Mazury Open: dwa brazylijskie duety na podium

Najwyżej rozstawione Juliana Felisberta Silva i Larissa Franca pewnie wygrały turniej Swatch FIVB World Tour Mazury Open w Starych Jabłonkach. W finałowym spotkaniu Brazylijki pokonały 2:0 australijską parę Louise Bawden - Becchara Palmer, dla której drugie miejsce jest najlepszym w historii występów w Pucharze Świata.
Stare Jabłonki - serwis specjalny ?

- Oczywiście żałujemy, że nie wygrałyśmy, ale i tak nasz wynik jest doskonały. Grałyśmy razem dopiero czwarty raz i od razu weszłyśmy do finału. A ja miałam najwspanialsze urodziny w życiu - powiedziała Louise Bawden, która w piątek skończyła 28 lat. Tego dnia wraz z partnerką pokonała broniące tytułu z ubiegłego roku Sheldę i Ana Paulę, wygrywając 2:1 (18:21, 21:19, 15:12) jeden z najbardziej zaciętych meczów turnieju.

Dla Brazylijek sobotni finał był szóstym meczem w Starych Jabłonkach, podczas gdy Australijki musiały rozegrać aż 9 meczów, by dostać się do decydującego spotkania. Juliana i Larissa nie doznały żadnej porażki, podczas gdy ich rywalki, które walczyły na boiskach wokół Hotelu Anders po dwóch udanych wtorkowych meczach w kwalifikacjach, przegrały w trzeciej rundzie z Marią Antonelli i Talitą Antunes. To sprawiło, że ich droga do srebrnego medalu jeszcze się wydłużyła.

- Są największą sensacją turnieju, ale zasłużyły na miejsce w finale - stwierdziła Maria Antonelli. W 18-letniej historii cyklu Swatch World Tour tylko dwa razy miała miejsce sytuacja, w której dwa zespoły zaczynające walkę od morderczych eliminacji dotarły do półfinałów. Drugą parą były Vivian i Vieira, które grać zaczęły w Starych Jabłonkach już... w poniedziałek. Wtedy stoczyły walkę w eliminacjach krajowych z dwoma innymi duetami z Brazylii. Stawką była możliwość... startu w eliminacjach do turnieju. Tak ciężką drogę mają zawsze drużyny z Kraju Kawy.

- Przeciwniczki mogły być bardzo zmęczone, ale my też miałyśmy swoje problemy. Przed finałem płakałam, tak zaczęło mi brakować mojej rodziny. 9 sierpnia w Brazylii obchodzi się Dzień Ojca i powiedziałam tacie, że wygram ten finał dla niego. Nawet napisała specjalną dedykację na brzuchu - cieszyła się jak dziecko Juliana, która zdobyła już 26. złoty medal, a w finale turnieju Swatch FIVB World Tour grała po raz 42.!

Półfinałowe i finałowe spotkania na głównym stadionie oglądało ponad 4 tysiące widzów. Prawdziwe szaleństwo zaczęło się jednak, gdy swój pierwszy sobotni mecz z Argentyńczykami Baracettim i Salemą wygrała para Grzegorz Fijałek - Mariusz Prudel. Ze względu na transmisję telewizyjną i konieczność relacjonowania decydujących spotkań w turnieju kobiet, Polacy nie mogli po raz drugi tego dnia grać na głównej arenie turnieju.

Spotkanie z Hiszpanami Herrerą i Gavirą przeniesiono więc na pięknie położone boisko numer 4, gdzie trybuny są wprawdzie małe, ale... ponad 3 tysiące widzów zasiadło na wzgórzu za ławkami. Ich doping nie pomógł jednak zmęczonym Fijałkowi i Prudlowi, którzy przegrali 0:2 i zakończyli udział w turnieju na 7. miejscu. Polskie pary wyżej były tylko 2 razy w historii, gdy w 2008 roku w Manamie Fijałek i Prudel zajęli 4. lokatę, a Michał Kądzioła i Jakub Szałankiewicz zostali sklasyfikowani jako 5. duet.

- Wreszcie daliśmy trochę radości kibicom w Starych Jabłonkach i organizatorom turnieju. Bardzo nam zależało, by wygrać tu chociaż dwa, może trzy mecze, bo żadnej polskiej parze się to wcześniej nie udało. Tymczasem odnieśliśmy aż 4 zwycięstwa i zdobyliśmy aż 300 punktów w rankingu. One pomogą nam grać w kolejnych turniejach - mówił Mariusz Prudel. Oprócz punktów Polacy zarobili 7 600 dolarów, bo taka jest nagroda za 7. miejsce.