Australijczycy rozbili stolicę

Udany początek Plusligi dla siatkarzy Jatrzębskiego Węgla. Zespół Roberta Santillego bez kłopotu, w trzech setach, uporał się z zawsze groźnymi siatkarzami Politechniki Warszawskiej. Do zwycięstwa poprowadził jastrzębian duet Austalijczyków: Benjamin Hardy-Igor Yudin, wsparty przez asa JW Pawła Abramowa
Chociaż siatkarze z Jastrzębia i Warszawy walczą w tym sezonie o zupełnie inne cele (pierwsi chcą medalu, drudzy utrzymania), zespół Politechniki Warszawskiej nigdy nie należał do łatwych przeciwników dla jastrzębskiej drużyny. Dodatkowo teraz na jego ławce trenerskiej zasiadł Radosław Panas, który jako szkoleniowiec AZS-u Częstochowa także kilkakrotnie potrafił znaleźć sposób na drużynę Roberta Santillego.

Stąd też od pierwszych piłek widać było ogromną koncentację w szeregach jastrzębian, by znów nie narobić sobie problemów kosztem młodego zespołu z Warszawy. Recepta na "Inżynierów" w siatkarskiej teorii była prosta: serwować tak mocno, by jak najdalej odrzucić rywali od siatki.

Jak się szybko okazało pomarańczowy zespół Jastrzębia nie miał z tym kłopotu. Mecz świetnie rozpoczął Australijczyk Benjamin Hardy, zawodnik, który nie może zaliczyć zeszłego sezonu do udanych (głównie wskutek problemów z kolanami). Goście wiedząc, że Paweł Abramow dysponuje perfekcyjnym przyjęciem celowali głównie w Hardy'ego. Ten jednak nic nie robił sobie z kąśliwych zagrań, a dodatkowo jak z automatu wbijał siatkarskie gwoździe za ich siatkę.

Abramow tymczasem rozkręcał się w meczu bardzo powoli. Pierwszy punkt zdobył przy stanie 7:5. Rosjanin w trakcie tygodnia lekko podkręcił kostkę, ale nie szukał w tym dla siebie żadnego usprawiedliwienia. - To było dwa dni temu. Dzisiaj czułem się już w pełni sił - mówił Abramow. Rozgrywający JW Grzegorz Łomacz jednak częściej zagrywał albo do Hardy'ego, albo do jego rodaka Igora Yudina i właśnie te wybory okazywały się właściwe.

Owacje po ostatniej akcji I seta (Patryk Czarnowski zablokował Karola Kłosa) zbiegły się w czasie z wejściem na halę trenera kadry narodowej, Daniela Castellaniego. Argentyńczyk przyjechał do Jastrzębia prosto z Kędzierzyna, gdzie obejrzał mecz Zaksy z Delectą. - Nie przyjechałem tutaj dla jakiegoś konkretnego gracza. Będę starał się oglądać możliwie największą liczbę spotkań ligowych. Ma to być stały punkt mojej pracy - wyjaśniał trener reprezentacji.

Szef kadry był pod wrażeniem skutecznej gry jastrzębian, którzy pomimo słabszego początku drugiego seta, szybko odrobili straty i ponownie ruszyli do natarcia. Ta część meczu bez wątpienia należała do Abramowa. Zaczął od łatwego ataku na "wyczyszczonej" siatce, by w kolejnych, znacznie trudniejszych atakach, potwierdzić nieprzęciętne możliwości. A jego pojedynczy blok na weteranie ligowych parkietów Radosławie Rybaku (16:11), wprawił publikę w prawdziwą euforię.

Łomacz nadal śmiało posyłał większość wystaw do Yudina, a ten dowodził, że jeśli dostaje odpowiednio wysoką piłkę, to przy swoim niebotycznym zasięgu, potrafi skończyć atak nawet na blokiem rywali. W końcówce partii goście poszli zupełnie va-banque i w ogóle nie zwalniali rąk przy zagrywce. Efekt takiej gry był piorunujący - z sześciopuntowej przewagi JW (21:15), w kluczowym momencie seta pozostał tylko skromny punkcik (24:23). Wtedy jednak Rybak trochę niepotrzebnie postawił na lżejszą zagrywkę, co znów pozwoliło jastrzębianom na skuteczny odbiór i kończący seta atak Abramowa.

- Oni posiadają ogromną siłę ognia, szczególnie ze skrzydeł - zachwalał gospodarzy trener Panas. - Nawet przy piłce, która nie jest dograna idealnie do siatki, Yudin, Hadry, Abramow radzą sobie znakomicie. JW potwierdza, że jest jednym z faworytów ligi - dodawał szkoleniowiec Politechniki.

Trzeci set miał podobny przebieg do drugiego. Rywale odskoczyli gospodarzom na kilka punktów, a do ich odrabiania zabrał się głównie Abramow. Nieomylny Hardy dał JW prowadzenie w meczu, ale jastrzębian lekko zdeprymował błąd sędziowski. Ich dekoncentację wykorzystał jeszcze kapitalną zagrywką (dwa asy) Bartłomiej Neroj (13:16).

Katastrofie w porę zapobiegli jednak Yudin (18 pkt) z Abramowem (14), a ostatni głos należał do najlepszego w dniu Hardy'ego, który efektownym atakiem w szóstej strefy zakończył seta i całe spotkanie. - Mam dużą satysfakcję, bo pierwszy mecz w sezonie zawsze wiąże się z większą presją. Zagraliśmy jednak solidnie. Mieliśmy trudne momenty, ale nie było ich zbyt dużo. Goście sporo ryzykowali, ale my nawet przy słabszym odbiorze potrafiliśmy kończyć trudne piłki i to robiło największą różnicę - cieszył się zdobywca 15 punktów, MVP meczu Hardy.

- Polska liga jest na tyle silna, że z każdym rywalem gra się ciężko. Wygraliśmy 3:0, ale Warszawa pokazała, że jest naprawdę niezłym zespołem - stwierdził Abramow i dodał: - Atmosfera podczas meczu była wspaniała. W Rosji często brakuje tak żywiołowego dopingu.

Łomacz: - Zaryzykowaliśmy zagrywką i to się opłaciło, bo uniemożliwiśmy przeciwnikom szybkie rozegranie. Na kontrach szło nam równie dobrze. Miejmy nadzieję, że utrzymamy taką formę do końca sezonu! Młody kapitan JW zebrał sporo pochlebnych uwag od Castellaniego: - Grzegorz grał szybko, za każdym razem dokonywał słusznych wyborów. To wielki talent, dlatego ja na pewno nie tracę go z pola widzenia.

Marcin Fejkiel

Jastrzębski Węgiel - Neckermann AZS Politechnika Warszawska 3:0 (25:19, 25:23, 25:21)

JW: Nowik, Łomacz, Abramow, Yudin, Czarnowski, Hardy, Rusek (l) oraz Master.

AZS Politechnika: Gałązka, Neroj, Buszek, Rybak, Kłos, Kapelus, Wojtaszek (l) oraz Maciejewicz, Radomski, Szulik.