W kwestiach organizacyjnych w mistrzu Polski, Barlinkowi Industrii Kielce, wreszcie po miesiącach perturbacji zaczęło się układać. Klub znalazł nowego sponsora tytularnego, który wprowadził spokój w kieleckich gabinetach. To przełożyło się na parkiet, gdzie zespół Talanta Dujszebajewa mógł się skupić tylko na celach sportowych - awansie do Final Four Ligi Mistrzów i obronie mistrzostwa Polski, na które dużą chrapkę ma odwieczny rywal kielczan - Orlen Wisła Płock.
W czwartek liczył się jednak tylko rewanżowy ćwierćfinał Ligi Mistrzów z węgierskim Telekomem Veszprem. Po remisie 29:29 w pierwszym spotkaniu na Węgrzech drużyna z Kielc była w bardzo dobrej sytuacji, by po raz drugi z rzędu awansować do czołowej czwórki Europy. Zadanie zostało wykonanie - mistrz Polski zwyciężył przed własną publicznością 31:27.
Zazwyczaj wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że to kibice motywują swoich zawodników do lepszej gry. Zawodników Barlinka Industrii Kielce najwyraźniej nie trzeba było motywować, bo przed pierwszym gwizdkiem słoweńskich sędziów role się tym razem odwróciły! Na środek wypełnionej po brzegi Hali Legionów wyprowadzono duży ekran, na którym został zaprezentowany film motywacyjny od drużyny z Kielc dla fanów zgromadzonych na trybunach.
Podziałało, bo atmosfera w hali była fantastyczna i niosła piłkarzy ręcznych Barlinka Industrii do upragnionego zwycięstwa. – Tak nie było nawet na Barcelonie – usłyszeliśmy na trybunie prasowej.
Na trybunach Hali Legionów kibice Barlinka Industrii Kielce stworzyli prawdziwy żółty mur. Na hali trudno było spotkać sympatyka gospodarzy, który nie miałby bowiem na sobie żółtej koszulki. Wyglądało to naprawdę efektownie.
Ale żółta ściana była nie tylko na trybunach, lecz także na parkiecie, a konkretnie przed bramką, której bronili kolejno Andreas Wolff, Mateusz Kornecki, a nawet w końcówce Nikodem Błażejewski. To, co robiła kielecka defensywa w pierwszych 40 minutach gry, to był majstersztyk. Zawodnicy Talanta Dujszebajewa wyszli na to spotkanie agresywni i twardzi, niczym na wojnę, a Węgrzy nie umieli na to w żaden sposób odpowiedzieć.
W pierwszych 13 minutach Węgrzy nie rzucili nawet bramki z gry – trafiali do siatki dwukrotnie, za każdym razem z rzutu karnego. Do przerwy mieli na swoim koncie tylko 12, a po 40 minutach 15 goli. O klasie obrony mistrza Polski niech świadczy fakt, że niewielki udział w tym mieli bramkarze Barlinka Industrii. Nie to, że grali źle – po prostu nie byli zmuszani do pokazywania pełni swoich umiejętności.
A obie "ściany" ze sobą współpracowały - gdy Benoit Kounkoud wywalczył w drugiej połowie faul w ataku przeciwnika i zdobył piłkę dla swojego zespołu, zwrócił się wymownymi gestami do publiczności i w zamian otrzymał jeszcze głośniejszy doping.
Pierwsza połowa tego spotkania miała wielu bohaterów. Ale na pierwszy plan wyszły dwie postaci, w tym jedna absolutnie nieoczywista. Tomasz Gębala, który takich spotkaniach zazwyczaj ogranicza się do defensywy, w pierwszych minutach grał za dwóch. Był wszędzie i w obronie, i bardziej zaskakujące – także w ataku, co okrasił dwoma golami. To on na starcie napędził swój zespół do dobrej, intensywnej gry, która trwała praktycznie przez pełne 60 minut, za wyjątkiem końcówki, w której wszystko było już rozstrzygnięte.
Po początkowej szarży Gębali stery w grze ofensywnej kielczan przejął ten, na którego zawsze liczy się najbardziej. Hiszpan Alex Dujszebajew grał prawdziwy koncert i już w pierwszej połowie rzucił przeciwnikom pięć bramek, co w dużej mierze przełożyło się na pewne prowadzenie 18:12 do przerwy. To była perfekcyjna połowa kielczan, którzy oprócz doskonałej obrony mieli też znakomitą skuteczność rzutów, których trafili aż 82 proc. (18/22). Dujszebajew zakończył mecz z sześcioma trafieniami, podobnie jak reprezentant Polski Szymon Sićko, którego wynik także jest wart uwagi.
Wynik 31:27 nie pokazuje faktycznej przewagi, jaką miała w tym meczu drużyna gospodarzy. Już w samej końcówce kielczanie prowadzili nawet różnicą ośmiu bramek – 31:23, a na trybunach rozpoczęło się świętowanie.
Gościom udało się nieco zmniejszyć rozmiary porażki i przypudrować wynik, ale to choćby dlatego, że trener Barlinka Industrii Talant Dujszebajew desygnował do gry nawet swoich najmłodszych i najmniej doświadczonych zawodników z kadry – Szymona Wiadernego oraz Nikodema Błażejewskiego.
W czwartkowy wieczór w Hali Legionów panowała wspaniała atmosfera, a ogłuszający doping "żółtej ściany" kibiców mistrza Polski bez wątpienia mocno przyczynił się do sukcesu drużyny Talanta Dujszebajewa.
Mecz sezonu w Kielcach? Tu zaskoczenie, bo wcale nie! Zdaniem wielu kibiców ten mecz będzie rozgrywany dopiero w niedzielę, gdy Barlinek Industria Kielce zmierzy się z Orlenem Wisłą Płock (godz. 17:00), a wynik tego spotkania zadecyduje o tytule mistrza Polski. Przed kielczanami wcale niełatwe zadanie, bo muszą wygrać i to co najmniej dwiema bramkami, a rywal z Płocka, podobnie jak Barlinek Industria, znajduje się w bardzo dobrej formie.
Kibice o wadze niedzielnego spotkania przypomnieli swoim zawodnikom tuż po świętowaniu awansu, a nie wszystkie z tych przyśpiewek nadają się do cytowania. To będzie prawdziwa "Święta Wojna". Być może dlatego utwór Queen "We are the champions" został puszczony dopiero po tym, jak piłkarze ręczni z Kielc zeszli do szatni.