Złotka grają we wtorek z Holandią

Przetrzebione, rozbite psychicznie i z nowym trenerem. Polskie mistrzynie Europy rozpoczynają walkę o awans do przyszłorocznej World Grand Prix. - Sukces jest możliwy, choć nie będzie łatwo - mówi trener Złotek, Ireneusz Kłos
W niedzielę po południu Polki wylądowały w Warnie. Wczoraj wczesnym rankiem miały trening, po obiedzie spacer, a już dziś o godz. 13 (transmisja w Eurosporcie) pierwszy mecz eliminacji do World Grand Prix z Holandią.

Trener Ireneusz Kłos, który zastąpił Andrzeja Niemczyka, jest w mało komfortowej sytuacji. Tuż przed wylotem z kadry wypadły kontuzjowane Katarzyna Skowrońska i Maria Liktoras. Nie ma też Małgorzaty Glinki, która po konflikcie z Niemczykiem na razie nie dała odpowiedzi, czy chce jeszcze grać w reprezentacji.

Mimo to Złotka nie wyobrażają sobie, że nie przejdą eliminacji. - Mecze w Warnie pokażą, gdzie jesteśmy - mówi Agata Mróz, środkowa, która nie grała ostatnio z powodu choroby. - Nie ma wielu koleżanek, dla mnie to też pierwszy mecz od dłuższego czasu, ale więcej przegrywać nie możemy [Polki wygrały tylko jedno z dziewięciu spotkań GP 2006]. Poza tym nasze przygotowania były właśnie tak ustawione, by forma przyszła na te eliminacje.

W Warnie osiem drużyn rywalizować będzie w dwóch grupach. W środę Polki zagrają z Azerbejdżanem (15), w czwartek z Bułgarią (19.30). W drugiej grupie grają: Włochy, Turcja, Rosja i Serbia. Do turnieju głównego w 2007 r. zakwalifikują się cztery zespoły. Dwa najlepsze w grupach awansują bezpośrednio, o kolejne dwa miejsca zagrają w play-off z dalszych miejsc.

Kłos: O sukces nie będzie łatwo

Przemysław Iwańczyk: Można Panu już tylko współczuć...

Ireneusz Kłos: Takie życie, trzeba umieć godzić się z losem. Gramy bez Kasi Skowrońskiej, Maszy Liktoras, ale są przecież zmienniczki.

Nie ma też Doroty Świeniewicz, która jest w ciąży, i Małgorzaty Glinki.

- Ale akurat tego się spodziewaliśmy. Chciałbym przypomnieć, że na turnieju Grand Prix w Chinach, grając już bez Gosi, będąc w psychicznym kryzysie [po awanturze Niemczyka z Glinką], pokonaliśmy Azerbejdżan, z którym zmierzymy się w Warnie. A więc nie pojechaliśmy do Bułgarii zebrać baty. Nawet jeśli to tak z boku wygląda. Zresztą nie wygląda. Jeśli inni będą traktować nas z góry, będzie o wiele łatwiej.

Została ledwie połowa drużyny, która zdobywała złoto na mistrzostwach Europy. Na środku jest już zupełny dramat. Jest Agata Mróz, Sylwia Pycia i żadnej zmienniczki.

- Ale Agata dochodzi do siebie, jest w coraz lepszej formie. W ostatniej chwili powołaliśmy Karolinę Wiśniewską, ale nie wiem, czy zdąży przylecieć na pierwszy mecz. Jeśli tak, usiądzie na ławce. Za Skowrońską będzie Iza Żebrowska, która dotarła do nas z Waldemarem Wspaniałym [koordynator reprezentacji].

Z ustaleniem składu na wtorkowy mecz z Holandią nie ma Pan zatem kłopotu.

- Rzeczywiście, wyboru zbyt wielkiego nie ma. Skorupa, Rosner, Mróz, Bamber, Mirek, Pycia, a na libero Zenik.

Katarzyna Skorupa, a nie Izabela Bełcik? Wybór na pozycję rozgrywającej budzi największe dyskusje wśród kibiców.

- Lepsza jest Skorupa. Iza narzeka na kolano, jeśli będzie w pełni sił, pomyślę, czy nie wstawić jej do szóstki. Zresztą próbuję ją teraz w różnych ustawieniach, kombinacjach gry, ale muszę przyznać, że na razie jest daleka od formy, którą prezentowała choćby na mistrzostwach Europy.

Który rywal jest najgroźniejszy?

- Holandia, bo niewiele o niej wiemy i gramy z nią pierwszy mecz. Wynik tego meczu może być języczkiem u wagi. Kto wygra, a nie wyobrażam sobie, byśmy to nie byli my, będzie miał zdecydowanie łatwiej.

Zawodniczki podniosły się psychiczne po tym zamieszaniu z Glinką i trenerem Andrzejem Niemczykiem?

- Atmosfera jest naprawdę dobra. Ta sytuacja w ogóle nie wpłynęła na morale drużyny. Nie ma trenera Niemczyka, ale nie ma ludzi niezastąpionych. Trzeba sobie zdać z tego sprawę i rozpocząć od wygranej z Holandią. A później trzeba przejść Azerki i Bułgarki.

Naprawdę wierzy Pan w sukces w tak okrojonym składzie, po takich wydarzeniach?

- Jest możliwy, choć wszyscy wiemy, że nie będzie łatwo.