Tłuczyński: uwaga na kolektyw

- Francuzi znakomicie umieją motywować się na mecze o takim wymiarze gatunkowym. Dla nich piłka ręczna jest grą widowiskową, zabawą, ale też dużą odpowiedzialnością - mówi Andrzej Tłuczyński, ekspert od francuskiego szczypiorniaka, który w latach 80. i na początku 90. grał z powodzeniem nad Sekwaną.

Rozmowa z Andrzejem Tłuczyńskim*

Paweł Matys: Zapytam wprost: Francuzi mają w ogóle jakąkolwiek szansę w Kielcach?

Andrzej Tłuczyński: Zawsze wychodzę z takiego założenia, że dopóki sędzia nie odgwiżdże końca meczu, to każdy z każdym może wygrać, przegrać i zremisować. Najlepszym przykładem jest nasze Vive Targi Kielce w ostatnim meczu w Barcelonie. Mało kto spodziewał się remisu [28:28], a tymczasem udało się z Hiszpanii wrócić z punktem. Zresztą Francuzi też są potwierdzeniem tej tezy, bo nikt nie stawiał na nich w wygranym meczu u siebie z Barceloną [27:26].

To oni byli największym dotąd zaskoczeniem tegorocznych rozgrywek w grupie A. Ale teraz ten atut chyba już stracili.

- Oczywiście że to oni są czarnym koniem. Nikt nie wierzył, że są w stanie włączyć się do walki o awans. Każdy myślał raczej, że będą na ostatnim miejscu w tabeli. Wygrali z "Barcą", ale według mnie głównie z tego powodu, że Katalończycy ich zlekceważyli. Potem pokonali też Celje [30:24], ale już w rewanżu gładziutko przegrali [27:35], bo Słoweńcy dobrze ich poznali. Kielczanie muszą jednak podejść do gry bardzo poważnie. Przede wszystkim trzeba zapomnieć o ubiegłorocznych, łatwych zwycięstwach. Nie można ich zlekceważyć choć na chwilę, Chambery to jest nieco inny zespół niż w tamtym czasie.

Co jest jego najmocniejszą stroną?

- Bez dwóch zdań kolektyw. Zawsze grają bardzo zespołowo, a to niezwykle ważna sprawa. Nie ma u nich jakichś wyróżniających się zawodników, gwiazd, na których spoczywałaby większa odpowiedzialność. I to jest ich siłą.

To mecz o wszystko dla obu drużyn. Jak ten fakt może wpłynąć na Chambery?

- Rzeczywiście, waga tego spotkania jest spora. Dla nich to ostatnia szansa, by być w najlepszej szesnastce, bo potem czekają ich trudne spotkania. Oni jednak znakomicie umieją się motywować na mecze o takim wymiarze gatunkowym. Wystarczy dać kolejny przykład - ich zwycięstwo w lidze z wielkim Montpellier. Dla Francuzów piłka ręczna jest grą widowiskową, zabawą, ale też w pewnym sensie równocześnie dużą odpowiedzialnością. Na pewno łatwo skóry nie sprzedadzą.

Mogą czymś zaskoczyć?

- Jedynie bardzo agresywną, wysoką obroną. Wydaje mi się, że staną bardzo blisko siebie i będą chcieli maksymalnie utrudnić grę Mariuszowi Jurasikowi, który świetnie potrafi grać z kołem. Być może za to pozwolą rzucać Michałowi Jureckiemu. Jednak w ataku nie spodziewam się z ich strony jakichś fajerwerków.

Co radziłby pan kieleckiej drużynie?

- Zagrać podobnie jak w Hiszpanii lub u siebie z "Lwami". To znaczy z głową, bardzo odpowiedzialnie, jak to się mówi - wyłączyć wszystkie głupoty. Podstawa to konsekwencja w ataku pozycyjnym. Nie trzeba się spieszyć, rzucać z nieprzygotowanych pozycji. Takie podejście może zdenerwować Francuzów. O obronę kielczan jestem spokojny, bo ta z Danielem Żółtakiem, Piotrem Grabarczykiem i Michałem Jureckim dobrze funkcjonuje. Chambery nie dysponuje zresztą dużym zagrożeniem z drugiej linii. Polegają na technice, sporo akcji rozwiązują indywidualnie.

Kto wygra w niedzielę?

- Spodziewam się ciekawego, zaciętego spotkania. Wielką rolę odegra psychika. Uważam bowiem, że jeśli jedna drużyna nagle pęknie, to już wszystko poleci i nie podniesie się do samego końca. Jestem oczywiście lokalnym patriotą, dlatego uważam, że wygra Vive. Trudno powiedzieć, jakim stosunkiem bramkowym. Ale myślę, że dwoma lub więcej bramkami. Wówczas będziemy mieć z nimi lepszy bilans z bezpośrednich spotkań.

Andrzej Tłuczyński urodził się 11 sierpnia 1952 roku w Skierniewicach. Karierę rozpoczynał jako koszykarz, potem zajął się szczypiorniakiem. Występował we Francji w latach 1984-1990, a potem 1991-1992. Najpierw w Creteil, z którym po raz pierwszy w historii klubu dotarł do finału krajowego pucharu. Trzykrotnie został też królem strzelców ligi francuskiej. Co ciekawe, na dwóch pozycjach - rozgrywającego i kołowego. Potem przeniósł się do Pontault-Combault. Po powrocie do Polski w 1993 roku zdobył mistrzostwo z Iskrą Kielce, a rok później brąz już jako II trener. W reprezentacji Polski rozegrał 144 spotkania.