Adamuszek: Sprawdzam wyniki kielczan

- Na pewno nie poddam się bez walki. Powiem więcej, sumienie by mnie zabiło, że nie powalczyłem o miejsce w składzie w Kielcach - mówi Michał Adamuszek, wypożyczony z mistrza Polski, rozgrywający MMTS-u Kwidzyna.

Rozmowa z Michałem Adamuszkiem

Paweł Matys: Dla ciebie ten pierwszy mecz ligowy po przerwie jest podwójnie wyjątkowy. Zagrasz przeciwko drużynie, z której jesteś wypożyczony.

Michał Adamuszek: Choćbym chciał, to nie mogę zaprzeczyć... Rzeczywiście to będzie mecz z nutką dodatkowych emocji, aczkolwiek teraz jestem zawodnikiem Kwidzyna i to dla niego walczę z całych sił. Chcę pomóc MMTS-owi w osiągnięciu jak najlepszych wyników. Bo przecież kielczanie mają tak silny skład, że teraz mojej pomocy nie potrzebują (śmiech).

W tym sezonie nie oglądamy chyba tej najlepszej wersji Michała Adamuszka, takiej do której przyzwyczailiśmy się w ubiegłym sezonie. Dlaczego?

- Sam nie wiem... Z pewnością jakiś wpływ na moją formę miała kontuzja stopy, którą odniosłem w październiku. W meczu ligowym, ale nawet nie pamiętam z kim wtedy graliśmy. Przeszkadzało mi to w grze, miałem zabiegi, a potem przerwę. Świąteczny czas solidnie jednak przepracowałem i teraz jest już zdecydowanie lepiej. Będę już grał na równym, wysokim poziomie.

Zwyżkę formy zasygnalizowałeś na ostatnim turnieju kontrolnym w przerwie na MŚ, u siebie w Kwidzynie. W trzech spotkaniach zdobyłeś 24 bramki, zostałeś królem strzelców.

- Rzeczywiście dobrze mi się grało. Jak już powiedziałem, wpływ miała świąteczna praca. To plus mocne treningi dało efekty.

Śledzisz to, co się dzieje na rynku transferowym w Kielcach?

- Pewnie, że tak. Regularnie sprawdzam wiadomości z Vive Targi Kielce, patrzę na ich wyniki, strzelców bramek.

Sprowadzenie Grzegorza Tkaczyka i Urosa Zormana zrobiło na tobie wrażenie?

- Nie są to dla mnie dobre wiadomości, bo przecież obaj są rozgrywającymi. Ale trudno, nic teraz nie mogę na to poradzić. Pozostaje mi teraz grać w Kwidzynie jak najlepiej, pokazywać swoje możliwości. A czas pokaże, co będzie dalej.

A przy takiej konkurencji na lewym rozegraniu myślisz jeszcze o Kielcach?

- Szczerze mówiąc to na razie o tym... nie myślę. Miałem inne zmartwienia, chociażby kontuzję. Podstawą było dla mnie wrócić do wysokiej formy. Pewnie pod koniec rozgrywek już będę myślał, gdzie zagram w nowym sezonie, ale zostało jeszcze sporo czasu. Chciałbym grać w Kielcach pod warunkiem, że dostanę tam dłuższą szansę, ale to bardziej zależy od Bertusa Servaasa i Bogdana Wenty.

Nie wierzę jednak, że zadowolisz się z rolą najwyżej trzeciego, czyli często lądującego na trybunach. Bo przecież palmę pierwszeństwa będą mieć Michał Jurecki i Tkaczyk.

- Na pewno chciałbym grać, a nie jest powiedziane, że od razu skazany byłbym na pozycję numer trzy. Przecież różnie jest z formą, a czasem też są kontuzje, słabsze dyspozycje, kryzysy. To jest tylko sport. Nie poddam się bez walki. Powiem więcej, sumienie by mnie zabiło, że nie powalczyłem o miejsce w składzie.

Jedziecie do Kielc, by...

-... Spróbować zagrać dobry mecz, ale będzie bardzo ciężko. Mamy bowiem olbrzymie kłopoty kadrowe. W ostatnich sparingach grało nas tylko dziesięciu. Jednak jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu i wierzę, że damy radę. Będziemy walczyć w Kielcach. Mam nadzieję, że każdy z nas da z siebie wszystko, żebyśmy mogli spokojnie spojrzeć sobie w twarz.