Sport.pl

Siatkówka. Finał mistrzostw świata: Brazylia potęgą jest i basta

Prowadzeni przez niesamowicie wszechstronnego Murilo, dowodzeni przez trenerskiego guru Bernardo Rezende siatkarze Brazylii trzeci raz z rzędu triumfowali na mundialu. Choć srebrne medale odebrali Kubańczycy, zakończone w niedzielę mistrzostwa to symboliczny triumf nad Europą.
0 : 3
Informacje
MŚ siatkarzy 2010 - Finał
Niedziela 10.10.2010 godzina 21:00
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
3 S
Wynik
Kuba
22
14
22
0
Brazylia
25
25
25
3
Składy i szczegóły
Kuba
Skład:
Leon, Leal , Camejo, Simon Aties, Hierrezuelo, Hernandez, Gutierrez (libero) - Diaz, Abreu
Brazylia
Skład:
Bruno, Vissotto, Murilo, Lucas, Rodrigao, Dante, Mario (libero) - Theo, Marlon
Tak relacjonowaliśmy finał na żywo - kliknij tutaj

Jeszcze nigdy w historii nie zdarzyło się, by w finale nie było zespołu ze Starego Kontynentu. Jeszcze do sobotniego wieczoru włoscy kibice chełpili się bezprecedensowym panowaniem swoich siatkarzy w latach 90. ubiegłego wieku. Liczyli, że przez najbliższe dziesięciolecia nikomu nie uda się powtórzyć ich sukcesu, czyli trzech kolejnych złotych medali mistrzostw świata. Łudzili się, że powstrzymają nawet Brazylię, drużynę wyjątkową, bo nie tylko skuteczną - jak oni przed laty - ale i grającą pięknie.

Gospodarze MŚ 2010 uciekli się nawet do podstępu - w porozumieniu z FIVB (światową federacją) wyznaczyli sobie jak najłatwiejszą drogę po złoto, wybrali na przeciwników w pierwszych rundach "turystów" z Afryki i Azji, byle tylko ominąć Brazylię. Ale "sprawa się rypła", bo Canarinhos nieszablonowi są i na boisku, i poza nim. Narażając się na szał i nienawiść tifosi nie przyłożyli się do spotkania z Bułgarią w drugiej fazie mundialu. Nie wiadomo, czy podłożyli się w obawie przed spotkaniem z silnymi rywalami, czy może dlatego, by spotkać na swojej drodze Włochów jeszcze przed finałem i wybić im z głowy kolejny sukces. W każdym razie plan powiódł się doskonale.

W sobotnim półfinale Brazylijczycy połknęli po siatkarsku gospodarzy. Zachowali się tak, jak mają w zwyczaju - im trudniejszy przeciwnik, tym sroższe trzeba sprawić mu lanie. Połknęli też w niedzielnym boju o złoto Kubańczyków, którym w drugiej rundzie mistrzostw ulegli 2:3. Kto jednak śledzi, jak zachowuje się zespół trenera Bernardo Rezende w kluczowych imprezach, wie, że wpadka w początkowej ich fazie to niemal norma, ale potknięcie w decydujących momentach nie wchodzi w grę.

Brazylia rzuciła się na rywala od początku. Chodziło o to, by zdeprymować Kubańczyków, którym najbardziej odpowiada siatkówka improwizowana, bez ram taktycznych. Przecież gdyby o medalu decydowały mecze rozgrywane w pojedynkę, Kubańczycy byliby nie do pobicia przez dziesięciolecia. Mistrzem świata mógłby być właściwie każdy z obecnych zawodników, nawet 17-letni Wilfredo Leon, który debiutował w kadrze przed trzema laty. Złoto z pewnością zgarnęliby z pewnością wszyscy uciekinierzy, na czele Leonelem Marshallem, Angelem Dennisem, Ramonem Gato, czy Osmany Juantoreną.

Siatkówka to jednak zespół. I tym najbardziej ułożonym, a przy tym nie pozbawionym artyzmu są Cararinhos. Jak zawsze kreują przy tym wielkie indywidualności. W poprzednich imprezach perłą w koronie był Giba, teraz do roli tej dorósł 29-letni przyjmujący Murilo. Opanowany, ale i bezlitosny. Zupełne przeciwieństwo trenera, który sieje w zespole szaleństwo, który na najmniejszą nawet pomyłkę reaguje histerią. Wszyscy jednak doskonale się uzupełniają.

Kubańczycy nie mieli szans. Przegrali wysoko 0:3, ale władzy ludowej na Kubie srebrny medal może się spodobać. Jest powtórzeniem sukcesu sprzed 20 lat, kiedy po przegranym finale z Włochami siatkarze także odebrali srebrne medale, ale przede wszystkim nadzieją, że to koniec czarnej serii kubańskiego sportu. Reżimowi braci Castro, produkującemu przez lata herosów na masową skalę, zaczyna doskwierać brak kontaktu z galopującym światem sportu. Ostatnie igrzyska olimpijskie, z zaledwie dwoma złotymi medalami, były najgorszymi dla Kuby od 1968 roku. Z masy bohaterów rozpoznawanych na całym świecie ostał się tylko płotkarz Dyron Robles, jedyną drużyną, która miała przywilej przemarszu przed wodzem w ostatnią rocznicę zwycięstwa rewolucji, byli bejsboliści, którzy wkupili się w łaski półfinałowym triumfem nad USA na igrzyskach w Pekinie. Teraz i siatkarze mogą wypiąć pierś, zwłaszcza że ich półfinałowe zwycięstwo z Serbią (3:2) uznane zostało za najlepszy i najbardziej emocjonujący mecz mistrzostw.

Włosi ostatecznie zostali u siebie bez medalu. W meczu o trzecie miejsce rozbiła ich Serbia. To Brazylia - wyrównując rekord gospodarzy, zdobywając kolejne złoto kolejne wielkiej imprezy - potęgą jest i basta.

Kliknij w zdjęcie, aby przejść do galerii z meczu Brazylia - Kuba




Brązowy medal dla Serbii


Więcej o: