Szalona końcówka w meczu Interu z Porto. Czerwona kartka i decydujący gol w 86. minucie

Ostatni kwadrans okazał się bardzo kluczowy dla przebiegu starcia Interu Mediolan z FC Porto. Goście zaczęli grać w osłabieniu, co Włosi wykorzystali bezlitośnie. Inter wygrał 1:0 po golu Romelu Lukaku. Spotkanie mogło się podobać ze względu na jego dużą intensywność.

Od pierwszej minuty sprawdzał się przewidywany scenariusz na ten mecz. Obie ekipy nastawiły się na otwarty, ofensywny futbol, narzuciły dość duży poziom intensywności spotkania. To była gra akcja za akcję, kontra za kontrę. Z biegiem czasu robiło się na murawie na tyle gorąco, że czerwona kartka za coś głupiego wisiała w powietrzu. O wszystkim zadecydowała szalona końcówka.

Intensywnie granie Interu i Porto

Obie ekipy miały swoje sytuacje już w pierwszej minucie po dynamicznych akcjach. To był sygnał, że będą grały szybką piłkę. Po kilkunastu minutach Porto potrzebowało złapać oddech, zaczęło nastawiać się na kontry i oddawało inicjatywę Interowi.

W 18. minucie zrobiło się naprawdę gorąco pod bramką Portugalczyków. Hakan Calhanoglu uderzył z ostrego kąta zza pola karnego, ale kapitalnie obronił to bramkarz Porto Diogo Costa.

Później mieliśmy kontrowersję. Matteo Darmian był kopnięty w polu karnym, czego nie dostrzegł arbiter. VAR nie podpowiedział, że był faul, choć kontakt był ewidentny i to mogło zaboleć Włocha. Sędzia ostatecznie nie wskazał na "wapno".

W ostatnich minutach pierwszej, naprawdę ciekawej połowy, działo się dość dużo. Najpierw Andre Onana zatrzymał strzał Marko Grujicia po kombinacyjnej akcji. Następnie doszło do zbiorowego spięcia. W ostatniej minucie Costa popisał się genialnym refleksem, wybijając z linii bramkowej mocną główkę Alessandro Bastoniego. Do przerwy bez goli, ale naprawdę chciało się to oglądać.

Szalona i kluczowa końcówka

W drugiej części Porto dalej szukało kontr i było w nich naprawdę groźne. Przynajmniej jedna powinna się skończyć golem, ale wybitnie w bramce zachował się Onana, który na przestrzeni kilku sekund obronił dwa strzały z kilku metrów. To była najlepsza sytuacja "Portugalczyków" w meczu.

To zadziałało na Inter niczym czerwona płachta na byka. Przestał dopuszczać do takich sytuacji i zamknął gości na ich połowie. Niewiele brakowało do zdobycia pierwszej bramki. Blisko byli Nicolo Barella i Lautaro Martinez.

Ostatnie kilkanaście minut okazało się piekielnie ważne dla układu tego dwumeczu. Otavio zarobił czerwoną kartkę po dwóch żółtych. Pierwszą zobaczył w pierwszej połowie, przy okazji wspomnianego spięcia. Drugą obejrzał za ewidentny faul na szukającym strzału Calhanoglu i musiał opuścić boisko. Porto wtedy nastawiło się na całkowite murowanie bramki, bowiem straciło kluczowego piłkarza ofensywy.

Inter wykorzystał przewagę liczebną w 86. minucie. Do centry z prawej strony boiska doskoczył Romelu Lukaku, który najpierw trafił w słupek, ale od razu zdołał dobić piłkę do siatki.

Inter naciskał do końca, ale nie powiększył prowadzenia. Skończyło się skromną wygraną Włochów 1:0, ale to będzie istotna zaliczka w rewanżu w Portugalii. Porto zagrało naprawdę dobre spotkanie, brakowało mu po prostu szczęścia.