Piłka ręczna. Michał Jurecki: Liczę na horrory

- Jestem w gazie - mówi lewy rozgrywający reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych, Michał Jurecki. ?Dzidziuś? to jeden z liderów kadry Michaela Bieglera na mistrzostwa świata w Hiszpanii. Srebrny medalista mundialu 2007 i brązowy MŚ 2009 przekonuje, że nasza drużyna będzie walczyć z najlepszymi, mimo że doszło w niej do wielu zmian personalnych. - Dopiero się przekonamy czy kogoś brakuje. Wszyscy nowi zawodnicy naprawdę fajnie wprowadzili się do zespołu, liczymy na nich - mówi Jurecki. Mecz Polska - Białoruś, w sobotę o godz. 20. Transmisja: TVP 2, relacja na żywo w Sport.pl

Łukasz Jachimiak: Stać was na komplet zwycięstw w grupowych meczach z Białorusią, Arabią Saudyjską, Słowenią, Serbią i Koreą Południową? Chyba stawiacie sobie taki cel, chcąc uniknąć w 1/8 finału Hiszpanii, Chorwacji i Węgier?

Michał Jurecki: Tak, naszym celem jest wygranie grupy C albo zajęcie w niej drugiego miejsca. Grupę D prawdopodobnie wygrają Hiszpanie, nie chcielibyśmy trafić na gospodarzy już w 1/8 finału, więc nie możemy myśleć tylko o tym, żeby awansować i nie walczyć o miejsce. Czwarte nie byłoby dobre, trzecie też nie, bo wtedy pewnie wpadlibyśmy na Chorwatów. Z Węgrami wszystko byłoby możliwe, ale najlepiej byłoby zagrać z Egiptem, który pewnie będzie w swojej grupie czwarty. Chociaż ten zespół niedawno pokonał w sparingu Serbię różnicą aż 15 bramek [34:19], a taki wynik robi wrażenie.

Może Serbia jest słaba?

- To tylko sparing, takie mecze różnie się układają, często trenerzy sprawdzają zawodników rezerwowych. Ale 15 bramek to dużo. Można przegrać trzema, pięcioma, ale taka różnica pokazuje, że Egipt jest mocną drużyną.

Kilka lat temu o waszych rywalach rozmawialiśmy mniej, bo byliśmy pewni waszej siły. Teraz ją macie?

- Dużo pracowaliśmy nad obroną, trener powtarza nam, że ona jest kluczem do wygrywania i moim zdaniem mocno ją poprawiliśmy. W ataku też jest nieźle, na turnieju w Czechach potrafiliśmy dochodzić do czystych pozycji, nie mieliśmy problemów ze zdobywaniem bramek. Najważniejsze, że tam wygraliśmy i z gospodarzami, i ze Słowacją, a z Węgrami zremisowaliśmy i ostatecznie byliśmy najlepsi. Oby tak samo było w Hiszpanii.

W obronie od lat stosujecie wariant 6-0 (zawodnicy stoją w linii), który nie zawsze się sprawdza. Macie przygotowane inne opcje, np. 5-1 (jeden, wysunięty zawodnik utrudnia przeciwnikowi rozegranie), żeby wyłączać najgroźniejszych graczy poszczególnych rywali?

- Ćwiczyliśmy różne systemy, jeśli np. Siarhiej Rutenka [as reprezentacji Białorusi, na co dzień gwiazda Barcelony] będzie nam robił krzywdę swoimi rzutami, to będziemy w stanie zagrać tak, żeby go zatrzymać.

A sami będziecie potrafili sobie poradzić z wysoką obroną? Już wszyscy wiedzą, że przy takiej defensywie się gubicie.

- Pracowaliśmy nad tym, wiemy jak atakować i obronę 5-1, i 3-2-1. W grze przeciwko takim defensywom wyglądamy dużo lepiej niż ostatnio, nie widzę tu żadnego problemu.

Chcesz powiedzieć, że kiedy rywale wyjdą do ciebie i innych rozgrywających, to ciężar zdobywania bramek uniosą nasi niedoświadczeni skrzydłowi? Przecież wśród nich tylko Adam Wiśniewski ma ogranie z największych imprez, a kadrze brakuje Tłuczyńskiego, Kuchczyńskiego, Jachlewskiego, Tomczaka i Jurasika.

- Czy brakuje, to dopiero się przekonamy. Wszyscy nowi zawodnicy naprawdę fajnie wprowadzili się do zespołu, liczymy na nich.

W nerwowej końcówce nie będziesz się bał zagrać do skrzydłowego, któremu z racji braku doświadczenia może zadrżeć ręka?

- Jak widzę, że kolega jest na lepszej pozycji, to zawsze mu podaję. Skoro ktoś jest w naszej ekipie, to znaczy, że trener Biegler widzi w nim potencjał, że ten chłopak jest godny gry w reprezentacji i nie będzie się bał rzucić.

Wszyscy ciepło mówicie o nowym trenerze, a przecież kilka miesięcy temu prosiliście Związek Piłki Ręcznej w Polsce, żeby Daniel Waszkiewicz i Damian Wleklak, którzy tymczasowo opiekowali się kadrą po odejściu Wenty, zostali z drużyną na stałe.

- Decyzja była inna i to dla nas żaden problem. Naszą pracą jest granie, a nie wybieranie trenerów. Dziennikarzom też zmieniają się naczelni, wprowadzają nowe reguły i musicie się do nich przyzwyczajać. My już to zrobiliśmy, dlatego wszystko gra.

O Wencie mówiło się, że wyciska z was siódme poty, a jaki jest Biegler?

- Stawia na krótsze, ale bardziej intensywne zajęcia i zależy mu na tym, żebyśmy wszystko robili z głową.

Nie dokręca wam śruby?

- Na to był już czas. W grudniu, w Pruszkowie, mocniej pracowaliśmy nad siłą. Było ciężko, a ostatnio łapaliśmy świeżość, bo dobry trener wie, kiedy trzeba trochę odpuścić.

Odpuścił na tyle, że wróciłeś do formy? Pytam, bo jeszcze w Czechach skarżyłeś się na ból pleców.

- W Pruszkowie czułem bardzo duże zmęczenie spowodowane maratonem meczów w lidze polskiej i w Lidze Mistrzów. Ale Biegler dał mi trochę odpocząć i z każdym dniem było lepiej, a teraz znów jestem w gazie.

Pociągniesz zespół do zwycięstw, najlepiej po horrorach, z jakich słyniecie?

- Bardzo na to liczę. W poprzednich latach daliśmy dużo dobrych widowisk, często trzymaliśmy ludzi w wielkich emocjach do samego końca. Takie mecze zawsze się gra fajnie, oczywiście pod warunkiem, że się wygrywa (śmiech). Cieszę się, że wrócił stary system rozgrywek i życzę sobie jak najwięcej meczów. Po fazie grupowej systemem pucharowym graliśmy w 2007 roku, na mistrzostwach w Niemczech i tamten turniej wspominam najlepiej. Nie lubiłem tej całej kalkulacji, która obowiązywała później, tego przechodzenia z grupy do grupy, przenoszenia punktów, bramek. Teraz znów wszystko jest jasne. Jak jesteś dobry, to wygrywasz, przechodzisz dalej i po fazie grupowej w każdym kolejnym meczu wszystko zależy tylko od ciebie.

Więcej o: