Piłka ręczna. Polska pokonała Portugalię 30:22 i awansowała na ME

- Nie gramy ze sobą od wczoraj. Znamy się jak łyse konie i wiemy, jak zachowywać się w meczach o wóz albo przewóz - mówił po meczu z Portugalią w Poznaniu Krzysztof Lijewski. - A tu jeszcze pomogła nam widownia - dodał. Polacy wygrali wyraźnie i zagrają w styczniu w Serbii w Mistrzostwach Europy.

To był trudny mecz dla reprezentacji Polski, bo od czasu niepowodzenia na zimowych mistrzostwach świata w Szwecji mówi się, że wpadła w kryzys. Na dodatek eliminacje Mistrzostw Europy tez nie układały się dobrze. Dopiero po środowej wygranej z Ukrainą biało-czerwoni wyszli na pierwsze miejsce. - Ale gdybyśmy przegrali z Portugalią w Poznaniu, mogliśmy w ogóle nie awansować - zauważa trener Polaków Bogdan Wenta.

Wiceprezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce Bogdan Sojkin stwierdził, że taka sytuacja byłaby katastrofą. Polaków nie tylko mogło zabraknąć na dużej imprezie, ale zatrzasnęliby sobie drzwi do igrzysk w Londynie. A tak, po pokonaniu Portugalczyków i awansie, wciąż mogą zagrać w turnieju olimpijskim. - A Londyn jest kluczowy - mówi Krzysztof Lijewski.

Portugalia w piłce ręcznej brzmi dość egzotycznie, ale kraj ten zrobił ostatnio wielkie postępy. Sekcje piłki ręcznej mają wielkie portugalskie kluby, takie jak Sporting Lizbona, Benfica Lizbona czy FC Porto. Sporting zdobył nawet niedawno Challenge Cup, a młoda portugalska drużyna juniorów sięgnęła po wicemistrzostwo Europy. Seniorzy zatrudnili szwedzkiego trenera Matsa Olssona - byłego bramkarza reprezentacji Szwecji - i nie tylko nie byli słabeuszem w grupie, ale do niedzieli bili się o awans. Wcześniej ograli Słowenię, rozgromili Ukrainę, a Polska szczęśliwie z nimi zremisowała 27:27.

- Wtedy, w Portugalii nam udało się odrobić straty, których np. teraz w Poznaniu nie udało się z kolei odrobić Portugalczykom. To jest ta różnica. Tamten remis w Portugalii, uznawany za wpadkę, teraz nabrał innego znaczenia - komentuje trener Bogdan Wenta i dodaje: - Ważne, że po kolejnych eliminacjach znów jesteśmy na dużej imprezie. Nie dlatego, że ją organizujemy, tylko dzięki swojej walce.

Polacy wygrali z Portugalią dzięki dobrej obronie oraz temu, że już po 10 minutach meczu prowadzili bardzo wysoko, 7:1. Zespół Matsa Olssona próbował walczyć, zmniejszał te przewagę Polaków do trzech ,czterech bramek, ale już nigdy jej nie odrobił. Pod koniec meczu został jeszcze pogrążony kontrami i rozbity. - Ale i tak jestem dumny z tych chłopców, którzy są w większości dużo lżejsi i mniej potężni niż Polacy - stwierdził szwedzki trener, który nazwał Polskę zespołem ze ścisłej czołówki światowej.

A trener Wenta mówił: - Nie jest łatwo pracować z kadra, gdy niewiele mamy okazji do wspólnej gry i treningu. Zespół wykuwa się w boju, bo przerwa na kadrę jest niewiele. A na co dzień zawodnicy są obarczeni grą w swych klubach. Teraz np. jedziemy na wakacje, potem ruszają ligi i reprezentacja może skorzystać przed mistrzostwami w Serbii właściwie tylko z przerwy na przełomie października i listopada. W takiej sytuacji trudno jest np. wprowadzać do gry młodych chłopaków, nie ma kiedy dawać im szansy. Gdy walka idzie o duża stawkę, rozsądek nakazuje grać sprawdzonymi.

Akurat pod koniec meczu z Portugalczykami szanse debiutu dostał powołany awaryjnie w miejsce poważnie, jak się okazuje, kontuzjowanego Roberta Orzechowskiego gracz Stali Mielec Łukasz Janyst. Był bardzo szczęśliwy. - Ta kadra to grupa świetnych, zabawnych ludzi. Śmiejemy się cały czas, jest fajna atmosfera. Bardzo się cieszę, że tu trafiłam - mówił.

W Poznaniu nie grał także Karol Bielecki, który miał zabieg oka. - Nie zapominam jednak o nim i nie skreślam go - zaznacza Wenta. Dodał, że istotne dla niego teraz jest poszukanie w kraju ciekawego obrotowego. - Bo gramy tylko jednym - stwierdził.

Więcej o: