Święto z pewnością, ale czy prawdziwa wojna?

Ostatnia kolejka rundy zasadniczej PGNiG Superligi: Vive Targi Kielce - Orlen Wisła Płock (Hala Legionów, niedziela, godz. 17.30). - Widzimy na treningach olbrzymie zaangażowanie zawodników. Pytają o Płock, każdy chce zagrać. Będziemy mieć duży ból głowy przy decyzji, kogo wybrać - mówi przed klasykiem Bogdan Wenta, trener Vive Targi Kielce..

Ktoś mógłby jednak twierdzić, że tym razem to nie żaden wyjątkowy pojedynek, święta wojna, ale zwykłe spotkanie dwóch ekip, które wyrastają ponad ligową przeciętność. I patrząc na aktualną formę obu zespołów, nawet można by znaleźć sporo argumentów na potwierdzenie takiego stanowiska. Jest też jednak kilka bardzo poważnych "ale"...

Po pierwsze, statystyka. Tak się składa, że na przestrzeni 36 lat zmagań siódemki z Kielc i Płocka rozegrały ze sobą dokładnie 93 ligowe pojedynki. I akurat przed tym ostatnim meczem rundy zasadniczej mamy remis - 43 zwycięstwa kielczan, 43 wygrane płocczan i siedem meczów bez zwycięzcy. Gospodarzom nadarza się okazja do wyjścia na samodzielne prowadzenie. - Mam nadzieję, że tak będzie ( śmiech ). W końcu cały czas ich gonimy i jest szansa wyjść na przód. Kibice czy eksperci rzeczywiście mogą uważać nawet, że taki wynik jest z góry przesądzony. Jeśli spojrzeć na nasz ostatni mecz, większość osób tak to właśnie interpretuje. Puchar Polski jest już jednak za nami, a przed nami kolejne najważniejsze spotkania w sezonie. Jeśli rzeczywiście jesteśmy zespołem lepszym, to musimy potwierdzić to w niedzielę - mówi Tomasz Rosiński, rozgrywający Vive Targi Kielce.

Czyli dochodzi argument drugi: na ten mecz motywacji nikomu nie brakuje, nie trzeba jej specjalnie szukać. - To jest taki przeciwnik, na którego zawsze mobilizujemy się podwójnie. Bo przecież w lidze Wisła jest wyjątkiem - z nimi trzeba się namęczyć. Poza tym rywale będą chcieli za wszelką cenę pokazać, że potrafią z nami walczyć. A raczej gorzej niż w Płocku już nie zagrają - dodaje popularny "Rosa". Wypada przy okazji zapytać, czy kielczanie mogą zagrać lepiej niż w pierwszej połowie finału pucharu. - Spisaliśmy się bardzo, bardzo dobrze, ale parę rzeczy nie wyszło. Dlatego coś można jeszcze poprawić - dodaje rozgrywający.

Trzecia wskazówka wyjątkowości to stawka spotkania. Mimo wszystko... Ten pojedynek kończy pierwszą część sezonu, czyli rozda numery rozstawienia przed decydującym play-offem. Z jednej strony ciężko myśleć, by nafciarzy było stać na ogranie kielczan wyżej, niż przegrali w pierwszej rundzie w Płocku (siedmioma bramkami) i zdobycie "jedynki" w tabeli. Z drugiej o swoje sami zamierzają zadbać kielczanie. - Widzimy na treningach olbrzymie zaangażowanie zawodników. Pytają o Płock od początku tygodnia, każdy z nich chce być na parkiecie. Po pracy, jaką wykonują wraz z Tomaszem Strząbałą [drugi trener Vive Targi Kielce - przyp. red.], będziemy mieć duży ból głowy przy decyzji, kogo wybrać do składu a komu powiedzieć nie. Mam też nadzieję, że nasi wybrańcy udowodnią, że chcą walczyć o miejsce w składzie i zasługują na nie - podkreśla trener Bogdan Wenta.

Nowe rozdanie jakby chciał też ogłosić sam szkoleniowiec. Przyzwyczaił, że lubi wracać do poprzednich spotkań swojej drużyny, jeszcze raz je analizować, ale tym razem o Nielbie Wągrowiec (wygrana jego zespołu 37:20) i Pucharze Polski z Wisłą (35:22) woli nie pamiętać. - Mamy tego samego rywala co przed dwoma tygodniami, według twierdzeń z jego obozu z wysokimi aspiracjami, ale musimy zapomnieć o Płocku. Jeszcze raz trzeba postawić takie same warunki, wówczas powinien paść interesujący nas rezultat - zaznacza Bogdan Wenta.

Ciągle o pucharowej porażce zdają się pamiętać za to w Płocku. Zawodnicy wydają się przygnębieni rozmiarami porażki w finale Pucharu Polski - nawet na wtorkowe spotkanie (czyli osiem dni po meczu) z kibicami przyszli smutni, przygaszeni. Sami nie wiedzieli, co się stało; nie byli w stanie odpowiedzieć na pytanie o przyczyny klęski. Dlatego pojawiły się nawet zarzuty o braku ambicji i woli walki w ostatnim spotkaniu z kielczanami.

A Lars Walther, duński szkoleniowiec wicelidera PGNiG Superligi, próbował nawet wstrząsnąć drużyną. W ostatnim spotkaniu z Zagłębiem Lubin dał odpocząć niektórym zawodnikom. Nie grał Adam Wiśniewski, a norweski rozgrywający Vegard Samdahl po kilku stratach szybko opuścił parkiet. Do tego wykluczony jest występ bramkarza Marcina Wicharego. Czeka on na wyniki badań kontuzjowanego kolana. - Staraliśmy się zrobić jak najwięcej, żeby zanalizować to, co się stało w ostatnim spotkaniu przeciwko Vive Targi Kielce. Teraz trzeba po prostu przyjechać do Kielc, wyjść na boisko i powalczyć o jak najlepszy rezultat - mówi Krzysztof Kisiel, drugi trener Orlen Wisły Płock.

Bukmacherzy nie mają jednak wątpliwości, jak zakończy się 94. ligowa święta wojna. Kielczanie są murowanym faworytem pojedynku 22. kolejki. W internetowej firmie Tobet na wygraną gospodarzy jest rzadko spotykany kurs (zwłaszcza w meczu, w którym przecież spotykają się dwie najlepsze drużyny rozgrywek) - zaledwie 1,06. Po przewidzeniu wiktorii Płocka można wygrać 11 zł (za każdą złotówkę), za remis aż 15.

Kielczanie starają się dopilnować każdego szczegółu, by cieszyć się w niedzielę ponownie. Bertus Servaas apeluje: - Ubieramy się na żółto co do jednej osoby! I to nieważne, gdzie kto siedzi - czy na sektorze zazwyczaj najbardziej żółtym, czy w sektorze VIP. Czy jest dzieckiem, czy osobą dorosłą. W niedzielę chciałbym zobaczyć całą halę w żółtym kolorze.

pawel.matys@kielce.agora.pl