Sport.pl

MŚ w siatkówce. Czy trener może przegrać mecz? Tak, jeśli jest Serbem

Pierwsza sensacja w mistrzostwach świata - Kanada pokonała Serbię. Mogłoby to skomplikować sytuację Polski, gdyby nie nasze zwycięstwo z Niemcami.
3 : 1
Informacje
MŚ siatkarzy 2010 - Grupa F
Niedziela 26.09.2010 godzina 17:00
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
3 S
4 S
Wynik
Kanada
25
25
17
25
3
Serbia
20
22
25
23
1
Składy i szczegóły
Kanada
Skład: Schneider 1, Winters 14, Mainville 9, Schmitt 10, Van Lankvelt 11, Simac 3, Lewis (libero) oraz Cundy, Howatson, Duff 7, Soonias 6, Perrin 1
Serbia
Skład: Petković 1, Nikić 16, Stanković 7, Starović 8, Kovacević 17, Podrascanin 8, Samardzić (libero) oraz Miljković 16, Grbić 4, Janić, Terzić
Kiedy w sobotę wieczorem Adam Kamiński, kanadyjski środkowy, mówił, że jego drużyna może jeszcze wyjść z grupy, słuchacze skwitowali to uśmiechem. Bo w Kanadzie w siatkówkę gra się na uniwersytetach, a Serbowie to przecież mistrzowie olimpijscy i kandydaci do medalu we Włoszech.

Największą wadą systemu, według którego rozgrywane są mistrzostwa świata, jest możliwość kombinowania. Bo na przykład w grupie F, czy tej z Polakami, teoretycznie najbardziej opłaca się zająć trzecie miejsce. Wtedy unika się w dalszej fazie Brazylii, a najgroźniejszym rywalem powinni być w półfinale Włosi.


Oglądając pierwszego seta spotkania Kanady z Serbią trudno było nie odnieść wrażenia, że ci drudzy też rozważają taką możliwość. Po rozbiciu w sobotę Niemców trener Serbów Igor Kolaković zmienił podstawową szóstkę, zostawiając na boisku tylko środkowych. Efektem była przegrana 20:25. W tym momencie w hali Palatrieste rozpoczęła się dyskusja o regulaminie mistrzostw.

Okazało się jednak, że Kolaković chciał oszczędził siły swoich gwiazd, a więc Nikoli Grbicia i Ivana Miljkovicia. I przeliczył się strasznie. Obie gwiazdy światowej siatkówki pojawiły się na boisku w końcówce drugiej partii, ale nie zdołały zatrzymać rozpędzonych Kanadyjczyków. Okazało się, że wyrównana walka z Polską to nie był tylko efekt zdenerwowania naszych zawodników. Drużyna z Ameryki znów rewelacyjnie broniła, podbijając piłki nawet po atomowych zbiciach Miljkovicia.

Tak jak w sobotę Kanadyjczycy mieli kryzys w trzecim secie, kiedy przegrywali już 11:22, ale w końcówce odrobili część strat i tak się nakręcili, że nie sposób było ich zatrzymać. W ataku szalał środkowy Justin Duff, skaczący jakby miał w butach sprężyny. Rozgrywający Dustin Schneider, mimo że ma 182 cm wzrostu, zablokował wyższego o 24 cm Miljkovicia. Świetnie grał długowłosy Dallas Soonias, kilka lat temu występujący w Radomiu. I stało się.

Serbowie robili wszystko co mogli, ale nie mogli pokonać fantastycznie broniących rywali. Tak jak w pierwszym secie spotkania z Polską, gdziekolwiek leciała piłką, był Kanadyjczyk. Nawet gdy nie udawało im się zdobyć punktu, walczyli do upadłego. Obrona to znak firmowy trenera Glena Hoega, który w tym roku doprowadził do Final Four Ligi Mistrzów słoweński ACH Volley Bled. - Miał tam Dana Lewisa, dlatego łatwiej mu było przełożyć to na reprezentację. Serbowie wyszli na boisko nieprzygotowani mentalnie - tłumaczył Nicola Vettori, asystent Raula Lozano w reprezentacji Niemiec.

Sensacyjna przegrana Serbów skomplikowała sytuację w grupie. Bo po sobotnim zwycięstwie Polaków nad Kanadą wszystko wskazywało, że jedyną niewiadomą jest tylko, które z trzech pierwszych miejsc zajmą Polacy, Serbowie i Niemcy. Teraz pewni awansu są tylko Polacy, którzy wygrali 3:2 z Niemcami.

A Kolakovicia zapewne czeka nieprzespana noc, zaś gwiazdy, które chciał oszczędzać, straciły znacznie więcej sił niż gdyby zaczęły od początku, a wtedy zapewne Kanada nie zdołałaby się tak rozpędzić.

Wszystko o meczu Polski z Niemcami »


Więcej o: