Paweł Zagumny znowu zagra na polskim boisku

- W Panathinaikosie nie stworzono drużyny na Ligę Mistrzów. Klub nie wywiera nacisku na wielkie zwycięstwa - mówi rozgrywający wicemistrza Grecji przed środowym meczem z Jastrzębskim Węglem
32-letni Paweł Zagumny to największa gwiazda reprezentacji Polski. Przez wielu uznawany w tej chwili również za najlepszego rozgrywającego na świecie. W swojej kolekcji posiada wicemistrzostwo świata oraz mistrzostwo Europy. - Brakuje mi tylko drużynowego mistrzostwa kraju, które chciałbym w końcu zdobyć z Panathinaikosem. Medal olimpijski? Nie wybiegam tak daleko w przyszłość - mówi "Guma". W środę o godz. 18.30 na lodowisku Jastor jego zespół zagra z Jastrzębskim Węglem.

Marcin Fejkiel: Jak Pan przyjął wynik losowania grupy E Ligi Mistrzów?

Paweł Zagumny, rozgrywający Panathinaikosu: Zawsze dobrze gra się przed tak wspaniałą publicznością jak polska. Teraz jednak mamy inne zmartwienia. Mamy sporo problemów zdrowotnych, przez co ciężko jest skompletować skład. Aż trzech naszych graczy nie przyjechało do Jastrzębia z powodu grypy: Konstantinos Christofidelis, Theodore Hatziantoniou oraz Kolumbijczyk Liberman Agamez. Jesteśmy tutaj tylko w dziewięciu. Mam nadzieję, że choroba się nie rozwinie, bo jeden z nieobecnych graczy ma grypę typu A/H1N1.

Uważa Pan, że Jastrzębski Węgiel jest silniejszym zespołem od tego, z którym mierzył się Pan jeszcze w zeszłym sezonie w polskiej lidze?

- Ciężko oceniać. Tak naprawdę oni nie zagrali nawet jeszcze jednej rundy w lidze. Ja staram się zawsze oceniać zarówno siebie, jak i inne drużyny po wynikach, a nie po nazwiskach. Nazwisko Ambramowa nie wywołuje u mnie gęsiej skórki. Myślę, że Guillaume Samica nie ma się czego wstydzić i na pewno nie jest od niego gorszym zawodnikiem.

Jak się współpracuje się Francuzem?

- Na razie grał tylko dwa mecze w lidze, bo długo leczył kontuzję. Myślę, że nasza wspólna gra jest OK.

Jest Pan w ogóle zadowolony z wyboru oferty Panathinaikosu?

- Jest w porządku. W Atenach żyje się bardzo dobrze. Przede wszystkim pasuje mi to, że jest ciepło, nie ma szarugi, deszczu, tak jak teraz w Jastrzębiu. Bardzo też cenię sobie anonimowość, a tą mam zagwarantowaną. Jestem nierozpoznawalny, bo w Grecji królują piłka nożna oraz koszykówka.

A poziom ligi?

- Są cztery mocne zespoły. Reszta wyraźnie odstaje od czołówki. W Polsce liga jest zdecydowanie bardziej wyrównana. Myślę, że Skra Bełchatów jest lepsza od każdej z greckich drużyn. Inni też są kibice. Greccy fani są specyficzni. Jeśli już pojawiają się w hali, to dopingują swój zespół bardziej żywiołowo. Problemem w Grecji są również bardzo małe hale.

Jakie cele postawiono przed Pana drużyną w tym sezonie?

- Podstawowym jest zdobycie mistrzostwa kraju. Może uda mi się to w końcu w Grecji, bo tego trofeum nie mam jeszcze w swojej kolekcji. Nie stworzono natomiast drużyny na Ligę Mistrzów. A szkoda, bo ja głównie tym kierowałem się przy wyborze oferty Panathinaikosu. W pewnym momencie w klubie zaprzestano jednak zakupów. Zmienił się prezes, był kłopot ze znalezieniem sponsora, stąd tylko trzech obcokrajowców w składzie, a zawsze było ich czterech, pięciu. Każda wygrana będzie cieszyła, a wyjście z grupy będzie sukcesem.

Słyszałem, że na miejscu pomaga Panu kapitan piłkarskiej reprezentacji Michał Żewłakow?

- No tak. Na razie niewiele rozumiem z tego greckiego języka. A z Michałem chodziłem do tej samej szkoły średniej w Warszawie. W Atenach poznaliśmy się jeszcze lepiej. Mieszkamy blisko siebie.

Od pewnego czasu toczy się debata nad tym, jak ulżyć siatkarzom, którym szkodzi zbyt napięty terminarz. Jaka jest Pańska opinia w tej sprawie?

- Raz na kilka lat takie imprezy jak Puchar Wielkich Mistrzów czy klubowe mistrzostwa świata mają sens. Natomiast źle się stało, że w ciągu jednego roku wypadło po sobie kilka dużych turniejów siatkarskich. Teraz jeszcze dochodzi do tego Liga Mistrzów. Jest tego wszystkiego za dużo. Z drugiej strony Skra Bełchatów ma taki potencjał kadrowy, że nie musi grać wszędzie tym samym składem.

A Panu dobrze zrobił odpoczynek w PWM?

- Już wcześniej umówiłem się z trenerem Castellanim, że nie będę brał udziału w turnieju w Japonii. Nie mogę już grać we wszystkich spotkaniach. Zdrowotnie jest wszystko w porządku, ale moja żona jest ciąży i nie chciałem jej zostawiać samej.

Ma Pan świadomość tego, że bez Pana reprezentacja traci 50 proc. wartości?

- Bo ja wiem?... Wiadomo, że na tej pozycji potrzebne jest ogranie. Grzesiek Łomacz występuje dopiero drugi sezon w lidze i nie oczekujmy, że od razu zacznie grać jak stary wyjadacz. Ja miałem to szczęście, że od młodych lat byłem pierwszym rozgrywającym i pewnie to zaprocentowało.

Kto będzie górą w meczu z JW?

- W naszej sytuacji kadrowej, jeśli wygramy, będzie to duża niespodzianka.

PGE Skra chce zdobyć Ligę Mistrzów - dlaczego ?