Siatkówka. Ligi nie stać na mistrzów świata

Mistrzostwo świata podniosło prestiż PlusLigi, ponieważ gra w niej aż 12 złotych medalistów. Ale finansowo przegrywa z trzema europejskimi ligami i traci czołowych graczy.
Nie ma na świecie innej męskiej ligi, w której grałoby aż 12 aktualnych złotych medalistów. Do ostatniego piątku było ich więcej, ale Marcin Możdżonek po spotkaniu z Lotosem Treflem Gdańsk poinformował, że opuszcza Zaksę Kędzierzyn-Koźle i przenosi się do Turcji do klubu Halkbank Ankara.

Biorąc pod uwagę przepaść dzielącą siatkówkę obu krajów, zwłaszcza wśród mężczyzn, wybór reprezentacyjnego środkowego wygląda na degradację. Polska w światowym rankingu zajmuje trzecie miejsce, Turcja dopiero 31. Możdżonek opuszcza Zaksę uważaną przed sezonem za najpoważniejszego rywala dla PGE Skry Bełchatów.

Jednak w tym przypadku można mówić o sportowym awansie, bowiem mistrz świata trafił do drużyny o ogromnych aspiracjach i jeszcze większych możliwościach finansowych. Halkbank jest, jeśli nie najbogatszym, to z pewnością jednym z najbogatszych klubów na świecie. Jedynym, który w siatkówce kupuje zawodników, a nie przejmuje ich po zakończeniu kontraktów. Stać go było na sprowadzenie z Trentino dwóch najlepszych przyjmujących - Mateja Kazijskiego i Osmany Juantoreny wspartych brazylijskim rozgrywającym Raphaelem i trenerem Radostinem Stojczewem. Pół miliona euro to minimum, jakie trzeba zapłacić za rok gry jednej z tych gwiazd.

Pierwsze podejście Halkbanku do zawojowania Europy było nieudane, bo w finale tegorocznej Ligi Mistrzów silniejsze okazało się Biełogorje Biełgorod. Niepowodzenie - tak przyjęto w stolicy Turcji drugie miejsce - nie zraziło szefów klubu. Odeszli z zespołu trener Stojczew i Kazijski, ale w zamian sprowadzono z Trydentu Cwetana Sokołowa. Na wymarzony szczyt Halkbank ma poprowadzić były szkoleniowiec Jastrzębskiego Węgla Lorenzo Bernardi. Włoch sięgnął po swojego podopiecznego z PlusLigi Michała Kubiaka. Halkbank wykupił ich kontrakty za kilkaset tysięcy euro. Podobnie było z Sokołowem. Następnie mistrz Turcji skusił kolejnego mistrza świata, czyli Możdżonka.

- Dość długo zastanawiałem się nad ofertą, przeanalizowałem wszystkie za i przeciw. Nie jest tak, że opuszczam Kędzierzyn, bo było mi tam źle. Przeciwnie, klub jest świetnie poukładany, walczy o najwyższe cele. Chciałem spróbować grania za granicą. Odezwał się jeden z najlepszych klubów w Europie, który chce wygrać Ligę Mistrzów. Takim się nie odmawia. Zwłaszcza że bardzo naciskał - opowiada Możdżonek.

Możdżonek podkreśla, że wywalczenie przez Polskę mistrzostwa świata nie miało wpływu na transfer, ponieważ rozmowy zaczęły się długo przed mundialem. - Nie zostawiam Zaksy w potrzebie, choć jest mi trochę źle z tym, że przeżywa teraz słabszy okres. Ma jednak dobrego trenera i zawodników, trzeba tylko ułożyć grę - podkreśla. Dodaje też, że nie rezygnuje z reprezentacji. - Rozmawiałem ze Stéphanem Antigą, który nie miał nic przeciwko mojemu wyjazdowi do Turcji.

Mistrz świata nie ukrywa, że przechodzi do ligi mającej większe możliwości finansowe niż PlusLiga. - Gram w siatkówkę także po to, by zarabiać pieniądze. O poziomie sportowym rozgrywek nie chcę na razie mówić. Pojadę, to się przekonam. Tak jak w Polsce w Turcji jest kilka mocnych zespołów. To Halkbank, Fenerbahçe, Arkas Izmir, Galatasaray - dodaje. Reprezentant Polski liczy się z tym, że nie we wszystkich spotkaniach będzie występował. W lidze tureckiej w kadrze na mecz może być tylko trzech obcokrajowców, a Halkbank ma ich aż pięciu. - Rozmawiałem o tym z trenerem Bernardim. Obiecał, że będę grać nie tylko w Lidze Mistrzów. Rywalizacji się nie boję - kończy Możdżonek.

- Dwie ligi, rosyjska i turecka, płacą zawodnikom dużo więcej niż polska. Tam kontrakty są średnio dwa razy wyższe niż u nas, zwłaszcza dla rozgrywających, przyjmujących i atakujących. A Turcy są w stanie jeszcze podbić cenę, bo jako jedyni wykupują kontrakty - mówi Jakub Malke, menedżer siatkarski.

Dlatego gdy rok temu Fakieł Nowy Urengoj złożył ofertę Michałowi Winiarskiemu, to uchodząca w Polsce za bardzo zamożną PGE Skra Bełchatów nawet nie próbowała walczyć o swojego asa. Podobnie było z Bartoszem Kurkiem, który po nieudanym sezonie w Dynamie Moskwa odrzucił oferty z Bełchatowa i Rzeszowa, przenosząc się do Lube Banki Macerata. - Bo dwie czy trzy czołowe włoskie drużyny są też dużo zamożniejsze niż najlepsze polskie - dodaje Malke. - Poziom PlusLigi mogą podnieść tylko najlepsi obcokrajowcy - uważa Michał Łasko, atakujący Jastrzębskiego Węgla, a wcześniej reprezentacji Włoch.

Szefowie polskich klubów nie mają jednak zamiaru włączyć się do wyniszczającego finansowo wyścigu. Kilku z nich zapytanych o ściąganie gwiazd do Polski odpowiada podobnie: - Żadnych kominów płacowych nie będziemy robić. Wydajemy zdroworozsądkowo, tyle ile możemy, nie zadłużymy klubów.

Ale różnica dzieląca polską czołówkę od finansowej elity i tak stale się zmniejsza. Głównie dlatego, że rosną budżety dobrze prosperujących sponsorów. Dlatego można oglądać w polskich halach Argentyńczyków Nicolása Uriarte czy Facunda Conte, a biało-czerwonych już nie są w stanie skusić włoscy czy tureccy średniacy. Ale gdy zgłoszą się Halkbank i Macerata, polskie kluby odpuszczają.