Tak Matlak kraje... Szkoda, choć dramatu nie ma

Mecz z Koreą rozpalił nadzieje. Niestety, jak szybko uwierzyliśmy w szansę na medal, tak szybko w meczu z Rosją oddaliła się ona poza horyzont możliwości zespołu Jerzego Matlaka. Szkoda, choć dramatu nie ma, bo dziewczyny walczą w Japonii jak lwice. Tak naprawdę takie są aktualnie ich możliwości - pisze Marian Kmita
Zadziwiające, że w kluczowych meczach wszystko było na wyciągnięcie ręki, a optymistyczny scenariusz mógł się spełnić. To, co można było nazwać po dwóch pierwszych spotkaniach z Japonią i Serbią pechem, w sobotę i niedzielę było już, niestety, regułą. Brak koncentracji w pierwszych minutach i nieumiejętność wygrywania setów, w których prowadzi się nawet 22:18, to prawdziwe zmory naszego zespołu. Zawodniczki od początku turnieju w pomeczowych wywiadach powtarzają, że wyciągną wnioski z porażek już w następnym spotkaniu. Niestety, mądrości tej wynikającej z poprzednich doświadczeń zupełnie nie widać. Przespany pierwszy set meczu z Koreą wyglądał tak samo źle jak pierwszy set meczu z Rosją. Mimo lepszej zagrywki przyjęcie nadal jest fatalne (nigdy nie widziałem Marioli Zenik w tak słabej formie). Co za tym idzie, rozegranie nie może być idealne, brakuje też koncentracji i staranności w ataku. Wszystko jest rwane, nierówne, a stosunek błędów własnych do rywalek, tak jak w meczu z Rosją 18-6, wręcz katastrofalny.

Mam jednak wrażenie, że trener Matlak wycisnął z kadry wszystko, co się dało, a ewentualny postęp tkwi w głowach samych zawodniczek. Tam trzeba szukać koncentracji, choćby takiej, jaką zaprezentowały w niedzielę Rosjanki. Bez niej trudno będzie wygrać i z Chinami, i Turcją. A grać i walczyć trzeba do końca mundialu. W końcu rzecz idzie nie tylko o miejsce na MŚ, ale i o punkty rankingowe w drodze na igrzyska.

Wszystko o MŚ siatkarek - w serwisie Sport.pl ?