PŚ w rugby. Pokonał raka, czy pokona w finale Francję?

Gdy ikona reprezentacji Nowej Zelandii w rugby, łącznik ataku, Daniel Carter doznał kontuzji przed ostatnim meczem grupowym Pucharu Świata z Kanadą, kibice gospodarzy pucharu mieli się czym martwić. Na ich szczęście dobrze spisywał się jego zmiennik Colin Slade. Jednak w ćwierćfinałowym meczu z Argentyną i on doznał kontuzji. Przyszedł czas na grę dla 22-letniego Aarona Crudena. Niedzielny finał Nowej Zelandii z Francją rozpocznie się o godzinie 10. Relacja na żywo na Sport.pl
Cruden na głęboką wodę został rzucony podczas pierwszej połowy ćwierćfinałowego meczu Pucharu Świata w rugby przeciwko Argentynie, gdy kontuzji doznał Colin Slade. Na boisku pojawił się w 33. minucie meczu, przy stanie 7:6 dla Argentyńczyków. Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem Nowej Zelandii 33:10. Cruden zdobył dwa punkty po wykorzystaniu podwyższenia.

W półfinale przeciwko Australii zagrał już od początku do końca. Przy stanie 8:3 zdobył trzy punkty dzięki kopnięciu piłki między słupy podczas gry, tzw. drop goalu. - Przed meczem Daniel Carter mówił mi, żebym nie bał się podejmować trudnych decyzji. Tak zrobiłem, to kopnięcie wyszło mi wyśmienicie. Przypuszczam, że większość dzieciaków w Nowej Zelandii, grając na podwórkach, marzy o takiej chwili. O kopnięciu między słupy lub przyłożeniu podczas Pucharu Świata. Może uda się to też w finale? - powiedział po meczu Cruden. Nowa Zelandia całe spotkanie wygrała 20:6. W niedzielnym finale Cruden przeciwko Francji zagra od początku. Na pozycji łącznika ataku, jednej z najbardziej kluczowych w rugby.

- Dołączył do nas, szybko odrobił zaległości. Pomagamy mu, w czasie meczu ma z jednej strony wsparcie od Ma'a Nonu, z drugiej strony ode mnie. Na boisku nie musi się o nic martwić, ma tylko grać jak najlepiej potrafi. Przed meczem z Australią powiedzieliśmy mu: "Będą starali się atakować na Ciebie, ale nie martw się, pomożemy Ci" - mówi o dołączeniu Crudena do reprezentacji jej łącznik młyna Piri Weepu. - W meczu z Australią wydaje mi się, że zaszarżował wszystkich rywali, którzy starali się przedrzeć przez jego strefę. Wykonał świetną robotę - dodał.

Gdy Nowa Zelandia po raz pierwszy i jak dotąd jedyny triumfowała w Pucharze Świata w 1987 roku, Crudena na świecie jeszcze nie było. Mimo to, o tamtym finale przeciwko Francji może opowiedzieć ze szczegółami. - Oglądałem ten mecz kilkakrotnie. Wiem, też jaka jest ranga naszego niedzielnego pojedynku (Nowa Zelandia znowu zagra z Francją - red.). Wielu ludzi liczy, że będzie powtórka z historii, ale wiem, że Francji nie można lekceważyć. Nikt nie spodziewał się, że dojdą aż do finału, a jednak udowodnili, że potrafią być niebezpieczni. Danny (Carter - red.) wysyła mi wiadomości z radami. Mówi mi, żebym skoncentrował się tylko na finale, żebym grał to co potrafię.

Jeszcze niedawno ten młody chłopak był bliski śmierci, o grze w niedzielnym finale mógł tylko pomarzyć. Francja z pewnością nie będzie dla niego tak trudnym przeciwnikiem, jakiego już raz w życiu udało mu się pokonać. W wieku 19 lat okazało się, że ma raka jąder. Nowotwór zaczynał atakować również płuca. Dzięki udanej operacji usunięcia jądra i ciężkiej chemioterapii udało mu się powrócić do zdrowia. - Trudno się spodziewać w wieku 19 lat informacji, że masz raka. To był dla mnie duży szok. Moje życie i moja profesjonalna przygoda z rugby dopiero się zaczynały - mówi Cruden.