Siatkówka. Śmigielski: Siatkarze jadą po bandzie

- Ścięgna achillesa i stawy skokowe są narażone najbardziej, potem staw kolanowy z mięśniem czworogłowym uda, kręgosłup, bark. Z ich urazami przyjdzie do lekarza 99,9 proc. obecnych gwiazd siatkówki - ostrzega dr Robert Śmigielski, wybitny ortopeda, traumatolog, szef misji medycznej PKOl na kilku igrzyskach
Przemysław Iwańczyk: Czołowi polscy siatkarze przerwali sezon ligowy, aby jechać na Puchar Świata. W Japonii rozegrali 11 meczów, wrócili do Polski, po czterech dniach czekała na nich PlusLiga, w środę zagrali w Lidze Mistrzów, w weekend znów krajowe rozgrywki, przed świętami znów puchary. Jak długo tak można?

Robert Śmigielski: Patrząc na piłkę nożną, np. ligę hiszpańską, w której czołowi piłkarze są bardzo eksploatowani, odpowiem, że wszystko zależy od zaplecza. Leo Messi gra non stop, ale ma wokół siebie serwis jak bolid Formuły 1.

Oczywiście wiem, że siatkarze są przemęczeni. Oni też potrzebują odpowiedniego serwisu. Muszą mieć zapewnioną odnowę biologiczną, szybką diagnostykę i leczenie lekkich kontuzji, regenerację i odpoczynek, nawet ci, którzy na nic nie narzekają. Gdyby to mieli, nie byłoby takich kłopotów. W dobie dzisiejszej techniki zapewnienie takiego zaplecza to prosta sprawa, kwestia chęci i zaufania trenera, że nie chcemy mu zabrać zawodnika, a zrobić wszystko, by korzystał z niego jak najdłużej.

Jest jeszcze jeden warunek: do wysiłku, a później odnowy trzeba być przygotowanym. Jeśli ktoś nie wdrożył się w rytm, jego organizm nie podoła. Mówiąc wprost, rozleci się zdrowotnie, będzie narzekał na kontuzje bądź przeciążenia. Nieprzyzwyczajony do bardzo częstego, maksymalnego wysiłku i mocno eksploatowany sportowiec się dekoncentruje, spada jego napięcie mięśniowe, nie kontroluje swoich ruchów, naraża się na urazy.

Podsumowując, czy nasi siatkarze się "rozpadną", czy nie, zależy od ludzi, których mają wokół siebie.

Powołuje się pan na hiszpańskich piłkarzy, ale czym innym jest przecież wysiłek oparty na wytrzymałości i dynamice niż niezliczone skoki ludzi, którzy mierzą ponad dwa metry, ważą ponad 100 kg, a po ataku w pełnym pędzie muszą wyhamować przed siatką.

- To są wielkie obciążenia, które się sumują. Pytanie, jaką koncepcję przyjęli sami siatkarze i ludzie, którzy nimi kierują - mają wytrzymać kilka sezonów, a później koniec, czy jednak zależy wszystkim, by te kariery trwały jak najdłużej.

Skaczący pionowo w górę wysoki zawodnik o dużej masie, z "długimi" dźwigniami obciążającymi stawy skokowe czy kolanowe - to nie jest normalne funkcjonowanie ludzkiego ciała. Siatkarze będą narzekać. Trzeba liczyć się z tym, że będą wypadać ze składów i robić wszystko, by nie wypadali na długo. Ci, którym teraz nic nie dolega, kiedyś i tak za to zapłacą.

Sebastian Świderski harował przez lata i w klubie, i w kadrze. Teraz za to płaci kolejnymi kontuzjami?

- Tak, bo nie jesteśmy niezniszczalni. Kres wytrzymałości wynika ze wzoru: obciążenie pomnożone przez lata tytanicznej pracy. Widać, kiedy sportowcowi kończy się możliwość szybkiej regeneracji. Im starszy gracz, tym więcej czasu na to potrzebuje.

W Polsce, jeśli siatkarz chce odpocząć, zbiera cięgi, że nie chce pomóc reprezentacji. Koło się zamyka.

- Wynika to z krótkiej ławki polskiej siatkówki. I tak się poprawiło pod tym względem, bo mamy coraz więcej młodych zawodników. Ci kluczowi nie są już tak obciążani. Choć powtarzam - gdyby mieli odpowiednie zaplecze - mogliby wytrzymać bez tak wielkich szkód jak obecnie. Jeśli mamy perełki w jakimkolwiek sporcie, musimy słuchać ich organizmów, dbać o nie, naprawiać, proponować odpowiednią dietę, robić przegląd przynajmniej raz w miesiącu jak właściciel dobrego samochodu. I to już od wieku juniora, by przyzwyczaili się do tego i nauczyli szybko regenerować.

Wróćmy do czołowych obecnie polskich graczy. Ile procent daje im pan, że niebawem staną się pacjentami?

- Ścięgna Achillesa ze stawami skokowymi narażone są najbardziej, potem staw kolanowy z mięśniem czworogłowym uda, kręgosłup, bark. Z ich urazami przyjdzie do lekarza 99,9 proc. obecnych gwiazd. Chyba że któraś z nich jest z żelaza.

Wciąż pan utrzymuje, że sport to zdrowie?

- Siatkówka nie jest przykładem zdrowego sportu, ale takiego, w którym jedzie się po bandzie. Zawodnicy, zwłaszcza ci najbardziej znani, eksploatowani są na maksa. Nie wiem, czy opłaca się być gwiazdą za pieniądze, które zarabiają. To mimo wszystko zbyt niska cena za zepsute achillesy, kolana i kręgosłup po zakończeniu kariery. Mam kilku takich pacjentów, którym grozi proteza kolana albo ledwo wstają z krzesła, i zastanawiają się, czy było warto.