Katarów mamy coraz więcej. Przykład dali Brytyjczycy, Francuzi, a nawet Polacy

Rozumiem oburzenie, jakie wywołał występ reprezentacji Kataru na mistrzostwach świata w piłce ręcznej. W tych głosach potępienia jest jednak mnóstwo hipokryzji. Katarczycy zabijają ducha sportu? Ten wyścig zaczęliśmy my - Europejczycy - i to dawno temu.

Jeśli ktoś myśli, że Katar i piłka ręczna to przypadek odosobniony, to powinien przejrzeć na oczy. Kaperowanie reprezentantów z innych części świata to proceder coraz bardziej powszechny.

Najszybsi biegacze są z Bahrajnu

Ubiegłoroczne igrzyska azjatyckie były wymownym przykładem, co mogą pieniądze. Na lekkoatletycznej bieżni o medale rywalizowali przede wszystkim biegacze z Kataru i Bahrajnu. Ci pierwsi zdobyli sześć złotych medali, a ci drudzy - dziewięć. Oczywiście niemal żaden z katarskich i bahrajńskich medalistów nie urodził się na Półwyspie Arabskim. Np. Nigeryjczyk Femi Ogunode dzięki temu, że reprezentował Katar, został pierwszym Azjatą, który przebiegł dystans 100 m poniżej 10 sekund (9,93). Zwycięzcą biegów na 1500 m i 5000 m został urodzony w Maroku Mohamad al-Garni, który teraz też jest Katarczykiem. Na tym krótszym dystansie na mecie wyprzedził swojego rodaka Rashida Ramziego, który z kolei Maroko porzucił dla Bahrajnu. Dwóch Bahrajńczyków finiszowało za Al-Garnim na 5000 m. Jeden pochodzi z Etiopii, drugi z Kenii.

Na 400 m zwyciężyła Kemi Adekoya, która jeszcze rok temu reprezentowała Nigerię. Jako Bahrajnka triumfowała także 17-latka z Kenii w biegu na 3000 m z przeszkodami. Co prawda Ruth Jebet została pozbawiona krążka tuż przed ceremonią medalową z powodu przekroczenia toru, ale potem rozpaczającą nastolatkę pocieszył sam król. Hamad ibn Isa al-Chalifa osobiście zadzwonił i powiedział, że złoto zostanie jej zwrócone. Wiadomo, królewskie słowo rzecz święta i po 24 godzinach organizatorzy zmienili zdanie i uroczyście oddali odebrany Kenijce/Bahrajnce medal.

Oczywiście igrzyska azjatyckie to dla Katarczyków i Bahrajńczyków tylko przystanek na drodze po prawdziwą chwałę w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro.

Sportowcy sami ustawiają się w kolejce

Wcześniej od lekkoatletyki Katarczycy postawili na ciężary. Obywatelstwo dali Bułgarom i nawet nie wymagali, aby ci wyprowadzili się z Sofii, gdzie trenowali. Medalowy plan wtedy jednak nie wypalił.

Zjednoczone Emiraty Arabskie przygarnęły natomiast mołdawskich judoków. Od razu całą kadrę - sześciu zawodników, w tym dwóch medalistów mistrzostw świata i Europy. Co prawda w igrzyskach azjatyckich wystąpić nie mogli, bo nie spełnili kryterium trzech lat zamieszkania w kraju, który mają reprezentować, ale już na Rio de Janeiro będą jak znalazł.

Inna naftowa potęga - Azerbejdżan - też chętnie przygarnia pod swoje skrzydła zawodników z innych krajów. Z dziesięciu azerskich medali podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie większość zdobyli obcokrajowcy - Osetyjczyk Chietag Goziumow (brąz w zapasach), Dagestańczycy Mehemmedresul Mecidov (brąz w boksie) i złoty zapaśnik Sharif Sharifov, Białorusinka Julia Ratkiewicz (brąz w zapasach), Ukrainka Marija Stadnik (srebro w zapasach), Bułgar Walentin Chirstow (brąz w podnoszeniu ciężarów). O tym, w jaki sposób Azerbejdżan pozyskuje przyszłych medalistów, głośno było przy okazji transferu Christowa i jego rodaczki Bojanki Kostowej. Azerowie zapłacili za nich pół miliona euro.

W Singapurze kaperowanie zawodników z szansami na międzynarodowe sukcesy zostało wpisane do rządowego programu. 10 lat temu na ten cel Singapur przeznaczył równowartość 300 mln euro. Przez ten czas pozyskano kilkudziesięciu obiecujących sportowców - głównie z Chin i Indonezji. Najbardziej spektakularne wyniki osiągnęli w tenisie stołowym, w którym Chinki reprezentujące Singapur zdobyły trzy brązowe medale olimpijskie.

Można się oburzać, ale prawda jest też taka, że sami sportowcy zgłaszają się do władz bogatych krajów z prośbą o przygarnięcie. - Co roku odrzucamy setki aplikacji - mówił podczas igrzysk azjatyckich Husain al-Musallam z Kuwejtu, sekretarz generalny azjatyckiego komitetu olimpijskiego.

Komu sprzedać medal

Proceder kupowania reprezentantów ma się więc dobrze i coraz bardziej się rozwija. Powyższe przykłady to tylko hurtowe zakupy. Jeśli chodzi o detal, to ogromna rzesza krajów korzystała na zmianie obywatelstwa przez utytułowanych sportowców.

- Luksemburg stał się potęgą w narciarstwie alpejskim, bo przygarnął Austriaka Marca Girardelliego;

- Natalia Waliejwa w łucznictwie reprezentowała cztery kraje - Związek Radziecki, Wspólnotę Niepodległych Państw, Mołdawię i w końcu Włochy. Dla wszystkich zdobywała medale;

- Josefa Idem w kajakarstwie zdobywała medale dla Niemiec i Włoch;

- panczenista Bart Veldkamp, który zdobywał medale dla Holandii, gdy miał problem z kwalifikacją do drużyny narodowej, zmienił barwy na belgijskie - również z medalowym skutkiem;

- dzięki trzem złotym medalom Koreańczyka Wiktora Ahna Rosja wygrała klasyfikację medalową Igrzysk Olimpijskich w Soczi. Osiem lat wcześniej Ahn trzy złota wywalczył dla Korei Południowej;

- ciężarowiec Naim Suleimanow uciekł z Bułgarii, by potem zdobywać medale mistrzostw świata dla Turcji jako Naim Suleymanoglu. Dziś Turcy jak Azerowie czy Katarczycy powoli stają się hurtownikami w kaperowaniu zawodników z innych krajów;

- ciężarowiec Piros Dimas pierwszy medal zdobył na mistrzostwach Europy dla Albanii. Potem zapałał miłością do Grecji i dla niej wywalczył trzy złote medale igrzysk olimpijskich. Innych greckich olimpijczyków, którzy zmienili obywatelstwo, można by liczyć w dziesiątkach. Najbardziej rażący przykład to olimpijska reprezentacja Grecji w baseballu w 2004 r., w całości składająca się z Amerykanów.

Polski wkład

My też mamy tradycję w kaperowaniu zawodników z innych państw. I nie chodzi tu tylko o Emmanuela Olisadebe i Rogera Guerreiro, którzy dostali polskie paszporty, by jak najszybciej wzmocnić kadrę Polski w piłce nożnej, choć nie spełniali żadnego kryterium przyznania obywatelstwa. Pod swoje skrzydła przyjęliśmy też zawodników ze znacznie większymi sukcesami na świecie. W kajakarstwie Polskę reprezentował Michał Śliwiński, który wcześniej zdobywał medale mistrzostw świata dla Ukrainy i Związku Radzieckiego.

Przedziwny był przypadek Iwana Klementiewa - jednego z najlepszych kajakarzy świata. Medale zdobywał dla Związku Radzieckiego i Łotwy, ale w 1994 r. został zawodnikiem Zawiszy Bydgoszcz i otrzymał polskie obywatelstwo. Reprezentantem Polski był na mistrzostwach świata w Meksyku. Zdobył złoto i rok później znów startował w barwach Łotwy.

Dziś Zidane grałby dla Algierii

Tym, którzy na początku tej wyliczanki uśmiali się, że najszybszym człowiekiem Azji jest Nigeryjczyk, chętnie przypomnę, że rekord Europy na 100 metrów należy do Francisa Obikwelu, który pierwsze medale mistrzostw świata zdobywał dla Nigerii, a potem zapałał miłością do Portugalii. Idąc dalej tym tropem - to przecież Kenijczyk Wilson Kipteker (Dania) jest rekordzistą Europy na 800 m, a urodzony w Mogadishu Mo Farah (Wielka Brytania) dzierży najlepsze na Starym Kontynencie wyniki na 1500 i 10 tys. m. Rekordzistą na 5000 m jest urodzony w Maroku Belg Mohammed Mourhit. Najszybszą kobietą Europy jest natomiast pochodząca z Gwadelupy Christine Arron, rekordzistka na 100 m.

Tak się bowiem składa, że zanim szejkowie znad Zatoki Perskiej wpadli na pomysł kaperowania zawodników z innych części świata, w Europie ten proceder był w rozkwicie. Brylują tu szczególnie byłe mocarstwa kolonialne, które ochoczo dają obywatelstwo sportowcom z byłych kolonii. W latach 80. i 90. Francuzi powoływali do swojej młodzieżówki każdego co zdolniejszego chłopca afrykańskiego pochodzenia, który trenował we francuskich klubach, aby w razie czego nie mógł grać potem w innej reprezentacji niż kadra trójkolorowych. W ten sposób zablokowali możliwość gry np. Zinedine'a Zidane'a w barwach Algierii. Trener Abdelhamid Kermali chciał ponoć powołać utalentowanego 18-latka na Puchar Narodów Afryki w 1990 r. Ówczesne przepisy mu nie pozwoliły. Zidane zagrał wcześniej w kadrze Francji U-18. Gdyby wtedy obowiązywały takie przepisy jak dziś (występ w kadrze młodzieżowej nie determinuje przyszłej przynależności narodowej zawodnika) i Zizou zagrałby w Pucharze Narodów Afryki, nigdy nie zostałby mistrzem świata w barwach Francji.

Drużyny brytyjskie w piłce nożnej w bardziej skromnym wymiarze korzystają z zawodników urodzonych poza Wyspami, ale już w innych sportach ważnych dla poddanych Jej Królewskiej Mości robią to bardzo ochoczo. W krykiecie i rugby w barwach Anglii grają lub grali już zawodnicy z RPA, Nowej Zelandii, Samoa, Tonga, Fidżi itd. W krykiecie w niektórych meczach "obcokrajowcy" stanowią większość zawodników na boisku.

Krytykom Kataru dedykuje też listę dziesięciu najlepszych Europejek w światowym rankingu tenisa stołowego:

10. Han Ying (Niemcy) 2828

12. Liu Jia (Austria) 2771

14. Pota Georgina (Węgry) 2717

17. Li Fen (Szwecja) 2690

18. Yu Fu (Portugalia) 2676

21. Shan Xiaona (Niemcy) 2625

27. Li Jiao (Holandia) 2575

28. Hu Melek (Turcja) 2566

33. Li Jie (Holandia) 2531

40. Vacenovska Iveta (Czechy) 2501

Kto zabija sport?

Wszystkim tym, którzy mówią, że Katarczycy wypaczają ideę sportu, dedykuję historię sprzed lat:

Benito Mussolini nie kochał piłki nożnej, ale uznał, że to sport, który najlepiej zjednoczy podzielone Włochy pod sztandarami partii faszystowskiej. Dlatego wezwał do siebie szefa włoskiej federacji i zakomunikował mu, że Italia ma w 1934 r. zostać mistrzem świata. Gdy tamten odpowiedział, że piłkarze spróbują, Duce przerwał i rzucił: "To rozkaz". I potem było jak teraz w Katarze. Reprezentację Włoch wzmocnili Argentyńczycy - wicemistrzowie świata sprzed czterech lat - Luisito Monti i Raimund Orsi, a skandali nie było tylko w pierwszym meczu gospodarzy tamtego mundialu. Sędziowie pomogli Włochom w ćwierćfinale z Hiszpanią, półfinale z Austrią - największym faworytem turnieju i w finale z Czechosłowacją.