Piłka ręczna. Przed MŚ w Szwecji - Czarny koń polski

Cel maksimum - złoto. Dwa lata temu zdobyliśmy brąz, cztery lata temu srebro - mówi Mariusz Jurasik. W piątek Polska zagra ze Słowacją w pierwszym swoim meczu w mistrzostwach świata. To turniej wyjątkowy dla Polaków, naznaczony heroicznym powrotem do gry Karola Bieleckiego

Polacy jadą do szwedzkiego Göteborga na mecze grupowe z weteranami sprawdzonymi w igrzyskach olimpijskich, mistrzostwach świata i Europy. Stawką są medale i tytuły, ale też awans do igrzysk i do trzech światowych turniejów kwalifikacyjnych. Mistrz świata zagra w Londynie na pewno.

Gdy spojrzeć na drużynę, pierwsze wrażenie jest mocne. Polacy wyglądają na wielką siłę.

Wspaniały powrót Bieleckiego po utracie oka dał kolejnego energetycznego kopa drużynie. Znów pojawił się w niej przywódca Grzegorz Tkaczyk po długiej przerwie związanej trochę z wypaleniem się, a po trochu z chęcią wyleczenia urazów. Sławomir Szmal został uznany za najlepszego piłkarza ręcznego poprzedniego sezonu.

Ale z drugiej strony trener Wenta już podczas mistrzostw Europy mówił, że do drużyny ciągnie zbyt mało nowych talentów, nie mylić z nowymi lub tylko odnowionymi postaciami reprezentacji. Piłkarze już wtedy apelowali dramatycznie, że sukcesy nie są właściwie wykorzystywane.

W Szwecji pojawią się tylko dwie niemal nowe twarze - lewoskrzydłowy Bartłomiej Tomczak i prawy rozgrywający Mateusz Zaremba. Na obu pozycjach trener miał największy problem i obaj zawodnicy są tylko zastępcami - zwłaszcza tam, gdzie brakuje Krzysztofa Lijewskiego, a jego starszy brat Marcin nie wytrzymuje pełnego meczu na najwyższych obrotach.

Tomczak jest objawieniem sezonu ligowego. Już na inaugurację PGNiG Superligi w wyjazdowym meczu z mistrzami Polski Vive Targi Kielce zdobył 11 bramek. W dodatku miał stuprocentową skuteczność, ogrywał jak chciał tuza ligi Chorwata Mirzę Dzombę, a potem Patryka Kuchczyńskiego. Ma znakomity repertuar rzutów, jest bardzo szybki. W dodatku świetnie wykonuje rzuty karne. Nic zatem dziwnego, że jest na liście życzeń kieleckiej siódemki, a podobno ma też oferty z najmocniejszej ligi świata - Bundesligi. Również w tym sezonie błysnął Zaremba. Był bohaterem Vive Targi Kielce w meczach Ligi Mistrzów z Chambéry Savoie HB i FC Barceloną. Wreszcie imponuje pewnością siebie oraz świetnymi rzutami z wybicia z obu nóg. - Nie jest sztuką jechać na mistrzostwa świata jak na wycieczkę, trzeba się pokazać. Dlatego czeka mnie jeszcze dużo roboty - mówi "Gazecie" Mateusz Zaremba. W Szwecji będzie zmiennikiem znajdującego się w świetnej formie Marcina Lijewskiego.

- Znam dobrze z klubu Mateusza i psychicznie jest bardzo mocny. Nie załamuje się po jednym czy dwóch nieudanych zagraniach, walczy dalej. Najlepszy przykład mieliśmy na sparingach z Rumunami. Najpierw była katastrofa, a następnie wielkie spotkanie. Tomczak to zawodnik bez kompleksów, z dużą fantazją na parkiecie, która bardzo mu pomaga - mówi o nich Mariusz Jurasik, jeden z liderów kadry. - Dadzą radę, nie mają innego wyjścia.

Paweł Matys: Zadrżeliśmy, gdy po pięknej wkrętce w sobotnim meczu z Węgrami upadłeś na boisko i długo się nie podnosiłeś. A potem już nie wróciłeś na boisko...

Mariusz Jurasik, skrzydłowy reprezentacji i Vive Targi Kielce: Na szczęście to nic groźnego, małe skręcenie w stawie skokowym, w Szwecji będę gotowy na sto procent. Miałem taki uraz już pięć czy sześć razy. Po upadku przez parę minut czułem duży ból, szybko obłożyłem kostkę lodem i potem było znacznie lepiej.

Czyli jesteście gotowi do podboju Szwecji?

- Myślę, że tak. Do piątkowego meczu ze Słowacją mamy jeszcze mamy parę dni i sześć treningów. Musimy skoncentrować się na obronie. Z Czechami i ze Słowacją na Turnieju Noworocznym w Gdyni dobrze funkcjonowała, ale z Węgrami - drużyną z górnej półki - już nie. Jeśli chcemy wygrać w grupie z Koreą, a przede wszystkim ze Szwecją, musimy poprawić defensywę. Przede wszystkim brakuje nam tu zgrania. Wychodzili zawodnicy, którzy nie grają ze sobą w tym samym klubie. A w turnieju każdy z nich próbował robić to, co w klubie. W kadrze musi być jeden styl. Próbowaliśmy różnych wariantów, na przykład na środku defensywy występowało ośmiu czy dziewięciu zawodników. Niektóre zestawienia nie funkcjonowały. Ale wreszcie trener wybrał to optymalne.

W reprezentacji odgrywasz inną rolę niż w klubie - grasz na prawym skrzydle. Więcej biegasz do kontrataków.

- Na razie próbuję przyzwyczaić się do skrzydła, bo gram na nim praktycznie raz w roku, przy okazji wielkiej imprezy. A to jednak zdecydowanie inna pozycja niż prawe rozegranie, inne zadania. Czuję się jednak coraz lepiej, będę chciał najpierw zdobywać bramki, być skutecznym, a może i zrobić kilka wkrętek. Przed laty, grając w Iskrze Kielce, Robert Nowakowski [były znakomity lewoskrzydłowy reprezentacji Polski, spec od wkrętek] powiedział mi niezwykle fajne zdanie: "Nieważne, jak pięknie rzucisz, piłka ma przekroczyć linię bramkową. Możesz oddać najgorszy, najbrzydszy rzut, byle był gol". I tej zasady się trzymam.

Już w pierwszej fazie szwedzkiego mundialu czeka Polskę pojedynek z gospodarzami, ze zdrowym już znakomitym leworęcznym rozgrywającym Kimem Anderssonem.

- Na razie nie myślimy o tym meczu, bo on będzie dopiero piąty na mistrzostwach, ostatni w grupie. Nie wiadomo, w jakiej sytuacji będą wówczas oba zespoły, kto będzie miał nóż na gardle. Na razie musimy się skupić na pojedynku ze Słowacją, potraktować go jak finał. I tak samo w kolejnych spotkaniach. Potem trzeba wyjść z grupy, najlepiej z jak najlepszym dorobkiem punktowym. Takim, który będzie dawał szansę na zajęcie dwóch pierwszych miejsc w drugiej fazie, czyli awans do półfinału.

Wiadomo - Szwedzi grają u siebie, za nimi stanie kilkanaście tysięcy ludzi na trybunach. Sędziowie pewnie też nie będą nam sprzyjać, ale to normalne na takich imprezach. By pokonać Szwedów, będziemy musieli zagrać na najwyższym poziomie. Nie wiadomo też, kto jak będzie wtedy wyglądał fizycznie. Piłka ręczna to sport, w którym łatwo o kontuzje, dlatego życzę sobie, byśmy przeszli turniej bez żadnych urazów.

W kadrze są nowe twarze - Bartłomiej Tomczak i Mateusz Zaremba. Myślisz, że są gotowi do tak wielkiego turnieju?

- Jeśli zauważymy, że czują się niepewnie, będziemy im pomagać. Znam dobrze Mateusza i psychicznie jest bardzo mocny. Nie załamuje się po jednym czy dwóch nieudanych zagraniach, walczy dalej.

Bogdan Wenta miał potężny dylemat, kogo zabrać do Szwecji.

- To oczywiste, skoro ma 23 zawodników, w dodatku zdrowych i gotowych do gry. Na szczęście ja nie muszę dokonywać takich wyborów. Wiem, że koledzy, którzy nie jadą na mistrzostwa, rozumieją to, akceptują taką decyzję.

Trener dobrze wybrał?

- Dotychczas się nie mylił. Myślę, że zawodnicy, których powołał, najlepiej wyglądali na treningach i w meczach kontrolnych.

Nawet bez Krzysztofa Lijewskiego w ofensywie macie najmocniejszy skład od lat. Siła uderzenia jest z każdej strony.

- Druga linia to zdecydowanie nasza najsilniejsza broń. Mamy zawodników grających na światowym poziomie. Każdy rywal będzie się bał naszych rozgrywających. Ale nie możemy tylko na tym bazować. Trzeba mieć coś w zanadrzu i my to mamy. Jesteśmy przygotowani na różne rozwiązania.

Mówicie otwarcie, że celem jest kwalifikacja do igrzysk olimpijskich w Londynie. A daje ją tylko mistrzostwo świata.

- Chcemy być w pierwszej szóstce, by potem mieć prawo organizować turniej kwalifikacyjny do olimpiady. To nasz plan minimum.

A maksimum?

- Złoto. Dwa lata temu w Chorwacji zdobyliśmy brąz, cztery lata temu w Niemczech srebro. Teraz bardzo byśmy chcieli stanąć na najwyższym stopniu podium. Czeka nas piekielnie ciężkie zadanie, ale nigdy nie było i nie będzie łatwo. Wiemy, z kim gramy, będziemy się bić.

W notowaniach bukmacherów jesteście dopiero na siódmym miejscu. Wyżej są m.in. Szwecja, Niemcy, Hiszpania, Dania.

- To dobrze. Będziemy mogli utrzeć im nosa i jako czarny koń zawodów pokonać pewniaków.

Na początek, w piątek, pojedynek ze Słowakami. W Gdyni pewnie ograliście ich 32:24, ale obie drużyny nie wystąpiły w najsilniejszych składach. Takie szachy przed inauguracją?

- Bogdan musiał kogoś sprawdzić, Słowacy też wystąpili bez kilku podstawowych zawodników. Nie wiem, jakie oni mieli zaangażowanie. Wiem, że każdy z nas chciał pokazać się na sto procent, bo walczyliśmy przecież o bilety na mistrzostwa.

W półfinale lub w finale pewnie chcielibyście spotkać się z Chorwacją?

- Dlaczego?

Bo macie z nimi rachunki do wyrównania.

- Nie tylko z nimi. Z Francją czy Chorwacją ostatnio nie możemy wygrać. Najlepiej byłoby, gdyby te zespoły zmierzyły się w półfinale, a my na przykład z Islandią. Przecież to z Islandczykami przegraliśmy mecz o brąz ostatnich mistrzostw Europy i ćwierćfinał olimpijski w Pekinie.

Kto może być czarnym koniem szwedzkiego mundialu?

- Polska.

Wszystko o MŚ piłkarzy ręcznych w specjalnym dziale Sport.pl ?

Co osiągną Polacy na MŚ w piłce ręcznej?
Więcej o: