Sport.pl

Mistrzostwa świata w siatkówce Katowice 2014. Hegemon z Brazylii. Czy ktoś zatrzyma Latynosów?

Projekt "Yolo", czyli z angielskiego "You only live once" - "żyjesz tylko raz", ma poprowadzić na podium polskiego mundialu reprezentację Niemiec. Tak naprawdę w myśl zasad "Yolo" - z katowickiej grupy mistrzostw świata - żyją przede wszystkim Brazylijczycy. Skład grupy uzupełniają Kubańczycy, Finowie, Koreańczycy i Tunezyjczycy. Siatkarskie mistrzostwa świata zaczynają się 30 sierpnia od meczu Polska - Serbia na Stadionie Narodowym i potrwają do 21 września. Grupowymi rywalami Polaków oprócz Serbów są siatkarze z Australii (2.09), Wenezueli (4.09), Kamerunu (6.09) i Argentyny (7.09).
Latynosi to prawdziwy hegemon mundialowych zmagań. Trzy ostatnie turnieje o mistrzostwo świata kończyły się właśnie zwycięstwami Brazylijczyków, którzy cieszyli się ze złotych medali w 2002, 2006 i 2010 roku.

Tak zdecydowanego faworyta nie ma żadna z grup polskiego mundialu. Za sukcesami Brazylijczyków stoi Bernardo Rezende. 55-latek z Rio de Janeiro to najbardziej utytułowany trener w historii siatkówki.

Seryjnie wygrywał Ligę Światową (osiem razy), mistrzostwo świata (trzy razy) oraz zdobywał olimpijskie złoto (w 2008 roku w Pekinie). Pytany o tajemnice kolejnych sukcesów odpowiada, że ma okazję pracować z piekielnie utalentowanymi ludźmi.

W drużynie z Ameryki Południowej może nie ma dziś indywidualności na miarę genialnego rozgrywającego Ricardo czy siatkarskiego celebryty Giby. To jednak wciąż zespół, który do starcia z każdym rywalem podchodzi z podniesioną głową.

Akcje i punkty po stronie Brazylii na pewno będą napędzać fantastyczni atakujący. Na tej pozycji Rezende ma dwóch równorzędnych graczy: Leandro Vissotto oraz Wallace.

Wallace przez wiele sezonów był tylko zmiennikiem. Teraz jednak jego akcje stoją wysoko. Podczas ostatniego finału Ligi Światowej został wybrany na najlepszego atakującego imprezy.

Kto może powstrzymać Brazylijczyków? Cztery lata temu we Włoszech srebrne medale wywalczyli Kubańczycy, i to właśnie starcie mistrza i wicemistrza świata będzie ozdobą śląskiej części turnieju.

Tyle że Kuba to wielka niewiadoma, gdyż reprezentację z karaibskiej wyspy trzeba ciągle budować na nowo. Dzieje się tak dlatego, że co lepsi gracze uciekają z Kuby w poszukiwaniu bardziej dostatniego życia. W tym sezonie Kubańczycy grali tylko w trzeciej dywizji Ligi Światowej. Tak ukarała Kubę FIVB za zbyt dużą ingerencję miejscowego rządu w sprawy drużyny.

W porównaniu z poprzednim mundialem kadrę Kuby dotknęło prawdziwe trzęsienie ziemi. W drużynie trenera Rodolfo Sancheza jest tylko trzech graczy, którzy przed czterema laty cieszyli się ze srebrnych medali. Są to Rolando Cepeda, Isbel Mesa i Keibel Guterrez.

Medalowe aspiracje zgłaszają również Niemcy, których ma poprowadzić do zwycięstw znakomity atakujący Georg Grozer. Znany z potężnych ataków i piekielnie mocnych zagrywek zawodnik widzi swój zespół nawet w finale.

Vital Heynen, belgijski szkoleniowiec reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów uważa, że siłą jego drużyny jest wyrównana kadra. - Nie mam pierwszej szóstki - powtarza w kolejnych wywiadach. Belg jest pewny, że z katowickiej grupy na pewno wyjedzie Brazylia, a także założyłby się o to, że w dalszej fazie turnieju nie zobaczymy Tunezji.

Czwartą siłą śląskiej grupy powinna być Finlandia, która wraca na mundial po 32 latach przerwy! W 1982 roku - podczas turnieju w Buenos Aires - Finowie zajęli siedemnaste miejsce. Teraz oczekują znacznie więcej. Za najsłabsze w grupie uchodzą drużyny Tunezji i Korei Południowej. Warto jednak wybrać się na ich mecze i ocenić, jak rozwija się męska siatkówka w Afryce i Azji.

Więcej o: