Przed pucharem w Płocku. Powrót "wojny"?

Piłka ręczna. Najważniejsze sportowe pytanie weekendu: Wisła Płock po raz 11. czy Vive Targi Kielce po raz ósmy? - Jestem dobrej myśli, zawodnicy mają olbrzymie chęci, będzie dobrze - przekonuje Bogdan Wenta, trener tych drugich, przed turniejem finałowym Pucharu Polski w Płocku.

Jego zespół jedzie tam po pierwszy w tym roku wielki cel - trzeci z rzędu Puchar Polski. W poprzednich dwóch latach to trofeum kielczanie zdobywali wyjątkowo łatwo. Dwukrotnie byli zdecydowanie lepsi od Zagłębia Lubin - przed rokiem w Lublinie wygrali 38:27, a w 2009 roku we Włocławku 26:16.

Teraz mistrzowie Polski nie spodziewają się łatwej przeprawy. Mowa jednak wyłącznie o decydującym spotkaniu na gorącym terenie z Orlenem Wisłą. Bo tylko kataklizm mógłby sprawić, by te zespoły nie zmierzyły się w finale (zaplanowano go na niedzielę o godz. 17.30, trzy godziny wcześniej pojedynek o trzecie miejsce). W pierwszych meczach Final Four obaj dominatorzy z krajowego podwórka mają mniej wymagających rywali - płocczanie zmierzą się z dziesiątym w PGNiG Superlidze Reflexem Miedzią Legnica (sobota godz. 17), a Vive Targi Kielce z szóstą Warmią Anders Group Społem Olsztyn (godz. 19). - Padają pytania o Wisłę, a dlaczego nie mówimy o wcześniejszych pojedynkach? Nie zapominajmy, że my najpierw mamy przed sobą Olsztyn. I to na nim musimy się skoncentrować, bo inaczej popełnilibyśmy olbrzymi błąd. Dopiero od sobotniego wieczoru będziemy myśleć o kolejnym rywalu. A to dostatecznie dużo czasu - mówi Bogdan Wenta, trener Vive Targi Kielce.

Bez względu na profesjonalizm (i kurtuazję) w podejściu kielczan ciężko spodziewać się, by żaden z wielkich rywali po raz kolejny nie umieścił pucharu w klubowej gablocie. Historia mówi wiele: w ostatnich 16 latach rozgrywki te były praktycznie ich wewnętrzną sprawą - aż dziewięć razy wygrywała Wisła, sześć Vive, tylko raz Warszawianka (w 2002 roku). Do tego płocczanie trzy razy zajmowali drugie miejsce, a kielczanie aż siedmiokrotnie.

Gospodarze imprezy w Orlen Arenie, podopieczni Larsa Walthera, są pewni siebie - otwarcie zapowiadają, że chcą zgarnąć trofeum u siebie. I to mimo faktu, że ostatni raz "świętą wojnę" wygrali blisko dwa lata temu - 23 maja 2009 roku (trzeci mecz przegranego ostatecznie przez nich finału mistrzostw Polski). Potem ponieśli siedem kolejnych porażek - pięć w lidze i dwie w pucharze. Andrzej Miszczyński, prezes płockiej siódemki, twierdził jednak w środowej "Gazecie", że Wisła z listopada 2010 (wtedy miała miejsce jej ostatnia porażka z kielczanami, na otwarcie płockiego 5,5-tysięcznika, 27:34) i ta obecna z marca 2011 to zupełnie inne, nieporównywalne drużyny. Jego zdaniem ta ekipa wystrzeliła w górę, a poziom mającego handicap za występy na arenie międzynarodowej Vive niewiele się podniósł. Swoje dorzucił też lewoskrzydłowy Wisły Adam Wiśniewski. - Mam nadzieję, że ich szkoleniowiec popełni jakieś błędy. W tym sezonie już trochę krytyki na niego spadło - mówił na naszych łamach.

Co na to wywołany do odpowiedzi Wenta? - Nie interesuje mnie to, co mówi pan Adam Wiśniewski. Ma prawo wypowiadania się: po to są gazety i szklane okienko w telewizorze... My mamy swoją drogę, jesteśmy konsekwentni. Bardziej interesuje mnie, jak prezentuje się mój zespół - odpowiada kielecki szkoleniowiec.

"Bojowe" stwierdzenia "nafciarzy" nie robią też wrażenia na jego zawodnikach. - Rywale są głodni sukcesu. A mają prawo mówić, co chcą. I nas to cieszy, że spróbują nas ograć. Przynajmniej wreszcie będzie ciekawie... Ale trzeba pamiętać, że puchar od dwóch lat należy do nas. Dlatego zamierzamy tam jechać i po prostu znów go zdobyć - odpowiada Tomasz Rosiński. Docenia jednak zmiany na plus w ekipie odwiecznego rywala. - Widać u nich pracę trenera, grają z każdym spotkaniem coraz pewniej. W listopadzie musieli też sobie radzić bez prawego rozgrywającego Słoweńca Bostjana Kavasa. A to ważne ogniwo w ich zespole, z nim czują się świetnie - podkreśla kielecki rozgrywający, który - jak zapowiadał - pozbył się bólu w plecach.

Poza spokojnie dochodzącym do zdrowia Michałem Jureckim tylko on i kołowy Daniel Żółtak (gra ze złamanym kciukiem) nie są w kieleckim zespole w pełni sił. - Sytuacja kadrowa jest bardzo dobra, każdy chce grać, zawodnicy wykazują olbrzymie chęci - przyznaje Wenta.

Mecze półfinałowe oraz wielki finał Pucharu Polski pokaże Polsat Sport.

Kto zdobędzie Puchar Polski: Vive po raz 8. czy Wisła po raz 11?