Nie chcieli uszanować żałoby po królowej. Mieszkańcy skutecznie ich do tego zmusili

Nie chcieli uszanować żałoby po królowej. Mieszkańcy skutecznie ich do tego zmusili

Motocykliści z Irlandii Północnej mieli zaplanowany na ubiegły weekend ostatni wyścig w tym sezonie. Mimo żałoby po śmierci królowej Elżbiety II - wszystko było przygotowane. Nie docenili jednak lokalnej społeczności.
zdjęcie ilustracyjne

zdjęcie ilustracyjne

Klub Mid Antrim 150 miał przeprowadzić wyścig na torze w wiosce Clough, niedaleko miasta Ballymena w Irlandii Północnej. Jednak w przededniu wyścigu sprawę w swoje ręce wzięli mieszkańcy, którzy nie godzili się na nieposzanowanie żałoby po śmierci królowej Elżbiety II.

Olej napędowy i martwe szczury czekały na motocyklistów

Jak informuje portal "The Race", organizatorzy w sobotni poranek odkryli, że cały tor jest zaśmiecony. Rozlany olej napędowy, rozbite szkło, czy gwoździe. To wszystko znajdowało się na torze w Clough. Najbardziej na wyobraźnię musiał jednak działać widok martwych szczurów, które zostały rozłożone na linii mety. Z podobnych powodów odwołany został wyścig w 2011 roku, ale teraz oczywisty był powód zanieczyszczenia toru. Wynikało to z decyzji klubu, który poinformował w social-mediach, że mimo żałoby, zamierza przeprowadzić wyścig.

W czwartkowym oświadczeniu zarząd klubu oświadczył, że "jest zasmucony śmiercią królowej Elżbiety II, ale po wielu dyskusjach z członkami klubu i mieszkańcami wioski Clough, podjęta została decyzja o przeprowadzeniu wyścigu. Wszystko miało się odbyć z pełnym szacunkiem dla zmarłej królowej". Poza oświadczeniem nie pomógł też fakt, że okolice miasta Ballymena są silnie zintegrowane ze Zjednoczonym Królestwem. Doszło do tego, że kierowcy z Irlandii zostali ostrzeżeni przez organizatorów, żeby w sobotę opuszczali padok boczną trasą, a nie przez wioskę, aby uniknąć dalszego zaogniania konfliktu.

Czarne czasy dla motocyklistów i ich wyścigów ulicznych

Portal "The Race" zauważa, że coraz mniejsze wsparcie ze strony sponsorów, pandemia COVID-19, czy sprzeciwy mieszkańców sprawiają, że organizacja wyścigów jest coraz trudniejsza. Co prawda sytuacja z Clough była wyjątkowa, ale coraz częściej sami mieszkańcy podkreślają, że wyścigi generują nadmierny hałas, niebezpieczeństwo i utrudniają dojazdy do posesji.

Więcej takich informacji znajdziecie na Gazeta.pl