Po co Polsce mistrzostwa, wystarczy dyrektor

Po nas nie będzie nic - prognozował w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" przed mistrzostwami Europy Karol Bielecki. Martwił się, że sukcesy ponadprzeciętnie zdolnego pokolenia piłkarzy ręcznych nie napędzają rozwoju dyscypliny, załamywał ręce nad stęchlizną w jej władzach, którą zagarnęli "działacze tkwiący w swoich układach".

Surowa recenzja, w naszym sporcie brzmiąca wręcz banalnie, a przecież na czele Związku Piłki Ręcznej w Polsce pręży się wspaniały okaz dyrektora z zawodu, który sprawdził się już na wielu odcinkach. Był lub jest Andrzej Kraśnicki prezesem Klubu Sportowego "Posnania", wiceprzewodniczącym rady nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, wiceprezesem Stowarzyszenia Wielkopolskich Pozytywistów, prezesem Polskiej Konfederacji Sportu, aż wreszcie - przepraszam, jeśli coś pominąłem - dochrapał się kierowania ZPRP.

Przedwczoraj Kraśnicki zabrał głos, bo trener Bogdan Wenta nieostrożnie zażądał, aby związek ubiegał się o organizację w naszym kraju mistrzostw Europy (najwcześniej w 2014 r.) lub świata (2015). Prezes jako działacz dynamiczny i o szerokich - co widać w CV - horyzontach natychmiast sprowadził porywczego selekcjonera na ziemię, zwracając uwagę na barierę nie do przeskoczenia - marną infrastrukturę.

Mimo marnej infrastruktury zorganizowaliśmy już ME siatkarek i ME koszykarzy, wkrótce zorganizujemy jeszcze ME futbolistów i MŚ siatkarzy. Czyżby zatem pesymista Bielecki słusznie przewidywał i tylko szczypiorniści nie mieli nic? Nie całkiem. Założę się, że kiedy on zakończy karierę, były piłkarz ręczny Kraśnicki wciąż będzie gdzieś dyrektorował.

Przeczytaj kuriozalną wypowiedź prezes związku piłki ręcznej ?