MŚ siatkarzy 2014. Mundial nasz powszedni

Mecz Polaków z Serbią na Narodowym był jak całodniowy piknik. Ten z Australią - raczej jak siatkarski flash mob. Ale też udany.
- Barwy w górę! - krzyczy wodzirej ze sceny w strefie kibica. Ale nie bardzo ma do kogo. Zostało półtorej godziny do meczu z Australią, w fanzonie przy wrocławskiej Hali Stulecia stoi kilkanaście osób. Niczego tu nie brak: dwa duże telebimy, bary pod parasolami, stoiska z pamiątkami, w pięknych okolicach hali wydzielone miejsce na 4,5 tys. osób. Ale zapełnić je na razie trudno. Co innego grać w słoneczną sobotę z mocną Serbią, co innego w deszczowy dzień pracy z Australią, bez dodatkowych atrakcji meczu otwarcia.

Czekanie na słońce

Na pięć godzin przed meczem z Serbami Warszawa w okolicach Stadionu Narodowego była już biało-czerwona, a we Wrocławiu trudno było o tej porze wypatrzyć kibica. Bary przy hali długo były puste, dziewczyny malujące twarze nie miały zajęcia. Większość kibiców dotarła niedługo przed meczem, rozeszli się też bez wielkiego celebrowania. Tak pewnie będzie wyglądał ten mundial w dni powszednie. Strefa kibica też zaczęła się zapełniać w ostatniej chwili: gdy Polacy stawali do hymnu przed meczem z Australijczykami, przed telebimami przy hali było już kilkaset osób. Wśród nich nawet Australijczycy. - Przyjechali do nas w odwiedziny, ale dla potrzeb wywiadu możemy przyjąć, że specjalnie na mistrzostwa - uśmiechał się towarzyszący im Polak.

We Wrocławiu bardzo liczą na zapowiadaną od środy poprawę pogody. Wczoraj to było jedno z najzimniejszych miast w Polsce, i deszczowe. Przy dobrej pogodzie można liczyć na zapełnienie strefy przynajmniej podczas weekendowych meczów z Kamerunem i Argentyną. I potem - podczas drugiej rundy, gdy zaczną się prawdziwe emocje, a strefa kibica będzie najlepszym miejscem, by oglądać mecze niedostępne w telewizji otwartej. Zwłaszcza jeśli kadra będzie nadal wygrywać tak gładko jak w pierwszych meczach w Warszawie i Wrocławiu.





Taniej pan nie znajdzie

- Mam bilety - zaczepia konik pod halą. Organizatorom w kasach zostały już tylko te droższe, od 250 zł w górę, przekazane do sprzedaży w ostatniej chwili, z puli zarezerwowanej wcześniej dla sponsorów. Konik ma jeszcze po 150 zł, cały plik. - Te najtańsze, po 100 zł, poszły błyskawicznie. Taniej niż po 150 zł pan teraz nie znajdzie - mówi. Polacy w pierwszej fazie grupowej grają w najmniejszym z mundialowych obiektów. Hala Stulecia mieści 7 tys. kibiców. Ale podczas meczu z Australią w górnych rzędach były wolne miejsca. - Zawsze możemy wyszukiwać niedociągnięcia. Część biletów z konieczności poszła do sprzedaży w ostatniej chwili. Te mistrzostwa nie mają problemu z frekwencją. W hali w Krakowie było dziś 10 tys. widzów. Na drugą fazę w Łodzi mamy już sprzedane średnio po 7 tys. z dostępnych 12 tys. - mówił przed meczem z Australijczykami prezes Mirosław Przedpełski. - Rozmawiałem z jedną z menedżerek odpowiedzialnych za sprzedaż biletów. Mówiła, że podczas ceremonii otwarcia i zwycięskiego meczu z Serbami sprzedaż tych biletów, które jeszcze zostały w systemie, ruszyła z kopyta - stwierdził rzecznik związku siatkarskiego Janusz Uznański.

Dzwonił prezes Solorz

Podobne oblężenie mają ponoć przeżywać infolinie i strony internetowe dostawców oferujących siatkarski pakiet kanałów Polsatu. Na razie jednak żadnych oficjalnych danych dotyczących sprzedaży nie ma. Mecz z Australią był pierwszym zakodowanym spotkaniem Polaków, dopiero po nim będzie można oszacować zainteresowanie. - My też żadnych oficjalnych danych jeszcze nie dostaliśmy - mówi prezes Przedpełski. - Ale dzwonił dziś do mnie prezes Solorz. Bardzo zadowolony.

Do II rundy awansują po cztery najlepsze drużyny z każdej z grup z zachowaniem wyników między nimi. Czwórka z "polskiej" grupy zagra z czterema najlepszymi drużynami z grupy D. Obecnie są to Iran (jedyna niepokonana ekipa), Belgia, Francja oraz USA. Druga runda rozpocznie się 10 września.

Którym siatkarzem reprezentacji Polski jesteś? Sprawdź! [PSYCHOTEST]