Fantastyczny mecz Wisły Płock w Lidze Mistrzów! Ależ niespodzianka

Orlen Wisła Płock całkowicie zaskoczyła węgierski Telekom Veszprem. Gospodarze zagrali perfekcyjnie w ataku i w obronie, praktycznie nie mieli slabych punktów. Wicemistrz Polski zasłużenie wygrał z węgierskim gigantem 37:30 i pozostał w grze o fazę pucharową Ligi Mistrzów. Wisła sprawiła dużą niespodziankę, ale jej zawodnicy mówili po meczu, że od rana czuli, że to będzie ich wieczór w Orlen Arenie.

W tej edycji Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych Wiśle Płock po prostu nie idzie. Wygrała zaledwie dwa z dziewięciu spotkań i w tym momencie żegnałaby się z rozgrywkami po fazie grupowej. Ale z węgierskim Telekomem Veszprem płocczanie wspięli się na wyżyny swoich możliwości, grając najlepszych mecz od dawna.

Zobacz wideo Listkiewicz dostał kontrę. Jaśniej się nie da. "Tragedia ludzka i groby"

Wisła Płock jak w transie

Wicemistrz Polski bardzo dobrze wszedł w ten mecz. Szybko rzucił dwa gole i miał względną przewagę nad Węgrami. Veszprem był kontakcie z Wisłą do stanu 5:5. Od tego czasu na parkiecie przede wszystkim istnieli gospodarze.

Polski zespół czuł się bardzo dobrze w ataku pozycyjnym, w których szukał różnych rozwiązań i zachowywał wysoką skuteczność. Do tego miał szczelną obronę i świetnie broniący duet bramkarzy. Szczególnie między słupkami czarował Marcel Jastrzębski, który w samej pierwszej połowie miał aż siedem skutecznych interwencji. Dzięki temu płocczanie odskoczyli na pięć goli. Potem kontrolowali przewagę i do przerwy było 18:11. Przy takiej pewnej grze nie mieli prawa tego wypuścić.

W drugiej połowie Płock kontynuował swoją mądrą i skuteczną grę. Utrzymywał przewagę, a przez moment nawet ją zwiększył do ośmiu goli, prowadząc 21:13.

Ale wtedy Veszprem wzięło się do roboty. Węgrzy zaczęli grać szybciej w ataku i lepiej rzucali. Płocka maszyna w ofensywie na moment się zacięła. Zrobiło się 24:21, Polacy musieli odczuć oddech rywali na plecach.

Ale wtedy dobre akcje przeprowadzili Lovro Mihić i Miha Zarabec. Rzuty Chorwata były bardzo efektowne, a Słoweniec po prostu się nie mylił. Momentalne powiększenie przewagi do pięciu goli dało Wiśle zupełnie nowe siły. Wróciła do tego, co grała w pierwszej połowie.

Tak naprawdę nikt w drużynie Płocka nie zawodził. Przytrafił się słabszy moment w drugiej części, ale na szczęście nie niósł ze sobą poważniejszych konsekwencji. Wisła bawiła się w ataku i wygrała to spotkanie w pełni zasłużenie 37:30. Bardzo dużo w ofensywie dali Tin Lucin i Gergo Fazekas, którzy rzucili razem aż 15 goli. Dużo pewności na kole dał Dawid Dawydzik, który miał pięć trafień. Jastrzembski i Mirko Alilović pomogli swoimi interwencjami, których mieli w sumie 11.

Szczypiorniści Wisły od rana czuli, że to jest ich wieczór, ich mecz, że są w stanie zrobić dużą niespodziankę. Potrzebowali takiego meczu, bo on im daje jeszcze nadzieję na fazę pucharową LM. Powalczą o nią w kolejnych meczach grupowych w przyszłym roku.

Wisła wskoczyła na szóste miejsce w tabeli i w tym momencie zagrałaby w 1/8 finału. Wykorzystała porażkę FC Porto z Magdeburgiem 31:40.

Więcej o:
Copyright © Agora SA