Wielcy od zawsze

Sylwetka rywala Vive Targi. ?Zwycięzca grupy B Ligi Mistrzów? - taki napis otwiera oficjalną stronę MKB Veszprem KC. To tylko ostatni z sukcesów w bogatej kolekcji wizytówki klubowej węgierskiej piłki ręcznej

Na miano ikony węgierska ekipa pracuje supersolidnie. Wystarczy powiedzieć, że klub, który przez lata występował pod nazwą Fotex Veszprem, istnieje ledwie 33 lata, a na krajowym podwórku w tym czasie zdobył już 35 (!) trofeów. Składa się na to 17 tytułów mistrzowskich (pierwszy w 1985 roku, w tym stuleciu Veszprem króluje już nieprzerwanie) oraz jeden więcej Puchar Węgier (zaczęto je kolekcjonować w 1984 roku).

Dorobek z europejskich aren jest równie imponujący. W 14 ostatnich występach w Champions League Veszprem tylko raz nie wyszedł z fazy grupowej (w sezonie 2007/2008), ale i to powetował sobie błyskawicznie, zdobywając na koniec tych samych rozgrywek inne trofeum - Puchar Zdobywców Pucharów. Kosztem Polaków, a konkretnie Mariusza Jurasika, Karola Bieleckiego, Grzegorza Tkaczyka i Sławomira Szmala, z których "Lwami" w finałowym dwumeczu najpierw zremisował na wyjeździe 28:28, a potem wygrał 37:32 u siebie.

Znakomite występy były jednak najczęściej w Lidze Mistrzów. Ten najlepszy miał miejsce w sezonie 2001/2002. Zakończył się wielkim finałem przegranym nieznacznie z Magdeburgiem (25:30 w Niemczech i "tylko" 23:21 w domu). Do tego dwa półfinały - w 2003 roku i przed czterema laty - w których za każdym razem finał zabierał im hiszpański Portland San Antonio.

W tym stuleciu Veszprem zawsze awansował przynajmniej do ćwierćfinałów LM! W ostatnim sezonie zatrzymał go właśnie w 1/4 późniejszy zdobywca trofeum Ciudad Real (najpierw 32:29 dla Węgrów, potem 29:24 dla Hiszpanów). Nic więc dziwnego, że trener Lajos Mocsai w rozmowie publikowanej na stronie europejskiej federacji nie kryje, że w tym sezonie chce zrobić krok dalej i zagrać w maju w Final Four. Choć równocześnie zaznacza, że takie same marzenia może mieć nawet 12 z 16 zespołów grających w fazie pucharowej...

Węgrzy do walki o najwyższe cele mocno się przygotowali. Pisanie "Węgrzy" jest jednak nieco mylące, bo obecny zespół jest wręcz naszpikowany znakomitymi graczami z Bałkanów. Do tego przed sezonem aż trzech węgierskich kadrowiczów odeszło z drużyny - lewy rozgrywający Ferenc Ilyes (przeniósł się do niemieckiego Lemgo), grający na tej samej pozycji eksgracz Barcelony Barna Putics (słoweński Cimos Koper) oraz kołowy Gyula Gal (Croatia Osiguranje Zagrzeb).

Trudno jednak mówić o stratach, skoro w drugą stronę przywędrowało czterech kadrowiczów. Po jednym z Węgier (bramkarza Nandora Fazekasa sprowadzono ze zdobywcy Pucharu Federacji VfL Gummersbach), Chorwacji (znakomitego kołowego Renato Sulicia, który opuścił w tym celu Celje Pivovarna Lasko), Bośni (rozgrywającego Mirsada Terzicia) oraz Serbii (Milana Markovicia). Ten ostatni to gracz leworęczny, a z nimi w tym sezonie Veszprem ma spory problem (jedyny?). Musi sobie bez nich radzić od trzech miesięcy! Kontuzjowany jest bowiem nie tylko wspomniany Marković, ale także snajper numer jeden Serb Marko Vujin.

Przebieg rehabilitacji tego ostatniego jest ciekawy. Kontuzji nabawił się w październiku podczas meczu Serbów z... Węgrami. Pierwsza diagnoza była bardzo niekorzystna - uszkodzone przednie wiązadła krzyżowe w prawym kolanie. Pod koniec ubiegłego roku już po rozpoczęciu leczenia zawodnik wybrał się jednak do ojczyzny i po powrocie z niej i dodatkowych konsultacjach oświadczył, że jest w stanie wrócić do zajęć w... dwa tygodnie. Jeszcze w grudniu okazało się jednak, że optymizmu serbskich specjalistów nie podzielają ich koledzy z Węgier. I mieli rację, bo skończyło się ostatecznie na operacji. Vujin realny powrót do gry zaplanował na końcówkę pierwszego kwartału tego roku. Teraz wszystko przebiega już planowo - we wtorek po raz pierwszy pojawił się na zajęciach MKB. W sobotę w Kielcach oczywiście jeszcze nie zagra.

Kieleccy kibice dobrze pamiętają, że losy ich ulubieńców i Veszprem już się w Lidze Mistrzów skrzyżowały - podczas poprzednich gier kielczan w tym elitarnym gronie w sezonie 2003/2004. Ze strony gości tamte starcia pamiętają bramkarz Fazekas, skrzydłowi Georgo Ivancsik i Peter Gulyas oraz zbliżający się już wtedy do końca kariery obecnie drugi trener Istvan Csoknyai. To samo mógłby powiedzieć jeszcze naturalizowany Kubańczyk Carlos Perez, ale akurat wtedy leczył poważny uraz. Ze strony kieleckiej starcia z ówczesnym Foteksem (m.in. ze znakomitymi Arpadem Sterbikiem, Mirdzą Dzombą i supersnajperem Kiriłem Lazarowem) wspominać mogą tylko dwaj zawodnicy z obecnej ekipy: Patryk Kuchczyński i Piotr Grabarczyk.

MKB to teraz już pewny zwycięzca grupy B Champions League (osiem kolejnych wygranych po porażce na inaugurację na wyjeździe z Rhein-Neckar Löwen) oraz niepokonany lider Budapest Bank Liga. 18. z rzędu zwycięstwo miało miejsce w środę na wyjeździe z przeciętnym Balatonfüredi (ósme miejsce w tabeli). Równie łatwe jak wszystkie poprzednie. Gospodarze opierali się 14 minut. Zaczęli od 1:0, na co Veszprem odpowiedział czterema bramkami z rzędu. Gdy znów się zbliżyli (6:7 pod koniec pierwszego kwadransa), mistrzowie Węgier powtórzyli wyczyn z otwarcia.

Balatonfüredi KSE - MKB Veszprém KC 19:30 (9:17)

Veszprem: Fazekas (10 udanych interwencji), Andorka (3) - Vilovski 3 bramki w 3 próbach, Gulyas 0/3, G. Ivancsik 9/12 (3/3 z karnych), T. Ivancsik 1/2, Perez 5/9, Łushnikow 1/1, Eklemović 5/10, Lapcević 1/1, Terzić 3/8, Sulić 1/2.