MŚ siatkarzy 2014. Janas: Z kondycją nie mamy problemu

2 : 3
Informacje
MŚ siatkarzy 2014 - Grupa H
Wtorek 16.09.2014 godzina 20:15
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
3 S
4 S
5 S
Wynik
Brazylia
22
25
25
18
15
2
Polska
25
22
14
25
17
3
Składy i szczegóły
Brazylia
Bruno, Lucas, Lucarelli, Vissotto, Sidao, Fonteles, Mario (libero) oraz Felipe (libero), Wallace, Raphael
Polska
Nowakowski, Winiarski, Kłos, Wlazły, Drzyzga, Kubiak, Zatorski (libero) oraz Konarski, Zagumny, Mika, Buszek, Możdżonek
- "Winiar" od początku mistrzostw dziwił się, że aż tak dobrze się czuje. Jego kontuzja to przypadek. Podskoczył z radości i wtedy to się stało - mówi w rozmowie ze Sport.pl Wojciech Janas. Trener przygotowania fizycznego naszej siatkarskiej kadry przekonuje, że po tym, jak "dobijał" zawodników przed mistrzostwami świata, nie musimy się martwić o ich kondycję w końcówce morderczego turnieju. We wtorek w Łodzi Polska zagra w trzeciej rundzie z Brazylią, którą w naszej ekipie żartobliwie nazywa się gospodarzem mistrzostw. W czwartek mecz z Rosją. Do półfinałów w Katowicach awansują dwa zespoły.
Którym siatkarzem reprezentacji Polski jesteś? Sprawdź! [PSYCHOTEST]


Łukasz Jachimiak: Jesteś trenerem przygotowania fizycznego, stoisz za programem, który ma pozwolić naszym siatkarzom wytrzymać trudy mistrzostw świata. A za co odpowiadasz teraz, kiedy już trwa turniej?
Wojciech Janas: Okres przygotowawczy, a więc podstawowa część mojej pracy, za nami. Upraszczając, odpowiadam za przedmeczową rozgrzewkę i za przygotowanie całej drużyny do każdego treningu.

Rozgrzewka jest spersonalizowana - podchodzisz do siatkarzy, z każdym chwilę rozmawiasz. Dla każdego opracowałeś specjalny zestaw ćwiczeń?


- Każdy ma jakieś drobne problemy, a jak nie ma teraz, to miał. Dlatego każdy z chłopaków musi pracować nad innymi partiami mięśni, inaczej się rozciągać. Generalnie teraz głównie nastawiamy się na zapobieganie, a właściwa, ciężka, indywidualna praca już została wykonana.

Po raz pierwszy kadra Stephane'a Antigi zebrała się w maju, tuż po sezonie ligowym. Złapałeś się za głowę, musząc wyrównać poziom kilkunastu ludzi z różnymi historiami i różnym "przebiegiem" w ostatnich miesiącach?
- Było ciężko, więc na pierwsze dwa tygodnie, które mieliśmy przed eliminacjami mistrzostw Europy, przyjęliśmy taktykę bazowania na programach, które zawodnicy robili w klubach. O szczegółowe ćwiczenia pytałem trenerów przygotowania fizycznego w tych drużynach, z których są chłopaki. Koledzy mi bardzo pomogli, powysyłali programy, dali informacje o problemach, jakie w ostatnich miesiącach mieli zawodnicy. Takie podejście nam się sprawdziło.

Badania fizjologiczne wykonaliście zawodnikom dopiero po eliminacjach ME 2015?
- Badania były i przed, i po. Może nie było ich bardzo dużo, bo zaraz po kwalifikacjach wylatywaliśmy na miesiąc na Ligę Światową. Ale kontrolowaliśmy sytuację.

Sprawdzanie parametrów krwi albo pojemności płuc to w dzisiejszej siatkówce konieczność czy fizjologia jest jednak trochę przereklamowana?
- Każdy element przygotowania jest bardzo ważny. Ale też mam takie zdanie, że jak jest zacięta końcówka i puls skacze, to decydują umiejętności siatkarskie.

Kiedy startowaliście w sezon, o tym, jak wielki wysiłek was czeka, rozmawiałem z fizjologiem, który przekonywał, że na miesiąc przed mistrzostwami obowiązkiem powinno być zbadanie każdego z siatkarzy i w oparciu o wyniki stworzenie programu pomagającego jednym wykrzesać z siebie jeszcze więcej, a innym złapać świeżość. Robiliście takie testy?
- Mieliśmy takie badania i wyniki były zadowalające. Zresztą, tego się spodziewaliśmy. Przez cały czas przygotowań dążyliśmy do tego, żeby nie było przetrenowań, a jednocześnie, żeby była duża forma. Wyszło, że mięśnie chłopaków są wypoczęte i gotowe do dobrego grania.

Mówisz, że nie byłeś zaskoczony wynikami. To znaczy, że monitorujesz stan zawodników jak kiedyś w Delekcie Bydgoszcz, gdzie prowadziłeś m.in. Antigę?
- Monitoruję, ale w reprezentacji pracuje się z doświadczonymi zawodnikami, dlatego najlepszym monitoringiem jest rozmowa. Każdy z naszych graczy świetnie wyczuwa, z czym ma jakiś problem, a kiedy to zgłasza, my wiemy, jak pomóc, modyfikujemy ćwiczenia, jeśli trzeba, reagujemy, bo bardzo szybko wiemy, gdzie i jak.

Czyli z Delecty do kadry nie przeniosłeś maszynek mierzących pojemność płuc, z jakich regularnie korzystają kajakarze i wioślarze?
- Nie, aż takich wynalazków w kadrze nie testujemy. Trzeba pamiętać, że w klubie na przygotowania jest więcej czasu, w nim się pracuje przed dwa miesiące i dopiero się gra, więc można pomierzyć różne rzeczy w dłuższej perspektywie czasowej. W reprezentacji jest konkret, nie ma czasu na skomplikowane rzeczy, bo błyskawicznie trzeba grać o wielką stawkę. Dlatego żadnych innowacyjnych sprzętów ze sobą nie mam, a jeżeli tylko czegoś potrzebujemy, to współpracujemy z Instytutem Sportu, do którego w każdej chwili możemy wysłać dowolnego zawodnika. I - będąc na obozach w Bełchatowie oraz Spale - z tej opcji korzystaliśmy.

Mówisz, że wszystko jest uporządkowane, ale na pewno - budując formę fizyczną zawodników na MŚ - miałeś też problemy. Z czym największe?
- Z całą Ligą Światową. Kiedy zaczynaliśmy pracę i musieliśmy przez dwa tygodnie utrzymać formę chłopaków z klubów, to bez większego problemu udało nam się to zrobić. Ale później zaczęły się schody. Oczywiście wiedzieliśmy, że tak będzie, że dyspozycja zawodników pójdzie w dół. Mamy w kadrze niemal wyłącznie czołowych graczy różnych klubów, to naturalne, że po trudnym sezonie ligowym musiał w końcu przyjść dla nich kryzys. A jeśli ktoś zaczyna podupadać fizycznie, to dopadają go kontuzje albo chociaż mikrourazy. Dlatego przez całą "światówkę" zmagaliśmy się z tym problemem, ciągle nam ktoś ze składu wypadał. Musieliśmy na te urazy reagować, byliśmy w o tyle dobrej sytuacji, że wiedzieliśmy jak, bo - o czym już wspomniałem - znaliśmy historię chłopaków z ostatnich miesięcy. Zazwyczaj odnawiały im się urazy z klubów. Było ciężko, ale musieliśmy to przeczekać. Nad formą na mistrzostwa wtedy jeszcze nie wolno nam było pracować, bo przyszłaby za wcześnie. Trzeba było trwać w tym, co jest - czyli żyć rytmem podróż - mecz - podróż - mecz. Kalendarz był tak gęsty, że nie można było wprowadzić jakiegoś specjalnego treningu.

Właśnie na to skarżył się Antiga, opowiadając mi o największym kryzysie kadry z jego punktu widzenia, czyli o dwumeczu z Iranem w Teheranie. Co według ciebie stało się tam z drużyną, że została tak rozbita [przegrała 1:3 i 0:3, a jednego z setów do 11 - red.]?
- Tam było granie bez treningu, to był bardzo ciężki wyjazd i fizycznie, i mentalnie. Nie służyła nam duża wysokość [1200 m.n.p.m = red.], a jak dolecieliśmy o trzeciej w nocy, to było 38 stopni Celsjusza. Piekło. Hala co prawda z klimatyzacją, bo bez niej chyba nikt by tam - grając - nie przetrwał, ale do hali musieliśmy przechodzić z pół kilometra w temperaturze powyżej 50 stopni. I obowiązkowo w długich spodniach. Uderzenia gorąca były straszne. Niestety, nawet jak rękawek się podciągnęło, to miejscowi chcieli dzwonić po tamtejszą policję. Poza tym, że przegraliśmy, siedzieliśmy pozamykani w pokojach hotelowych. Wyjść nigdzie nie można było, bo trafiliśmy na trudny politycznie okres. Tak, to był bardzo przygnębiający wyjazd.

Jeszcze bardziej przygnębiające wspomnienia związane z Iranem mogliśmy mieć kilka dni temu, po meczu z nim w Łodzi, w drugiej rundzie mistrzostw świata. Nasz zespół zmarnował szansę na wygranie spotkania 3:0, zwycięstwo wyszarpał po dramatycznym tie-breaku, a za niecałą dobę grał z Francją. Razem z fizjoterapeutami miałeś pewnie mnóstwo pracy, by postawić chłopaków na nogi? Zwłaszcza że wszystkich nastraszył jeszcze Michał Winiarski.
- Przede wszystkim czapki z głów dla Iranu, że się odbudował.

Nie idźmy w tę stronę. Zaraz po meczu rozmawiałem z Pawłem Zatorskim, który przyznał, że to tylko nasza wina, bo przy stanie 2:0 w setach i 13:7 w trzeciej partii pomyśleliśmy, że mecz już się wygrał.
- Jasne, podaliśmy rywalowi rękę. Ale taki jest sport. Wiele jest przykładów na to, że jak ktoś nie wygrywa 3:0, to w końcu przegrywa 2:3. My się cieszyliśmy, że mimo wszystko odnieśliśmy zwycięstwo. W tie-breaku przegrywaliśmy trzema punktami, a odbudowaliśmy się i wygraliśmy. Gdyby się nie udało, sytuacja mogła być taka, że przed meczem z Francją byśmy się pakowali, bo występem z nią żegnalibyśmy kibiców. Na szczęście było zwycięstwo, a później była wzorowa praca. Z bardzo szybką regeneracją.

Szybka regeneracja sportowca świadczy o tym, że jest dobrze przygotowany - prawda czy mit?
- Prawda. Poranny rozruch po meczu z Iranem wyglądał normalnie. Był atak, było przyjęcie, była zagrywka - wszystko wyglądało jak co dzień. Mimo że zmęczenie było masakryczne. Sam to odczułem. Tak jest, kiedy z człowieka schodzi adrenalina, a w drugiej rundzie mistrzostw nam jej nie brakowało.

Przed wami trzecia runda i, miejmy nadzieję, walka o medale. Po dziewięciu meczach trzeba rozegrać jeszcze cztery, chcąc stanąć na podium. Powiedziałeś, że jak ktoś zaczyna podupadać fizycznie, to dopadają go kontuzje. Mamy się martwić i z kontuzji Winiarskiego wyciągać wniosek, że zmęczenie jest już bardzo duże?
- Myślę, że - odpukać - więcej kontuzji nie będzie. Śmiesznie się stało, że akurat "Winiar" ma uraz, bo od początku mistrzostw codziennie z nim rozmawiam i cały czas się dziwił, że się aż tak dobrze czuje. Mówił, że w ostatnich latach tak fajnie fizycznie się nie czuł. Jego kontuzja to raczej przypadek. W części to może być uraz zmęczeniowy, ale jest raczej mechaniczny. Mówił, że to się stało przy nagłym, mocnym ruchu. I to wcale nie ruchu siatkarskim. On się ucieszył, podskoczył z radości i wtedy to się stało.

Czyli nie przy serwisie?
- Nie, nie. W ogóle ja sytuacji nie widziałem. Zauważyłem tylko, że odcięło mu prąd w nogach. Parę lat temu miał podobny uraz. Ale tamten był o wiele groźniejszy, bo spięcie miał w trzech punktach po obu stronach kręgosłupa, a teraz tylko w jednym. Jak nasz fizjoterapeuta Paweł Brandt zaprowadził go do szatni, to w niej pomógł Michałowi na tyle, że ten od razu wstał i normalnie chodził. Liczę na to, że szybko wróci. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, ile dla nas znaczy. Widać, jak na tych mistrzostwach gra.

Wróćmy do 13 meczów, bo tyle chcemy zobaczyć w wykonaniu naszej drużyny. Szykowaliście zespół pod kątem takiego wysiłku czy uznaliście, że siatkarze i tak na co dzień grają dużo, więc dadzą radę?
- Grają dużo, ale nie aż tak dużo. Każdy trener każdej drużyny podkreśla, że ten turniej jest morderczy. Kumulacja meczów jest wielka, nigdy nie trzeba było rozegrać aż 13 spotkań, żeby zdobyć medal. Wysiłek jest porównywalny z tym, jaki muszą znosić uczestnicy Pucharów Świata [11 meczów w 15 dni - red.]. My dużo pracowaliśmy nad kondycją, która pozwoli utrzymać wysoki poziom do końca. Bardzo dbaliśmy o wytrzymałość fizyczną.

Co konkretnie robiliście?
- Po każdym treningu gracze mieli specjalistyczne treningi kondycyjne. Tak było przez miesiąc każdego dnia.

Wytrzymałbym taki trening?
- Każdy by wytrzymał. Tylko raczej nie po treningu właściwym, podstawowym. Ten dodatkowy, kondycyjny uwzględniał specyfikację ruchu. Inne ćwiczenia wykonywali atakujący, inne środkowi, rozgrywający i libero. Każdy przechodził cykl dla swojej pozycji, a cykl trwał tydzień, po czym zaczynał się następny. Zawodnicy robili ćwiczenia na bardzo dużej intensywności, interwałowo. I tak jak mówię - te 20 minut pewnie każdy by wytrzymał, gdyby bardzo chciał. Ale dla chłopaków to już były zajęcia na dobicie, bo w nogach mieli po trzy godziny treningu głównego. Mogę wszystkich uspokoić - z kondycją nie mamy problemu.

Mimo że jeździcie po Polsce, a tacy Brazylijczycy dopiero teraz pierwszy raz ruszyli się z Katowic?
- Śmiejemy się, że oni są gospodarzami tego turnieju. Mieli dla siebie magiczny Spodek, wszyscy do nich dojeżdżali. Może to dobrze, bo jak przyjdzie nam z nimi zagrać w Katowicach finał albo mecz o brązowy medal, to będziemy mogli uznać, że presja spoczywa na gospodarzach (śmiech).



Siatkarskie mistrzostwa świata potrwają do 21 września. W III rundzie grupowymi rywalami Polaków będą Brazylijczycy (16.09) i Rosjanie (18.09). W drugiej grupie grają Francja, Iran i Niemcy. Do półfinału przejdą po dwie najlepsze drużyny z każdej z grup. "Kat". Biografia Huberta Wagnera