ME piłkarzy ręcznych 2016. Kraśnicki: Polska zagra o medale? Warto zaryzykować

- Już mieliśmy w kraju jedną imprezę, którą wszyscy chwalili mimo sporej różnicy między wynikiem sportowym a organizacyjnym. Chcielibyśmy, aby w naszym przypadku dobra organizacja poszła w parze ze sportowym sukcesem. Na szczęście nasza reprezentacja gra dużo lepiej, niż grała piłkarska kadra w 2012 roku - mówi prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce Andrzej Kraśnicki. Na 100 dni przed startem polskich mistrzostw Europy szef związku twierdzi, że do pełni szczęścia potrzebuje już tylko najwyższej formy zawodników.

Łukasz Jachimiak: Jest coś, co na 100 dni przed startem Mistrzostw Europy w Polsce spędza panu sen z powiek?

Andrzej Kraśnicki, prezes ZPRP i PKOl: Związek Piłki Ręcznej w Polsce stara się zrealizować przedsięwzięcie ogromnego formatu. To będzie impreza najwyższej rangi światowej, bo tak naprawdę piłka ręczna zdecydowanie najlepsza jest w Europie, to zespoły z naszego kontynentu są najmocniejsze. Wszystko przebiega prawidłowo, zadania są realizowane zgodnie z planem, mamy przyjaciół, partnerów, świetnie spisują się miasta gospodarze, czyli Gdańsk, Katowice, Kraków i Wrocław, pomagają regiony. Gdybym mógł być pewny, że zdobędziemy medal, to byłbym absolutnie spokojny o całkowity sukces mistrzostw i mógłbym mówić, że jestem najszczęśliwszym prezesem.

Medal musi być celem dla gospodarza turnieju, który dopiero co zdobył brąz mistrzostw świata?

- Sport jest nieobliczalny. Oczywiście tworzymy drużynie odpowiednie warunki i mamy nadzieję na medal. Ale w sporcie pewności nigdy nie ma.

Już możemy być pewni, że drużynie Michaela Bieglera bardzo pomogą kibice. W pierwszej fazie turnieju każdy z trzech meczów Polski w Krakowie zobaczy komplet 15 tys. kibiców, kilka dni temu ostatnie 12 tys. biletów na te spotkania rozeszło się w dwie minuty. Czy do sprzedaży trafią jeszcze jakieś wejściówki na mecze naszej kadry?

- Zapraszamy kibiców do wszystkich hal mistrzostw, zachęcamy, by wybrali się na mecze w Gdańsku, Katowicach i we Wrocławiu, bo w mistrzostwach Europy poziom zawsze jest wysoki, tu nie ma drużyn, które byłyby dostarczycielami punktów. Natomiast jeśli chodzi o mecze Polski, to jeszcze można kupować bilety na drugą fazę, na półfinały, na spotkania o medale. Wierzę, że Polska w nich zagra, warto zaryzykować.

To ryzyko niewielkie czy jednak spore? Jak pan ocenia siłę naszego zespołu i w kontekście walki o medal polskiego turnieju, i jeśli chodzi o eliminacje do igrzysk w Rio?

- Na Rio mamy ogromną szansę. Mistrz Europy do turnieju olimpijskiego kwalifikuje się bezpośrednio, to jedna z dróg. Trudniejsza. Natomiast dzięki zajęciu trzeciego miejsca na MŚ w Katarze mamy pewne miejsce w jednym z wiosennych turniejów eliminacyjnych. I tu widzę naszą dużą szansę. A co do Euro? Już mieliśmy w kraju jedną imprezę, którą wszyscy chwalili mimo sporej różnicy między wynikiem sportowym a organizacyjnym. Chcielibyśmy, aby w naszym przypadku dobra organizacja poszła w parze ze sportowym sukcesem. Na szczęście nasza reprezentacja gra dużo lepiej, niż grała piłkarska kadra w 2012 roku.

Po zdobyciu brązu MŚ zgodnie z obowiązującymi wtedy zasadami zyskaliśmy prawo nie tylko startu w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk, ale też prawo zorganizowania go. Teraz podobno nie wiadomo, czy w kwietniu o igrzyska zagramy w Polsce, jeśli wcześniej nie zapewnimy sobie startu w nich przez dobry występ na ME?

- To prawda, władze światowej piłki ręcznej informacje organizacyjne dotyczące wszystkich turniejów kwalifikacyjnych mają podać dopiero po mistrzostwach poszczególnych kontynentów. Na teraz wiem tylko tyle, że jeśli Katar zostanie mistrzem Azji, to nasze szanse na organizację turnieju kwalifikacyjnego wzrosną.

W styczniu mistrzostwa Europy, być może w kwietniu eliminacje do igrzysk, a w sierpniu walka o medale olimpijskie - czy to dobry sezon na zmiany w rytmie współpracy na linii trener - zawodnicy? Nie obawia się pan, że praca Michaela Bieglera w Hamburgu odbije się na kadrze?

- Długo zastanawialiśmy się, jak to pogodzić, i wypracowaliśmy rozwiązanie satysfakcjonujące wszystkie strony. Praca trenera w Niemczech nie jest problemem.

Dlaczego w takim razie przeszkadzało panu, że pracując z reprezentacją, Bogdan Wenta prowadził też Vive Kielce?

- To była inna sytuacja, dlatego że trener Wenta pracował w Polsce i trudno było mu obserwować zawodników kadry grających w większości w ligach zagranicznych.

Za to teraz wielu kadrowiczów gra w Polsce, więc trener Biegler, przebywając na stałe w Niemczech, też nie ma ich na oku.

- Zapewniam, że to nie będzie problemem. Poza tym teraz bardzo wielu trenerów łączy pracę w klubach z pracą w reprezentacjach. Najlepsze przykłady to znani nam z Vive i Wisły Płock Talant Dujszebajew [prowadzi też kadrę Węgier] oraz Manolo Cadenas [jest również szkoleniowcem reprezentacji Hiszpanii]. Oni, podobnie jak u nas Biegler, w czasie przeznaczonym dla reprezentacji oddają się jej w stu procentach. Praca z reprezentacją to dla trenera Bieglera absolutny priorytet.

Czyli z Bieglerem od dawna macie dopracowany plan przygotowań zespołu?

- Tak, zgrupowania będą i w listopadzie, i w grudniu, i w styczniu. Wszystkie terminy są od dawna przemyślane.

Serbia i Macedonia to zespoły, z którymi nasza drużyna od dawna toczy boje, z kolei Francja jest od lat o piętro wyżej od wszystkich pozostałych ekip na świecie. Nie obawia się pan, że nawet z najlepszymi przygotowaniami w tak trudnej grupie Polakom może się po prostu nie udać?

- Znając klasę rywali, trzeba przyznać, że teoretycznie udział w turnieju możemy skończyć na trzech meczach. Ale nie dopuszczam do siebie myśli, aby tak się faktycznie stało. Grając z tak mocnymi rywalami, już w grupie będziemy mieli lepszą sytuację w dalszej walce o awans do strefy medalowej. A nawet do finału, bo aż do niego nie spotkamy już Francji, która rzeczywiście jest najlepsza na świecie.

Czyli finał z Francją brałby pan w ciemno, pewnie również dlatego, że nawet jeśli przegralibyśmy, mielibyśmy pewny awans do Rio ze względu na to, że trójkolorowi już go wywalczyli, zdobywając mistrzostwo świata?

- Zgadza się, taki scenariusz byłby optymalny (śmiech).

Reprezentacja Polski, która jeździ koleją. Pendolino! [ZDJĘCIA]

Więcej o: