Liga Mistrzów. Skra, drużyna przeklęta

O triumf w Lidze Mistrzów siatkarze z Bełchatowa starają się najdłużej. I byli najbliżej powodzenia. Ale sukcesu nie odnieśli nigdy. A porażka z Resovią - aż 0:3 - w dzisiejszym półfinale w Berlinie boli bodaj najbardziej.
Mecz o trzecie miejsce w niedzielę o godz. 13:00, finał o 15:45 - relacje na żywo w Sport.pl.

Najpierw musieli wysłuchiwać zarzutów - uzasadnionych - że nie umieją wygrać na boisku, to występ w turnieju finałowym sobie "kupują" lub "załatwiają". W pięć lat organizowali go aż trzykrotnie (płacili za ten przywilej 200 tys. euro), bijąc prawdopodobnie nieoficjalny rekord kontynentu obejmujący wszystkie gry zespołowe. Nigdy jednak trofeum nie podnieśli, choć niekiedy dzieliły ich od sukcesu drobiazgi.

W 2008 roku od razu zderzyli się z wielkim faworytem i późniejszym triumfatorem, zalanym sponsorskimi milionami dolarów Dinamem Tattransgazem, poprzednikiem obecnego Zenita Kazań. Stawili zaskakująco twardy opór, ulegli dopiero po tie-breaku. I późniejszym wygranym meczem o trzecie miejsce już tylko ocierali łzy. W 2010 r. ponownie naskoczyli na nich Rosjanie, wzmocnieni zagranicznymi gwiazdami formatu Brazylijczyka Dantego. 1:3. I znów najniższy stopień podium.

W 2012 r. byli najbliżej powodzenia. Można powiedzieć, że dzieliły ich milimetry. Weszli już do ścisłego finału, a tam niemal wzięli rewanż na drużynie z Kazania. Prowadzili 2:1 w setach (mieli meczbola!), tie-breaka przegrali 15:17 - w ostatniej akcji sędzia ewidentnie pomylił się na ich szkodę, nie zauważył, że po niecelnym zbiciu Michała Winiarskiego piłka dotknęła palców blokującego Jurija Bierieżki. Nieoswojony jeszcze z systemem challenge arbiter nie sprawdził, jak było, choć mógł, a Rosjanin nie przyznał się do błędu.

Aż nastał rok 2015. I gdy bełchatowscy siatkarze wreszcie przedarli się do turnieju finałowego własnymi rękami, to ponieśli porażkę szczególnie prestiżową - z krajowym rywalem z Rzeszowa, który w dodatku w Final Four debiutował... Po raz pierwszy nie stawili też oporu. Im na pewno nie przysłużyły się przewlekłe kłopoty zdrowotne Michała Winiarskiego (zanim wszedł dziś na boisko, Skra przyjmowała z zawstydzającą 22-procentową skutecznością), tymczasem Resovia odleciała na finiszu sezonu w inny wymiar - lekko, łatwo i przyjemnie rozbiła Jastrzębie w półfinale PlusLigi, a w drodze do berlińskiego turnieju przeskoczyła obrzydliwie bogaty Lokomotiw Nowosybirsk. Fruwają jak nakręceni.

I biorąc pod uwagę chwiejną formę, jaką zademonstrowali dzisiaj siatkarze z Kazania - przypomnijmy, dotychczas prześladowcy Skry - rzeszowianie naprawdę mają prawo śnić o trofeum. O najcenniejszym trofeum w całej historii polskiej siatkówki klubowej, bo w zwycięskim Pucharze Europy w 1978 roku nie uczestniczyli wszyscy najlepsi. A bełchatowianie? O ile w poprzednich turniejach finałowych LM ponosili porażkę, o tyle w Berlinie ponieśli klęskę. Z perspektywy najważniejszych europejskich rozgrywek najbardziej utytułowana współczesna polska drużyna jest drużyną przeklętą.