ME piłkarzy ręczny. Dumoulin zatrzymał Polaków. Dreszczowiec z Francją

Świetny mecz reprezentacji Polski z najlepszą drużyną XXI wieku - Francją. Zespół Michaela Bieglera po prawdziwym dreszczowcu przegrał tylko 27:28.

Polacy od początku meczu wyglądali na zupełnie inną drużynę niż w otwierającym, przegranym meczu z Serbią 19:20. Nie tylko dlatego, że trener Michael Biegler dokonał trzech zmian w podstawowym składzie (za Karola Bieleckiego, Adama Wiśniewskiego i kontuzjowanego Roberta Orzechowskiego odpowiednio Piotr Chrapkowski, Przemysław Krajewski i Jakub Łucak), ale też prezentowali się zdecydowanie lepiej w grze. Tym razem w ataku grali zespołowo, często wykorzystywali na kole Bartosza Jureckiego oraz obu skrzydłowych i co najważniejsze - podejmowali odważne i słuszne decyzje. Kilka zdobytych przez nich bramek było przedniej urody. Zdecydowanie lepiej prowadził grę Bartłomiej Jaszka, więcej dawali z siebie rezerwowi, nawet ci nowicjusze. Wciąż jednak zawodziła skuteczność. Po 12 minutach francuski bramkarz Cyril Dumoulin miał rewelacyjną skuteczność (7/11). Słabo ustawiony celownik miał zwłaszcza zastępca Karola Bieleckiego Piotr Chrapkowski, który zdobył dwie bramki, ale oddał aż siedem rzutów.

Nieźle funkcjonowała polska obrona, która zupełnie wyłączyła z gry jedną z największych gwiazd, Daniela Narcisse'a - ten do przerwy nie zdobył gola. Nie do zatrzymania był tylko wybierany na najlepszego zawodnika świata Nikola Karabatić (bezbłędna skuteczność 6/6). To właśnie on pociągnął swój zespół w końcówce pierwszej połowy, kiedy trójkolorowi przeżywali trudny moment. W 24. minucie po trafieniu z koła Jureckiego i kontrze debiutanta na Euro Jakuba Łucaka biało-czerwoni prowadzili 11:10. Wtedy rozgrywający FC Barcelona trafił dwa razy z rzędu, a sędziowie dali karę Bieleckiemu. Efekt - cztery gole z rzędu Francuzów.

Zespół Bieglera znów miał męską rozmowę w szatni, bo drugą część, podobnie jak z Serbami, rozpoczął w imponującym stylu. Dwa razy w kontrze nie pomylił się ten, który w poniedziałek zawiódł w decydującej akcji, nie decydując się na rzut - Krajewski. I zaczął się kolejny niesamowity dreszczowiec. Oba zespoły zadawały cios za cios, nie potrafiły odskoczyć. W 44. minucie po bramce Michała Szyby niesieni głośnym dopingiem publiczności (w hali słychać było tylko "Polska, Polska!") biało-czerwoni prowadzili 21:20, ale wtedy nastąpił jeden z najważniejszych momentów meczu - nasz zespół przegrał grę w przewadze, karnego nie rzucił Bartosz Jurecki, zawodziła skuteczność, koncertowo bronił Dumoulin. Nie potrafiliśmy też zatrzymać niesamowicie silnego Accambraya. Polska znów straciła cztery gole z rzędu.

Ale biało-czerwoni ponownie pokazali charakter i rzucili się do odrabiania strat. Chrapkowski w 58. minucie zdobył kontaktowego gola. Za chwilę bomba Jurkiewicza dała remis! Francuzi mieli piłkę i 30 sekund. Podanie trafiło na koło do Igora Anica, a ten pokonał Szmala. W ostatniej akcji meczu Polacy wykonywali wolnego, ale rzut Michała Jureckiego obronił bohater Dumoulin.

W drugim środowym meczu naszej grupy Rosja niespodziewanie pokonała Serbię 27:25. Oznacza to, że by awansować do następnej rundy, Polsce wystarczy wygrać w piątek (godz. 18) z Rosjanami. Porażka lub remis wyeliminują nas z turnieju.

Zobacz wideo
Jak oceniasz postawę Polaków na ME?
Więcej o: