Reprezentantki Polski nie muszą walczyć o miejsce na tegorocznych mistrzostwach Europy, bo są współgospodyniami. Nie siedzą jednak bezczynnie, bo rywalizowały w rozgrywkach EHF EURO Cup 2026. Miały szanse nawet na to, by dostać się do Final Four, ale wyzwaniu nie podołały.
W niedzielę Biało-Czerwone grały z Rumunią. To właśnie z nią walczyły o zajęcie drugiego miejsca w grupie, które dawałoby awans. Wiadomo było, że cel zrealizują tylko wtedy, gdy pokonają rywalki i to różnicą minimum pięciu bramek. Zadanie wydawało się trudne, ale możliwe do wykonania.
Polki zaczęły jednak fatalnie. Najgorzej, jak to było możliwe. Już po siedmiu minutach przegrywały 0:5. Były bardzo nieskuteczne w ataku, z czego rywalki błyskawicznie korzystały, przeprowadzając kontry. I choć Polki w końcu zaczęły punktować, to wciąż nie potrafiły nawiązać kontaktu z Rumunią. Ta wyglądała tak, jakby była o kilka poziomów wyżej od Biało-Czerwonych. Pierwsza połowa zakończyła się porażką naszych rodaczek - 15:21.
Wygrana wciąż była możliwa, ale zadanie wydawało się piekielnie trudne. Polska potrzebowała właściwie cudu. Ten nie nadszedł. Biało-Czerwone było stać tylko na to, by zbliżyć się do rywalek na maksymalnie trzy bramki. Mecz finalnie zakończył się przegraną naszej kadry 34:38. Najwięcej bramek dla zespołu znad Wisły zdobyła Aleksandra Rosiak - osiem.
Zobacz też: Zapadła decyzja ws. kobiet transpłciowych. Mistrzyni reaguje. "Wielki cios".
Co ten wynik oznacza dla losów Polek? To już koniec ich przygody z rozgrywkami. Zajęły trzecie miejsce w grupie z dorobkiem czterech punktów po sześciu spotkaniach. Dwa z nich wygrały, a w pozostałych poniosły porażki. Do Final Four oprócz Rumunii z tej grupy awansowała również Norwegia.