Już w półfinale Pucharu Polski rozgrywanego w Kaliszu doszło do przedwczesnego finału z udziałem dwóch zdecydowanie najlepszych polskich drużyn ostatnich lat: Orlen Wisły Płock oraz Industrii Kielce. Płocczanie osłabieni brakiem Dawida Dawydzika, Przemysława Krajewskiego i Mihy Zarabeca niespodziewanie łatwo wygrali 30:25. "Orlen Wisła Płock w finale Pucharu Polski! Drużyna wzięła rewanż za ubiegłoroczną porażkę w tych rozgrywkach z Industrią Kielce. Ba, od samego początku miała kontrolę nad spotkaniem. Na przerwę schodziła z komfortowym prowadzeniem. Była w stanie opanować również nerwy, które pojawiły się na początku drugiej partii i znów zdominowała rywala" - pisała w relacji z meczu Agnieszka Piskorz ze Sport.pl.
Mistrzowie Polki już z Zarabecem i Krajewskim w składzie w finale zmierzyli się z drużyną PGE Wybrzeże Gdańsk prowadzoną przez Patryka Rombla, byłego trenera reprezentacji Polski. Faworyci do przerwy prowadzili 16:13. Gdańszczanie w na początku drugiej połowie wciąż mocno walczyli. W 38. minucie po trafieniu z rzutu karnego Filipa Michałowicza przegrywali zaledwie 17:18. Wtedy nastąpił kluczowy moment spotkania. Kolejne dwanaście minut gry Płocczanie, którzy mieli szerszą i lepszą ławkę rezerwowych, wygrali 9:5 i po golu z karnego francuskiego rozgrywającego Melvyna Richardsona prowadzili aż 27:22.
- Czy to jest ten moment, w którym poznajemy zwycięzcę Pucharu Polski? - mówił wtedy komentator Polsatu Sport, a trener Rombel poprosił o czas. Niewiele to dało, bo jego zespół nie potrafił odrobić strat i przegrał 25:31.
MVP w swoich drużynach wybrani zostali dwaj kołowi: Abel Serdio (Płock) i Damian Domagała (Gdańsk)
Orlen Wisła Płock odzyskała Puchar Polski, który stracił rok temu na rzecz kieleckiej siódemki. To 14. wygrany PP w historii klubu i czwarty w ostatnich pięciu latach. Kielczanie mają aż osiemnaście zwycięstw.
Zobacz także: Wydali pół miliarda na transfery. Wszystko na marne. Kompromitacja