Sport.pl

MŚ siatkarek. Trener Matlak powinien wiedzieć, co teraz robić

Kiedy polskie siatkarki przegrywały w mistrzostwach świata piątego seta w meczu z Japonią, prezes PZPS Mirosław Przedpełski finalizował definitywne, aczkolwiek dżentelmeńskie, rozstanie z trenerem Castellanim. Panowie podali sobie ręce na do widzenia, a w polskim sporcie rozstania nie zawsze są przecież takie uprzejme.
Biało-czerwone przegrały także dzień później z Serbią, ale wbrew wynikom, gołym okiem widać, że są dobrze przygotowane do mundialu. Może nawet bardzo dobrze, bo i z Japonią, i z Serbią Polki były o włos od wygranej.

Zwłaszcza w tym pierwszym zwycięstwo mieliśmy na tzw. patelni. W czwartym secie, przy stanie 22:19 dla Polski, zawodniczkom zabrakło koncentracji. A może kogoś na boisku lub poza nim, kto potrafiłby przerwać serię straconych punktów. W końcówce sędziowie zapobiegliwie zadbali, by Japonkom nie stała się krzywda, i szansa na udany start oddaliła się bezpowrotnie. Po zakończeniu meczu z Serbią z kolei trener Zoran Terzić skakał z radości pod niebiosa, bo wiedział, że jego zawodniczki miały w tym dniu mnóstwo szczęścia.

Nic dziwnego, że po meczu z Kostaryką trener Matlak zapowiedział powrót Polek do walki o najwyższe cele. To się chwali, rzecz jednak w tym, aby wykorzystać wszystkie atuty, jakie ma się do dyspozycji. Po pierwszych meczach MŚ nie sposób zrozumieć, dlaczego zmienił się styl gry naszej drużyny. Jeszcze w czasie tegorocznego World Grand Prix zagrywka była naszym wielkim atutem, teraz nic z tego nie zostało. Nie można też zrozumieć, dlaczego wracająca w wielkiej formie do zespołu Małgorzata Glinka nie wspiera go w decydujących momentach, tylko patrzy na grę koleżanek z kwadratu dla rezerwowych. Nie można też pojąć, dlaczego trener podczas przerw nie podpowiada zawodniczkom, co mają robić w następnej akcji, tylko rozlicza je z nieudanych zagrań. Takich uwag jest wiele, a postawa trenera wskazuje na jego nadmierną nerwowość.


Można to jakoś zrozumieć. Presja sukcesu po nieudanych męskich MŚ we Włoszech na pewno nie jest sprzymierzeńcem trenera Matlaka. Jest on ostatnią szansą PZPS, aby rok zakończyć jakimkolwiek sukcesem, jednak jako wytrawny siatkarski gracz powinien dać swoim zawodniczkom przede wszystkim spokój, poczucie bezpieczeństwa i wsparcie w każdej minucie ich pobytu w Japonii. To przecież kluczowe zadanie każdego szkoleniowca. Wierzę, że mu się uda, a jeśli się uda, szczerze mu pogratuluję, bez względu na to, czy jego drużyna skończy turniej na pierwszym, piątym czy dziesiątym miejscu.