Artiom Karaliok miał prawdziwy "dzień konia". W spotkaniu z Zagłębiem Lubin w ataku wychodziło mu właściwie wszystko. Zaprezentował pełne spektrum umiejętności. Skutecznie rzucał ze swojej nominalnej pozycji - z koła, z kontry, a nawet ze skrzydła, poza tym rzucał mocno, lobował lub wkręcał. Przy tym ani razu się nie pomylił. Bilans? 16 bramek na 16 prób.
Genialny Karaliok poprowadził Łomżę Industrię Kielce do spektakularnego zwycięstwa 39:20 w Hali Legionów. Po meczu zachował jednak skromność i komplementował kolegów. - Zrobiliśmy robotę, najważniejsze, że obyło się bez kontuzji. Czy kiedyś wcześniej zdobyłem 16 bramek? Tak, ale miałem wtedy 17 lat i grałem dla młodzieżowej reprezentacji Białorusi. Dziś miałem swój dzień, ale nie sądzę, żeby koledzy grali specjalnie na mnie. Było zespołowo, nie szliśmy na rekord. Nawet nie liczyłem bramek. Myślałem, że mam ich 12 czy 13 - mówił w rozmowie z oficjalnym portalem klubu z Kielc.
Wynik Karalioka był potrójnie rekordowy, co przekazał Bartłomiej Grzelak z WP Sportowe Fakty na Twitterze. Po pierwsze on sam nigdy przedtem nie trafił tyle razy w jednym meczu polskiej Superligi. Po drugie tylu goli nie zdobył dotąd żaden obrotowy. Poprzedni rekord zawodnika grającego na tej pozycji należał do Marka Daćki i wynosił 14 bramek. W końcu, po trzecie, to najlepszy indywidualny wynik w drużynie mistrzów Polski od początku sezonu 2022/23.
Na szczególne pochwały oprócz Białorusina zasłużył także Mateusz Kornecki. Bramkarz kieleckiej ekipy w całym meczu zachował niemal 50-procentową skuteczność, a dzięki jego postawie do 20. minuty Zagłębie zdołało rzucić zaledwie dwie bramki.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.
W tabeli Superligi Łomża Industria Kielce zajmuje drugie miejsce, tuż za Wisłą Płock, do której traci sześć punktów. Kielczanie rozegrali jednak dwa spotkania mniej. W przyszłym tygodniu podopieczni Talanta Dujszebajewa zmierzą się w środę w Lidze Mistrzów z węgierskim PICK Szeged, a następnie w sobotę w rozgrywkach ligowych podejmą Chrobrego Głogów.