Podróż siatkarzy do Triestu: szybciej byłoby samochodem

Polscy siatkarze od czwartku są już we Włoszech, gdzie w sobotę rozpoczną się mistrzostwa świata. Nasi zawodnicy są zadowoleni z kameralnej hali, w jakiej zmierzą się w pierwszym meczu z Kanadą.
Cztery lata temu nasza reprezentacja zdobyła w Japonii drugie miejsce, teraz też zalicza się do faworytów. W pierwszym spotkaniu - w sobotę o godz. 17 - Polacy zmierzą się z Kanadą. Nasza drużyna dotarła do Triestu, gdzie rozegra trzy spotkania grupowe, w czwartek ok. godz. 20.

Zawodnicy i trenerzy lecieli z Warszawy, z przesiadką w Rzymie. W sumie podróż trwała ponad dziesięć godzin. - Szybciej dojechalibyśmy samochodami - żartowali siatkarze. Był to jednak czarny humor, bowiem w czwartek nie zjedli nawet obiadu, a jedynie śniadanie i późną kolację (lot z Rzymu do Triestu był opóźniony).



Dziś (w piątek) musieli się zerwać bardzo wcześnie, bo już o godz. 9 mieli w planie trening w hali, w której zmierzą się z Kanadyjczykami. Wykorzystali sytuację, że Serbowie podczas lotu zgubili sprzęt. Bo to oni mieli w planie zajęcia w tym czasie (Polacy mieli ćwiczyć w innym miejscu) Pierwszy, bo kolejne zajęcia będą mieć po południu. - Obiekt jest w porządku, niezbyt duży, dobrze oświetlony - opowiada Michał Bąkiewicz. - Na pewno jest lepiej niż cztery lata temu w Japonii, gdzie hale były ogromne i potrzeba było dużo czasu, żeby się przystosować.

W grupie oprócz Polaków i Kandyjczyków są jeszcze Serbowie i Niemcy. Do kolejnej fazy awansują trzy zespoły.

Wszystko o MŚ siatkarzy znajdziesz na Sport.pl ?