ME piłka ręczna. Wenta: Ze Słowacją jak finał

Na otwarcie mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych Polacy przegrali z gospodarzami turnieju, Serbią. We wtorek czeka ich spotkanie ze Słowacją, które musza wygrać, jeśli chcą awansować do kolejnej rundy. - Słowacy grają dokładnie to, co my, w obronie i w ataku. Różnica będzie polegać na tym, jak będziemy kończyć akcje. Moja w tym głowa, żebyśmy kończyli lepiej - mówi trener Bogdan Wenta. Mecz ze Słowacją we wtorek o 18:15. Relacja Z Czuba i na żywo na Sport.pl

Kacper Merk: Co z Krzysztofem Lijewskim, który w meczu z Serbią doznał kontuzji kolana?

Bogdan Wenta: Krzysiek, upadając po jednej z akcji, zderzył się lewym kolanem z kolanem rywala i mecz dokończył na ławce. W niedzielę w kolanie nie było wysięku [płyn powstający w wyniku zapalenia], mobilność była w normie. Nie chcemy zapeszać, ale według doktora Macieja Nowaka [szefa sztabu medycznego kadry] jest nieźle. Krzyśka czeka jeszcze badanie rezonansem magnetycznym. Czy będzie gotowy na mecz ze Słowakami we wtorek? Zobaczymy.

Co zawiodło w spotkaniu z Serbią - taktyka, czy raczej jej realizacja?

Na takim turnieju raczej nikt nie gra czegoś, czym kompletnie zaskoczyłby przeciwnika, więc jedyną kwestią pozostaje realizacja założeń. Gra Serbów była bardzo czytelna, ale wygrali z nami agresją. Nam brakowało przede wszystkim płynności; pierwsze dziesięć minut to była gra w poprzek boiska, zbyt nonszalancka, każdy próbował jakoś dziwnie podawać, a rywale mieli z tego kontrataki. Otworzyliśmy mecz od stanu 2:5 i wszyscy widzieliśmy, jak to się skończyło. W nocy obejrzałem to spotkanie dwa razy i wyglądało to trochę tak, jakbyśmy przed meczem zmienili całą naszą taktykę i chłopcy kompletnie o tym zapomnieli. A przecież nic nie zmienialiśmy.

Gorzej już być nie może?

Zgadzam się. Mecz z Serbią zaczęliśmy może i entuzjastycznie, ale bez niezbędnego zaangażowania w ataku. Musimy więcej biegać do kontr i skuteczniej je kończyć. To może być argument rozstrzygający na naszą korzyść.

Przed turniejem Słowację określano jako teoretycznie najsłabszego przeciwnika...

A dla nas to mecz jak finał, bo zwycięzca bierze wszystko i gra dalej, a przegrany powoli może się pakować. Znamy ich doskonale, oni nas pewnie też, więc nie ma mowy o zaskoczeniu. Jeszcze w hali oglądaliśmy pierwszą połowę ich meczu z Duńczykami [Słowacy przegrali ostatecznie 25:30] i grali dokładnie tak, jak się tego spodziewaliśmy. Mają dwóch wysokich i silnych kołowych postury naszego Kamila Syprzaka i mocnych rozgrywających, dlatego kluczem do zwycięstwa, oprócz skuteczniejszej gry w ataku, będzie też agresywność w obronie.

Rok temu na mistrzostwach świata ograliśmy Słowaków po bardzo wyrównany spotkaniu.

I nie wydaje mi się, żeby od tamtej pory cokolwiek się zmieniło. Oni grają dokładnie to, co my - w obronie sześć-zero, w ataku te same zagrywki i zmiana pozycji. Różnica we wtorek będzie polegać na wykonaniu i na tym, jak będziemy kończyć akcje. Moja w tym głowa, żebyśmy kończyli lepiej.

"Zabrakło nam zimnej głowy" - pisze Szmal na blogu ?

"Oczekiwania były inne, byliśmy stremowani w ataku"

Więcej o: