ME Siatkarzy. Polska w półfinale! Słowacy pokonani 3:0

0 : 3
Informacje
Mistrzostwa Europy siatkarzy 2011 - 1/4 finału
Czwartek 15.09.2011 godzina 15:00
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
3 S
Wynik
Słowacja
23
17
19
0
Polska
25
25
25
3
Składy i szczegóły
Słowacja
Skladany, Divis, Kmet, M.Nemec, Sopko, Kohut, Ondrusek (libero) oraz R.Nemec, Hupka, Bencz, Zatko
Polska
Żygadło, Jarosz, Kurek, Kubiak, Nowakowski, Możdżonek, Ignaczak (libero)
Aż trudno uwierzyć, że polscy siatkarze walczyli w czwartek o półfinał mistrzostw Europy. Po raz pierwszy na turnieju nie oddali seta, Słowacja nawet nie próbowała zmusić ich do krańcowego wysiłku. W sobotę zagrają z Włochami.
Stawka była niebagatelna, ale atmosfera w hali letnia. I dlatego, że wyższość zwycięzców ani przez chwilę nie podlegała dyskusji, i dlatego, że na trybunach zasiadło ledwie kilkaset widzów, w tym skromna garstka Polaków. Padł prawdopodobnie przykry rekord - tak ważnego meczu kadry tak niedaleko od kraju tak niewielu fanów w naszej współczesnej siatkówce jeszcze nie oglądało.

Niewykluczone, że z banalnego powodu: o awans do strefy medalowej prestiżowej imprezy siatkarze bili się z przeciwnikiem mniej renomowanym niż kiedykolwiek wcześniej. Wyszli naprzeciw reprezentacji, która nigdy - czytaj: po rozpadzie Czechosłowacji - nie awansowała na mundial ani turniej olimpijski. Nie została też zaproszona do Ligi Światowej, a na mistrzostwach kontynentu doskoczyła najwyżej do ósmego miejsca, i to w odległej przeszłości, bo u schyłku lat 90.

Polacy znów stanęli przed wspaniałą, nieoczekiwaną szansą. Przed dwoma laty polecieli na ME z oberżniętymi skrzydłami (bez Wlazłego, Winiarskiego, Świderskiego etc), a mimo to dopadli złota. Teraz muszą manewrować pod siatką także bez żywego procesora sterującego ruchami całej drużyny - dotąd kadrze niezbędnego rozgrywającego Pawła Zagumnego. A jednak znów zdołali dotrzeć do półfinału. W ważnej imprezie już po raz drugi w tym sezonie - wcześniej wzięli brąz Ligi Światowej.

Od ME w 2009 r. nie zmieniło się tyle, że biało-czerwoni znów próbują maskować wady intensywną pracą w defensywie. I to niekoniecznie w defensywie przypodłogowej, lecz przygotowywanej wcześniej przez ruchliwy i wysoki blok. Dzięki niemu Słowacy rzadko zbijali ze skrzydeł bezpośrednio w boisko - nawet jeśli zdobywali punkt, to wcześniej piłka przynajmniej muskała wyciągnięte polskie palce.

A często bezlitośnie wracała na stronę rywali, którzy wraz ze zbliżaniem się końca każdego seta wyglądali na coraz bardziej zdeprymowanych i rozpaczliwie próbowali dłonie naszych siatkarzy omijać. Z marnym skutkiem, najchętniej uderzali w aut. Oni przyzwyczaić się do gry o taką stawkę nie mieli dotąd okazji. O ile pokonani w środę Czesi to elita siatkarzy z czołowych klubów, o tyle Słowacy doświadczenie zbierali raczej w naszej lidze, w której zresztą pierwszoplanowych ról nie odgrywali.

Dlatego biało-czerwonym znów nie zatruwała życia wątła siła ataku na skrzydłach. Ogniem nieustannie pluli za to środkowi Piotr Nowakowski i Marcin Możdżonek, którzy zwłaszcza w pierwszym secie nie znali litości - w zbiciach nie pomylili się ani razu.

Polacy w ogóle wydawali się zbierać punkty przy minimalnym wysiłku. Nawet kiedy rywale przeżywali lepsze chwile, nie sprawiali wrażenia mentalnie gotowych, by wyrządzić faworytom krzywdę. Było jak się spodziewaliśmy, od porażek na prestiżowych turniejach z drużynami o reputacji Słowacki polscy kibice przecież odwykli. Jeśli nawet biało-czerwoni odpadali, to wyrzuceni przez solidne firmy - jak Rosja (ostatnia Liga Światowa), Brazylia i Bułgaria (ostatnie mistrzostwa świata) czy Włochy (ostatnie igrzyska olimpijskie).

Teraz postanowili mecze z potęgami odłożyć na możliwie najpóźniejszy etap turnieju, dzięki zaplanowanej - jak się można domyślać - porażce w ostatnim meczu grupowym wyminęli w ćwierćfinale Rosję, a w ostatniej rundzie przed strefą medalową dostali przeciwnika, który we wczorajszej formie miałby spore kłopoty ze zwyciężaniem w polskiej lidze.

W półfinale biało-czerwoni wskoczą właśnie już na wyższy poziom. Z Włochami zderzą się już w Wiedniu, gdzie trener Andrea Anastasi zdobywał już złoto ME - w 1999 roku, jako selekcjoner swoich rodaków. On też pracuje nad pięknym, bezprecedensowym sukcesem. Ponieważ przed czterema laty do mistrzostwa kontynentu poprowadził Hiszpanów, to teraz może zdobyć medal tej imprezy z reprezentacją trzeciego już kraju.

Z Włochami będzie bardzo ciężko, ale przecież wciąż czekamy na wielki dzień Bartosza Kurka, dotąd grającego co najwyżej solidnie. Czyżby lider reprezentacji planował wystrzelić dopiero wtedy, gdy stanie naprzeciw przeciwników godnych swego talentu?