Wenta po meczu: Polska potęgą? Jaką potęgą? Śmiałem się z tego

- Jestem bardzo rozczarowany - mówił trener Bogdan Wenta po wymęczonym zwycięstwie reprezentacji Polski z Argentyną (24:23). - Padły tu piękne słowa o Polsce jako światowej potędze. Gdzie? Co? Jakiej potędze? Śmiałem się z tego. Popełniliśmy 21 błędów! Szwecja rozjechała Słowację 16 bramkami i tak jak oni powinniśmy zagrać z Argentyną!

Specjalny mundialowy serwis Sport.pl - tu znajdziesz wszystko! ?

W wygranym zaledwie jedną bramką meczu z jedną z najsłabszych w grupie drużyn, Polacy gubili piłkę, robili błędy kroków, popełniali błędy podwójne, wyrzucali piłkę w aut lub w ręce przeciwników.

W poniedziałek grają z Chile.

- Obiecuję, że będziemy skoncentrowani od początku i nie doprowadzimy do takiej sytuacji jak miała miejsce dzisiaj - powiedział ładnie Artur Siódmiak.

Ale trudno powiedzieć, czy mówił poważnie.

Nawet gdy do remisu brakowało Argentyńczykom jednej bramki, na ławce panowała sielska atmosfera, jakby nikt nie wierzył, że może nastąpić ostatni akt dramatu. Gdyby Mateusz Zaremba złapał w ostatnich minutach karę 2 minut, Polska grałaby do końca meczu w osłabieniu. Biało-czerwonym groził remis, a szwedzcy kibice skandowali: "Argentina! Argentina!"

Trener Wenta na konferencji prasowej mówił spokojnie, ale był to spokój butelki z nitrogliceryną.

- Doświadczenie było ekstremalne. W przerwie w szatni mówiliśmy, że obrona stoi dobrze, Sławek trzyma nam wynik i że trzeba się tylko więcej ruszać w ataku. Konsekwentnie w obronie, iść do kontrataku, i go skończyć. Według szybkiej informacji od Daniela [Waszkiewicza, drugiego trenera] popełnilismy 21 błędów technicznych! Proszę porównać. Przy 24 bramkach - to blisko 50 procent nieskutecznej gry. A nie mówię o niezdobytych bramkach. I dlatego możemy się cieszyć z tego zwycięstwa - trener Bogdan Wenta był rozgoryczony, mówił z wyraźnym sarkazmem.

- Trzeba się zastanowić co robimy, głowy zostały w szatni - mówił trener. - Bo jeśli debiutant gra najbardziej agresywnie? Zaremba przyjechał tu odciążyć jednego zawodnika, a nie prowadzić nam grę! Tymczasem grał 40 minut.

- Chyba przecież nie było presji. Wiedzieliśmy, że na mistrzostwach w Niemczech Argentyńczycy też się trzymali do pewnego momentu, ale potem odjechaliśmy im i że trzeba tu to samo zrobić - mówił trener.

- Mecz wyglądał koszmarnie, bo błędy były z obu stron, dołożyli się sędziowie, którzy karali śmieszne sytuacje. Nawet jak nasz zawodnik rozpędził się i rzucił bramkę. Argentyńczyk leżał na boisku i Polak dostawał karę - mówił trener.

- Dużo już się nagadaliśmy z zawodnikami i może jednak przyszedł czas, aby zapieprzać. Dokładnie tak jak zrobiła to Szwecja. Kiedy Słowacy przez pół godziny jeszcze się trzymali ale później rozjechali ich. My powinniśmy zrobić to samo. I to samo zawodnicy mówili w szatni. Niektórzy w ogóle nie szukali drogi do bramki. Piłka nie dochodziła do obrotowego. Wdarł się chaos. Zawodnicy, którzy powinni prowadzić grę a przede wszystkim podjąć walkę, nie robili tego. Chłopcy muszą uderzyć się w piersi i zapytać się po co tu jesteśmy.

- Zaraz Chile, nie możemy sobie pozwolić trochę więcej szacunku dla samego siebie, jakkolwiek arogancko to zabrzmi. I co, mamy siedzieć teraz po nocach i ustawiać taktykę, bo Chile na nas wyjdzie!? - dokończył trener.

Wenta wkurzony: po przerwie gdzieś te głowy zostały w szatni

Czytaj relację z meczu ?

Więcej o: