Sport.pl

Gruszka: o nas się nie bójcie

Przez ostatni rok grał w dalekiej Turcji, by, jak mówi, odetchnąć od polskiego klimatu. Teraz wraca, żeby z kadrą polskich siatkarzy walczyć o awans do mistrzostw świata a z Delektą Bydgoszcz o pierwszą czwórkę PLusLigi. A może i coś więcej?
>> Coś z niczego - zabawki dla oszczędnych

Z Piotrem Gruszką rozmawia Łukasz Jachimiak

Co słychać u naszej siatkarskiej starszyzny?

- Ta trochę starsza młodzież przygotowuje się, żeby dać zmianę młodszej (śmiech). Jesteśmy razem od trzech tygodni, zaczęliśmy już nawet atakować, skakać, blokować. Rany zostały wylizane, idziemy coraz dalej.

Duże były te rany? Po latach spędzonych z Raulem Lozano wielu z was narzeka na zdrowie.

- Trochę za bardzo się o nas boicie. Po latach ciężkiej pracy bez ani jednej dłuższej przerwy kłopoty ze zdrowiem są sprawą naturalną. Dlatego bardzo fajnie, że od trenera Castellaniego dostaliśmy trochę czasu na regenerację.

Jednak się boimy, najbardziej o Mariusza Wlazłego. Możliwe, że to pan będzie musiał zastąpić go w ataku kadry podczas eliminacji mistrzostw świata i na mistrzostwach Europy.

- Rozmawiałem z trenerem i wiem, że widzi mnie właśnie w ataku. Powiedzmy sobie szczerze - na tej pozycji nie mamy zbyt dużej rywalizacji. Wygląda na to, że o miejsce w składzie będę walczył z Kubą Jaroszem i z Marcelem Gromadowskim. Na zawody, które nie będą turniejami przyjaźni, będą musieli pojechać najlepsi. No i najzdrowsi. Z Mariuszem rzeczywiście jest kłopot, o czym trener wie najlepiej, bo zna go doskonale.

Wlazły pewnie nie tęskni za Lozano, który niechętnie słuchał o kontuzjach?

- Nie ubliżajmy trenerowi Lozano. Prasa pożegnała go bardzo nieładnie, powiedziałbym nawet, że eksponowanie jego wad było niesmaczne. To nieprawda, że Lozano bezwzględnie kazał nam przyjeżdżać na reprezentację. Wszyscy, którzy się stawiali u Raula, bardzo chcieli być w kadrze i z własnej woli przyjeżdżali z urazami. Lozano nikomu nie kazał grać z kontuzją.

Ale przyzna pan, że Castellani to człowiek łagodniejszy? Widać to choćby po tym, jak spokojnie wprowadza do kadry młodych-zdolnych.

- Wygląda to wszystko bardzo fajnie. Chłopaki grają sobie pod parasolem ochronnym, ze świadomością, że coś może im się jeszcze nie udać, a wszystko, co się uda, będzie im policzone na plus. Oczywiście popełniają błędy, ale grają odważnie, a dzięki temu nabierają umiejętności i doświadczeń. My też tak kiedyś zaczynaliśmy...

Od was oczekuje się, że wypoczęci, po urlopach awansujecie na mundial, a później powalczycie o medal mistrzostw Europy.

- Na mistrzostwa świata na pewno trzeba się zakwalifikować, a na mistrzostwach Europy fajnie byłoby coś konkretnego osiągnąć. Ale na takie rozmowy jeszcze przyjdzie czas.

Nie będzie już pan kapitanem drużyny?

- Nie, na Ligę Światową jest nim Michał Bąkiewicz, później będzie Paweł Zagumny. Ja jestem dumny, że byłem kapitanem przez ostatnie cztery lata, a zespół odniósł w tym czasie duży sukces - srebrny medal mistrzostw świata.

A o medal igrzysk jeszcze raz pan powalczy?

- Oj, aż tak daleko nie wybiegam w przyszłość (śmiech). Siatkówkę bardzo lubię, więc pogram tyle, na ile pozwoli mi zdrowie. A w kadrze będę dopóty, dopóki będę jej potrzebny. Nie ma co się oszukiwać - czas leci, a młodzież napiera.

Ta młodzież wygra rywalizację z Finlandią o drugie miejsce w grupie D Ligi Światowej?

- Czekam na te mecze z dużym zainteresowaniem. Wiem, że koledzy bardzo chcą wygrać. Jeżeli przegrają, to na pewno sportowo, czysto siatkarsko, a nie mentalnie. Ale ja w nich wierzę.

A wierzy pan też, że Delecta Bydgoszcz dołączy do czołówki PlusLigi?

- Prowadziłem rozmowy z wieloma zespołami, ale to Bydgoszcz ma według mnie najbardziej perspektywiczną drużynę. W klubie są zawodnicy z sukcesami i doświadczeniem jak Grzegorz Szymański czy Paweł Woicki, jest uznany trener Waldemar Wspaniały, jest fajna hala, którą przy naszej dobrej grze na pewno wypełnią kibice. Jeśli dobrze popracujemy, na czołową czwórkę będzie nas stać. Kto wie, może nawet na więcej?

Z ArkasSporem Izmir zdobył pan krajowy puchar i Challenge Cup, a mimo to już po roku zdecydował się na powrót. Nie spodobała się panu Turcja?

- Było super! Odetchnąłem od polskiego klimatu, mojej rodzinie żyło się wspaniale, ja pograłem w świetnie zorganizowanym klubie.

To dlaczego zdecydowaliście się na powrót?

- Tu jest nasz dom. Poza tym liga turecka jest słabsza od naszej, a ja chciałbym jeszcze coś osiągnąć w naprawdę silnej lidze.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl
Hotel dla zwierząt