"Odpierd***my lipę!". Polscy piłkarze ręczni wiedzą, że zwycięstwo to nie wszystko

Arkadiusz Moryto rzucił w okienko z połowy boiska, a Szymon Sićko nawet przebił legendarny rzut Artura Siódmiaka. W meczu z Włochami w eliminacjach ME 2024 polscy piłkarze ręczni rozkręcali się i wygrali 30:23. Ale sami wiedzą najlepiej, że nie mogą robić tego, co robili przez aż połowę tego meczu. Już za trzy miesiące mistrzostwa świata. U nas.

Na pięć sekund przed końcem rywale popełnili błąd w ataku. Nasz bramkarz Adam Morawski szybko wznowił grę, piłka trafiła do Arkadiusza Moryty i zobaczyliśmy przepiękną bramkę w ostatniej sekundzie. Po rzucie Moryty niemal z połowy boiska piłka trafiła w okienko.

Ale u sześciu tysięcy widzów na trybunach katowickiego Spodka nie wzbudziło to specjalnych emocji. Dlaczego? Bo to była tylko pierwsza połowa meczu, tylko z Włochami. Bo to był gol tylko na 10:9. Bo przed tą bramką było aż pół godziny męczarni z outsiderem.

Zobacz wideo Przełomowy sukces polskich siatkarek. Nowa era. "Ćwierćfinał był strefą poza marzeniami"

Z Francją ani minuty takiej, jakie było 30 minut z Italią

W całej historii piłki ręcznej kadra Italii tylko raz zagrała na mistrzostwach świata - w 1997 roku zajęła 18. miejsce. Rok później jeden jedyny raz Włosi wystąpili w finałowym turnieju mistrzostw Europy. Bo je organizowali. W 12-zespołowej stawce zajęli 11. miejsce.

Włosi mają zawodników grających we Francji i w Hiszpanii, mają bramkarza z niemieckiej Bundesligi, ale absolutnie nie mają argumentów, żeby walczyć jak równy z równym z Polakami. My za niecałe trzy miesiące zaczniemy mistrzostwa świata (będziemy je organizować wspólnie ze Szwecją). Marzy nam się odegranie poważnej roli. Ale przygotowani musimy być zupełnie inaczej, niż byliśmy na ten mecz z Włochami.

Polska - WłochySićko oddał "rzut Siódmiaka", a Polacy wygrali pierwszy mecz el. Euro

11 stycznia w Katowicach zagramy w pierwszej kolejce z Francją, czyli multimistrzem wszystkich wielkich turniejów, zdecydowanie najlepszą reprezentacją świata w ostatnich latach. Tam nie będziemy mogli mieć ani minuty tak słabej, jak aż 30 minut w meczu z Włochami.

Schematy muszą działać nawet w środku nocy

"W ataku odpierd***my lipę!" - zauważał Przemysław Krajewski w trakcie pierwszej połowy. Polska ofensywa rzeczywiście wyglądała fatalnie. Trudno to tłumaczyć tym, że zespół grał pierwszy mecz od pół roku. Pewne schematy powinny przecież działać, nawet gdyby nasi reprezentanci mieli je zagrać obudzeni w środku nocy. Zwłaszcza przeciw takiemu rywalowi. My mamy graczy z czołowych lig i mamy zawodników z czołowych europejskich klubów z Polski, czyli z Łomży Kielce i z Wisły Płock. My mamy potencjał, który już za kadencji Patryka Rombla pozwalał nam mocno walczyć z Hiszpanami, Niemcami czy Słoweńcami.

Ariel PietrasikWielki talent wybrał reprezentację Polski. Długo wyczekiwany debiut

Całe szczęście, że w drugiej połowie spotkania z Italią szybko weszliśmy na wyższe obroty i uniknęliśmy powrotu do bardzo przykrych wspomnień. Bo kadra Rombla potrafiła też kiedyś zremisować z Kosowem. Na szczęście w drugiej połowie meczu z Włochami publika w Spodku już się bawiła. I tym razem na piękne bramki reagowała już żywiej. Najżywiej, gdy w 49. minucie na 24:16 rzucił Szymon Sićko. Zrobił to z trudnej pozycji od razu po odbiorze przez całe boisko, nad wracającymi rywalami do opuszczonej bramki. Wyglądało jeszcze lepiej niż pamiętny gol Artura Siódmiaka z 2009 roku w meczu z Norwegią. Teraz "tylko" trzeba życzyć tej kadrze, żeby takie bramki zdobywała nie w eliminacyjnym starciu z rywalem z niższej półki, ale - jak wtedy w Siódmiak - w spotkaniu o być albo nie być w strefie medalowej mistrzostw świata.

Wendy SmitsNie żyje 39-letnia Wendy Smits. Dwa miesiące temu urodziła dziecko

Teraz Łotwa

Kolejny mecz eliminacji ME 2024 rozegramy już 16 października na wyjeździe z Łotwą. Następne spotkania w marcu przyszłego roku. W grupie mamy jeszcze Francję. Awans wywalczą dwa najlepsze zespoły, a z ośmiu eliminacyjnych grup wyjdą też cztery najlepsze ekipy z trzecich miejsc.

Więcej o: