MŚJ. Zuzanna Czyżnielewska: Grupę można było spokojnie wygrać

W prainkaskich świątyniach polskie siatkarki próbowały odczarować swój zespół, który wciąż czeka na pierwszą wygraną w mistrzostwach świata juniorek w Peru. - Zwycięstwo w każdym ze spotkań było na wyciągnięcie ręki. W końcówkach nam nie wychodziło i niestety jesteśmy tu, gdzie jesteśmy - mówi atakująca reprezentacji Zuzanna Czyżnielewska. Po dniu przerwy Polki wracają do walki - tym razem o miejsca 9-12. Na początek z Serbią.
Marta Gula: Doczekałyście się wyjścia z hotelu. Wycieczka do Mocha i Chan Chan pomogła wam się "zresetować" przed kolejnym etapem? W końcu ta niedzielna porażka z Belgią was zabolała.

Zuzanna Czyżnielewska: Mocno to przeżyłyśmy. Gdybyśmy siedziały kolejny dzień pokojach, to byśmy się wzajemnie dołowały. Non stop na te same twarze i rozmowy o porażce - tego było za dużo, emocje za bardzo już się skumulowały. Wycieczka dała nam trochę oddechu, rozerwałyśmy się. Ucieszyło nas kupowanie pamiątek dla rodziny i znajomych. To wszystko pozwoliło nam pozytywnie nastroić się na mecz z Serbią.

Także dlatego, że pokonałyście Serbki w kwalifikacjach do tej imprezy?

- To też nam daje trochę pewności siebie, choć one przyjechały do Peru nieco wzmocnione. Na pewno nie jest tak, że wygrałyśmy z nimi w Serbii, to i teraz będziemy lepsze. One też będą chciały pokazać, że jako wicemistrzynie Europy nie przyjechały tutaj grać o 15. miejsce. Musimy się na nowo zmotywować.

Motywacji nie brakuje wam od początku. Ale wyraźnie coś nie idzie, skoro nie udało się tu jeszcze wygrać żadnego meczu.

- Trener słusznie powiedział na odprawie: w statystykach jesteśmy dość wysoko (drugie miejsce w bloku, piąte w zagrywce, ósme w przyjęciu, dziesiąte w ataku, ale dopiero trzynaste w rozegraniu i czternaste w obronie - przyp. red.). Jednak gdyby ktoś zrobił zestawienie własnych błędów, na pewno byśmy wygrały. Jakoś nam na tym turnieju uciekają zagrywki, robimy jakieś głupie błędy. Nie wiadomo dlaczego. Nigdy wcześniej nie było to tak widoczne. Jeśli potrafimy zrobić w meczu prawie 50 błędów własnych, to jest to jakiś rekord! Być może to w pewnym stopniu wina stresu. W końcu po raz pierwszy jesteśmy na tak ważnej imprezie, jak mistrzostwa świata. Mam nadzieję, że po tej I fazie grupowej już to ciśnienie z nas zeszło i będzie dobrze.

Jednak zdajecie sobie sprawę, że z takimi rywalkami, na jakie trafiacie w II fazie: Serbia, Rosja, Egipt może być trudniej niż z tymi z pierwszej rundy?

- Grupa trudna. Wiadomo jednak, że na tym turnieju po prostu nie ma słabych drużyn. Przyjechała tu elita, 16 najlepszych zespołów świata. Myślę, że nawet te, które wydają się być słabsze, są groźne. Każdy chce się pokazać, bo przecież gra dla swojego kraju. To jest bardzo silna motywacja i dlatego każdy może wygrać z każdym. Kilka meczów już to udowodniło. Trzeba po prostu wyjść na boisko i pokazać, kto jest mocniejszy w danym dniu.

Po tobie rzeczywiście widać, że nie kalkulujesz, kto jest po drugiej stronie. Grasz bardzo odważnie i przede wszystkim skutecznie, nawet w trudnych sytuacjach. Drugie miejsce w statystyce najlepiej punktujących zawodniczek turnieju nie wzięło się znikąd.

- Przyznam, że strasznie mi zależy na tym, żeby tutaj coś osiągnąć. Możemy tylko zyskać na tym turnieju. Ja tak do tego podchodzę.

Jesteś chwalona przez naszych trenerów, przez rywali. Sama siebie zaskoczyłaś tak dobrym występem?

- Właściwie tak. Ale teraz dopiero okaże się, kto co potrafi. Tak naprawdę przegrałyśmy wszystkie trzy mecze. Prawdziwa próba dopiero przed nami. Wiadomo, że wywalczyć dziewiąte miejsce jest lepiej, niż jechać do domu z szesnastym. A rywalki w drugiej grupie też są niezłe. Trzeba pokazać charakter.

Na pierwszy ogień zmierzycie się z reprezentacją Serbii, którą pokonałyście w eliminacjach do MŚ. Czym wtedy wygrałyście to zacięte, pięciosetowe spotkanie, rozgrywane na dodatek właśnie w Serbii?

- Zespołowością. Serbia to był taki zlepek pojedynczych gwiazd, indywidualności. Część z nich gra w ekstraklasie, ma na koncie jakieś większe osiągnięcia, powołania do włoskiej ligi. My przyjechałyśmy tam jako kopciuszek - nieznane dziewczynki z Polski. Ale udało nam się stworzyć zespół, bo bardzo zależało nam na tym, żeby tu przyjechać i pierwszy raz zagrać w takiej imprezie, pokazać się, utrzeć nosa niektórym ludziom w Polsce. Bardzo się zmotywowałyśmy, zagrałyśmy zespołowo. Poza tym byłyśmy bardzo dobrze przygotowane taktycznie.

Trochę rozdrapię jeszcze świeżą ranę, ale powiedz proszę, co poczułaś po tym trzecim secie meczu z Belgią, gdy rywalki wyszły na prowadzenie 2:1 i przekreśliły wam szansę na awans do ósemki? Widziałam, że wchodząc na boisko na następną partię, miałaś czerwone oczy, płakałaś

- Marzeniem każdej z nas tutaj było zdobyć medal. Wiadomo, że jak się już przyjeżdża na mistrzostwa, to tylko po podium. Nie ma co się oszukiwać, że z nami nie było inaczej. Ja naprawdę chciałam zdobyć medal. Trochę się zawiodłam. To jest takie głupie uczucie, bo na boisku oddałyśmy całe swoje zdrowie, wszystkie siły, ale w pewnych momentach robiłyśmy te głupie błędy. To nas najbardziej denerwowało. Gdybyśmy przegrały to sportowo, byłoby widać, że odstajemy od przeciwniczek, jesteśmy gorsze, to może lepiej byśmy zniosły porażkę. Ale my walczyłyśmy z każdym jak równy z równym. Zwycięstwo w każdym z meczów (z Koreą 2:3, z USA 1:3, z Belgią 1:3 - przyp. red.) był na wyciągnięcie ręki. W końcówkach nam nie wychodziło i niestety jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Można było spokojnie wygrać tę grupę, a się nie udało i stąd taka gorycz.

Trzy porażki i reprezentacja Polski ? poza ósemką