Jurasik: spokojnie, poradzimy sobie

Święta wojna z Kielc. - Oni również chcą złota tak bardzo jak my. Mówią, że zrobili swoje, ale wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. My jesteśmy faworytem, mistrzami Polski, zdobywcami pucharu. Z tych powodów powinniśmy, ale jesteśmy na to przygotowani - mówi kapitan Vive Targi Kielce.

Rozmowa z Mariuszem Jurasikiem

Paweł Matys: Jaki przewidujesz scenariusz tegorocznych finałów ze świętą wojną?

Mariusz Jurasik, rozgrywający mistrzów Polski: Nie mam pojęcia, co tu się może wydarzyć ( śmiech )... Na pewno życzyłbym sobie, byśmy wygrali jak najszybciej i jak najłatwiej, ale wiadomo, że Płock to nie jest byle jaki rywal. Już pokazał w tym roku, że trzeba się z nim liczyć. Przegraliśmy przecież z Orlenem Wisłą po prawie dwóch latach bez porażki w lidze i w dodatku przed własną publicznością. A to o czymś świadczy.

Ta porażka chyba wyszła wam na dobre, bo po niej gracie zdecydowanie lepiej, a co ważniejsze - z większym zaangażowaniem. Wracacie jeszcze myślami do tamtego starcia?

- Dzięki niemu mamy respekt przed przeciwnikiem. Oczywiście nie boimy się go, ale jesteśmy w pełni skoncentrowani, chcemy we wszystkich spotkaniach finałowych zagrać na maksimum zaangażowania, a nie tak jak wtedy w Kielcach. Bo wówczas trochę tego brakowało...

Ty chyba najlepiej wiesz, co robić w wielkim finale. Masz szansę na zdobycie już piątego złotego medalu mistrzostw Polski.

- Nie wiem wszystkiego, ale na pewno nie przestraszę się nikogo. Najważniejsze, bym ja i cała drużyna realizowali założenia taktyczne, które podpowie nam Bogdan Wenta. Musimy grać zespołowo, konsekwentnie. A jeśli będziemy robić to, co potrafimy najlepiej, to o wynik jestem spokojny. Nie będzie jednak z pewnością łatwo.

Trener Tomasz Strząbała, ale także m.in. szkoleniowiec Stali Ryszard Skutnik, przekonuje, że jesteście znakomicie przygotowani fizycznie.

- Tak, na taki miesiąc jak teraz, czyli maj, to jesteśmy wręcz świetnie. Moglibyśmy po wyczerpującym sezonie w lidze, pucharze i Lidze Mistrzów odczuwać już jego skutki, zmęczenie, a wyglądamy naprawdę nieźle. Jedynym minusem jest to, że ostatnio graliśmy mało spotkań o stawkę. O to się trochę boję... Na pewno znów będziemy musieli wchodzić w ten mecz z Płockiem. Mam nadzieję, że błyskawicznie to zrobimy, że pójdziemy odpowiednią ścieżką. Tak jak to było w ubiegłym sezonie.

Jest szansa, że dzięki świetnemu przygotowaniu zabiegacie Wisłę?

- Tam też mają zawodników, którzy śpią ( śmiech )... On też trenują ciężko. Nie liczymy na to, że będą słabo dysponowani. Liczymy, że to my lepiej wytrzymamy trudy meczowe, bo przecież musimy zagrać dwa spotkania pod rząd. I właśnie teraz się na nich skupmy, one są najważniejsze. Nie możemy tak myśleć, że wygramy w sobotę 20 bramkami, zabiegamy rywali. Bo potem może sytuacja się odwrócić i w niedzielę można np. dziesięcioma przegrać. Trzeba grać umiejętnie.

A jak wygląda wasze przygotowanie mentalne, bo na pewno te mecze rozegrają też się w głowach?

- Jestem o to spokojny. Zagraliśmy w tym składzie wiele meczów o stawkę zarówno w Polsce, jak i na arenie międzynarodowej. Będą spokój i rozwaga, jestem o tym przekonany.

Nafciarze podkreślają, że dla was stawka finałów jest dużo, dużo większa.

- Oni również chcą złota tak bardzo jak my. Mówią, że zrobili swoje, ale wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. My jesteśmy faworytem, mistrzami Polski, zdobywcami pucharu. Z tych powodów powinniśmy, ale jesteśmy na to przygotowani.

To co zobaczymy się na czwartym meczu w Płocku?

- Nie wiem, nie chcę gdybać. Wszystko ustawią dwa pierwsze mecze u nas. W Hali Legionów nie możemy się potknąć. Jeśli wygramy oba spotkania, to możliwe, że z Płocka przywieziemy złote medale.