz spadał z ligi, a raz awansował. Trenowaliśmy raz w tygodniu, późnym wieczorem. Kiedy go opuszczałem, liczba treningów wzrosła do trzech w tygodniu. Trenerzy jednak ciągle się zmieniali, aż do momentu pojawienia się w klubie Moculescu w roku 1997 - wspomina Prielożny.

Stabilizację zagwarantowały nowe władze klubu. - Przyszli ludzie, którzy żyli siatkówką i znali się na niej. Moculescu w pierwszych dwóch latach niczego nie osiągnął, ale działacze wykazali się mądrością, a trener dostał wolną rękę. Postawił na graczy znajdujących się w granicach finansowych możliwości klubu, ale perspektywicznych. Pod wpływem jego osobowości fantastycznie się rozwinęli - mówi Prielożny.

Wraz z awansem do Ligi Mistrzów miasto wybudowało nowoczesną halę. - Powstał piękny siatkarski ośrodek. Organizacja klubu również na najwyższym światowym poziomie. A to dzięki temu, że zachowano ciągłość pracy! W Jastrzębiu w ciągu pięciu lat zmieniono trzech prezesów i czterech trenerów - podkreśla Prielożny.

VfB zdominował krajowe rozgrywki. Jest 10-krotnym mistrzem Niemiec oraz 10-krotnym zdobywcą pucharu. Zbudowany jednak został z myślą o sukcesach w Europie. - Moculescu grał z drużynami w Lidze Europejskiej, Lidze Mistrzów oraz na igrzyskach, ma pełny przegląd zawodników. I wybiera tych najlepszych, ale... z drugiego garnituru europejskiego, a więc spośród Niemców, Hiszpanów, Czechów, Słowaków czy Portugalczyków - wyjaśnia Prielożny.

W tym sezonie VfB prowadzi w niemieckiej lidze z kompletem punktów. W LM również nie stracił jeszcze punktów, a jedynego seta urwał mu Jastrzębski Węgiel. Pierwszą porażkę VfB poniósł przed świętami, ulegając 1:3 w półfinale Pucharu Niemiec Evivo Düren.

- Może nie grają tam najlepsi na świecie zawodnicy, ale tworzą mocny zespół. Doskonale wiedzą, kiedy podejmować ryzyko w grze. Czołowi zawodnicy to rozgrywający Lukas Tichacek oraz środkowy José Joao. Jastrzębie czeka ciężka przeprawa - ocenia Australijczyk Mark Lebedew, były trener przygotowania atletycznego w Jastrzębiu, który obecnie szkoli siatkarzy VC Franken w Bundeslidze.