Michał Jurecki: Oszczędzać się nie umiem

Piłka ręczna. - Jestem takim typem zawodnika, że nawet jeśli coś mnie boli, to idę dalej. I teraz będzie podobnie! Nie mam żadnej blokady psychicznej. Widać to na treningach, a w meczu będzie tak samo - zapowiada przed świętą wojną rekonwalescent Michał Jurecki.

Paweł Matys: Na świętą wojnę w lidze wraca po długiej przerwie Michał Jurecki. To oznacza, że Vive Targi Kielce może wypaść jeszcze lepiej niż w Final Four w Płocku?

Michał Jurecki, rozgrywający Vive Targi Kielce: Wracam, ale jeszcze nie jestem w optymalnej formie, w takiej, jakiej chciałbym być. Nie spodziewam się, bym odegrał większą rolę w tym spotkaniu. Mam nadzieję jednak, że wejdę choćby na krótko na parkiet, że dostanę szansę od Bogdana Wenty zaprezentowania się kieleckiej publiczności. W obronie pracuję już normalnie, na pełnych obrotach. W ataku jest jeszcze rezerwa, bo ręka nie jest w 100 procentach sprawna. W końcu cztery tygodnie praktycznie nie mogłem nią ruszać. Lekarz powiedział, że czasem może mnie boleć, ale dał pozwolenie na grę. Muszę tylko jeszcze trochę uważać.

Znając ciebie, trudno przypuszczać, byś się oszczędzał.

- To prawda ( śmiech ). Grałem już przecież ze złamanym nosem i nie przeszkadzało mi to. Jestem takim typem zawodnika, że nawet jeśli coś mnie boli, to idę dalej, można rzec: nawet na "trupa" ( śmiech ). Nie boję się kontaktu z rywalem, obojętnie, gdzie dostaję: w plecy, brzuch, żebra, głowę. I teraz będzie podobnie! Nie mam żadnej blokady psychicznej. Widać to na treningach, a w meczu będzie tak samo.

Jak może ułożyć się kolejna święta wojna?

- Jesteśmy bardzo skoncentrowani i nie lekceważymy rywala. W finale Pucharu Polski każdy dał z siebie wszystko, nawet 200 procent możliwości. Jeśli chcemy powtórzyć tak dobry wynik lub zbliżyć się do niego, to trzeba teraz po prostu zrobić to samo. Koncentracja to podstawa sukcesu.

Zawodnikom z Płocka trochę samoocena po PP spadła. Przed turniejem w Płocku mówili, że są w stanie was pokonać, a teraz Adam Wiśniewski przyznał nawet, że oba zespoły dzieli przepaść...

- Często tak jest, że zapowiedzi w mediach są szumne, zawodnicy mówią, że wygrają, ale potem boisko wszystko weryfikuje. I tak było w Płocku. Musimy jednak też pamiętać o tym, że w meczu ligowym w Orlen Arenie do 40. minuty był remis, a starcie było wyrównane. Zobaczymy, jak teraz to wszystko się ułoży... Myślę jednak, że mamy sporo atutów i pojedynek zakończy się korzystnym dla nas wynikiem.

Wisła po pucharowej lekcji to nieco zagadka. Do tego w meczu ligowym z Zagłębiem nie wystąpili: Marcin Wichary, Adam Wiśniewski i Norweg Vegard Samdahl.

- Nawet o tym nie wiedziałem. Słyszałem za to, że bardzo dobrze na środku rozegrania spisał się młody Kamil Mokrzki. A być może odsunięcie tych zawodników to taki sposób Larsa Walthera? Może chce, by wzięli się do większej roboty? I tak obojętnie, jakim składem Płock przyjedzie. Nie będziemy na to patrzeć. Mamy wygrać i tyle.