Orlen wciąż przegrywał z holenderskim biznesmenem. Aż wreszcie przełom. "Było nudno"

Mateusz Król
Dwanaście Pucharów Polski z rzędu i koniec. Szczypiorniści Orlenu Wisły Płock przełamali niebywałą passę Łomży Vive Kielce, pokonując faworytów w sobotnim finale 34:27. Czy to oznacza koniec dominacji w polskiej piłce ręcznej? Nawet w Kielcach mówią, że momentami bywało już nudno.

Trudno znaleźć w polskim sporcie drugi zespół, który tak zdecydowanie dominowałby w swojej dyscyplinie. Pod koniec maja drużyna Talanta Dujszebajewa Łomża Vive Kielce wywalczyła jedenasty tytuł mistrza kraju z rzędu i był to zarazem ich 18. złoty medal. To ewenement wykraczający poza Polskę.

Zobacz wideo Analizujemy: czy Grabara popełnił błąd? "Zagubieni w trójkącie bermudzkim"

Jak dogonić Łomżę Vive Kielce? Potrzeba większego budżetu

W ostatnich latach kroku dotrzymać próbują im głównie piłkarze Orlenu Wisły Płock, ale w zasadzie za każdym razem obchodzą się smakiem - a w zasadzie zostaje im posmak srebra. Na tytuł czekają od 2011 r., od tego czasu oswoili się z byciem drugim. Gdy wydaje się, że Wisła jest już blisko wyszarpania trofeum, okazuje się, że - choćby niewiele - ale do Kielc zawsze brakuje. Tak było w maju, gdy na własnym parkiecie płocczanie ulegli Vive w zaskakujących okolicznościach.

Kamil SyprzakKamil Syprzak wyróżniony we Francji. "To dla mnie wielki zaszczyt"

Już w pierwszej minucie za atak na twarz Alexa Dujszebajewa wyrzucony został ważny gracz defensywy gospodarzy Mirsad Terzić. Wraz z upływem kwadransa gry to samo spotkało reprezentanta Polski Przemysława Krajewskiego, który z rzutu karnego rzucił w twarz bramkarza Łomży Vive Andreasa Wolffa. Kolejne wykluczenie - za atak na twarz rywala wykluczony został Leon Susnja z Orlen Wisły. Mimo tylu osłabień i przeciwności Orlen Wisła Płock była w stanie przejąć inicjatywę w tym spotkaniu. Ale na finiszu zemściły się niewykorzystane rzuty karne i zamiast wygranej, mecz zakończył się remisem. A w rzutach karnych lepsi okazali się gracze Vive. A potrzebna była wygrana minimum dwoma bramkami.

- Takiego scenariusza to nawet nie przewidywałem. Może myślałem, że będziemy tracili tych zawodników w ciągu całej godziny, bo gramy twardo w obronie, ale że stracimy trzech zawodników w 22 minuty, to ja nawet nie myślałem o tym nigdy w życiu - mówi Sport.pl Adam Wiśniewski, dyrektor sportowy Wisły Płock. - To na pewno siedziało w głowach chłopaków, bo przygotowywali się bardzo długo do tego meczu - dodaje.

A Wisła wierzyła w tym roku wyjątkowo. - Wiara wzięła się z tego, że w europejskich rozgrywkach przegraliśmy jeden mecz w domu, a resztę wygrywaliśmy. Zespół rósł w siłę w trakcie tego sezonu. Gramy bardzo dobry handball, więc chłopaki przygotowywali się, jak tylko najlepiej mogli. Ale było rozczarowanie - podkreśla Wiśniewski, którego klub wywalczył w miniony weekend brązowy medal Ligi Europy.

Kiedy spojrzymy na to, jakim zespołem, zapleczem i budżetem dysponuje klub z województwa świętokrzyskiego, odpowiedź dotycząca powodów dominacji nasuwa się sama. W porównaniu z Wisłą kielczanie mają prawie dwa razy wyższy budżet i mogą sobie pozwolić na zakontraktowanie większej liczby klasowych zawodników oraz proponować im korzystniejsze kontrakty. 

Hegemon budowany przez holenderskiego biznesmena

O tym, jak rosła potęga Vive, pisał już dekadę temu na Sport.pl Łukasz Jachimiak. W Kielcach pojawił się wtedy niezwykły człowiek - Bertus Servaas. W młodości Holender marzył o karierze w Ajaksie Amsterdam (po sześciu latach treningów musiał zrezygnować z powodu kontuzji nogi), ale zamiast podbijać boiska Europy, trafił do przechodzącej transformację Polski. Z ojczyzny zabrał ze sobą trzy tony używanej odzieży. Za cel postawił sobie sprzedać towar z zyskiem, choć nie znał nie tylko ani specyfiki rynku, ale też języka.

Bratysława, 21.01.2022. Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Mecz Polska - Szwecja 18:28Piotr Chrapkowski z mistrzostwem Niemiec. SC Magdeburg zdeklasowało rywali

– Jak trafiłem do Polski? Jeszcze w Holandii wziąłem mapę Europy Wschodniej, zamknąłem oczy i palcem wskazałem Polskę. Autentycznie – opowiadał kielecki biznesmen. Biznesmen to zdecydowanie odpowiednie słowo, bo jego firma rozwinęła się na tyle, że sprzedaje do kilkudziesięciu krajów poza granicami Polski. – W tygodniu, w którym obchodziłem 20. rocznicę przyjazdu do Polski, zatrudniłem tysięcznego pracownika. Ładnie się to zbiegło – mówił prezes Vive.

Kielecki klub oczkiem w głowie Servaasa jest od końca XX wieku. W 2002 r., gdy drużynie groziło bankructwo, podjął się misji jej ratowania. Zrobił to z właściwym sobie rozmachem. Błyskawicznie doprowadził do ugody z wierzycielami i wprowadził standardy znane z niemieckiego THW Kiel – klubu będącego odpowiednikiem piłkarskiego Realu Madryt. – Rzeczywiście ideę Klubu Stu [to stowarzyszenie około stu firm wspierających dany zespół] przeniosłem do nas z Kilonii. O sile naszego zespołu niech świadczy fakt, że kiedy przed laty przegraliśmy z Wisłą Płock walkę o mistrzostwo Polski, na uroczystość zakończenia sezonu i tak przybyło ponad 90 procent osób należących do klubu – mówi Servaas. Każda ze zrzeszonych firm płaci roczną składkę, a to zastrzyk gotówki dla klubu i profity dla zawodników.

Orlen przegrywa z holenderskim biznesmenem. "Bez nich nas by tu nie było"

Ale Wisła też nie jest bez wsparcia, bo przecież jej głównym sponsorem jest Orlen. Skoro mówimy o jednej z największych polskich firm należących do Skarbu Państwa, czy wypada pozwalać na to, aby jej klub miał mniej środków niż zespół, który zbudował Holender, sprzedający ubrania i znający się na biznesie? Pewnie nie do końca. I wśród sympatyków Płocka słychać, że sytuacja jest co najmniej irytująca. Władze klubu nie zamierzają jednak narzekać.

- Trzeba docenić Orlen, bo jest sponsorem, który wspiera nas od lat. Jesteśmy za to wdzięczni. Jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Bez nich nas by tu nie było - jednoznacznie odpowiada Adam Wiśniewski. Z drugiej jednak strony przyznaje, że środków przydałoby się więcej. - Oczywiście przydałoby się nam więcej pieniędzy, żeby udało się jeszcze bardziej zaspać tę różnicę między nami a Kielcami. W latach 2000-2008 to Bertus Servaas przegrywał u nas w hali, czy też z innymi zespołami i również nie mógł zdobyć tytułu. Udało mu się chyba tylko raz. Także on też to skrupulatnie budował, potem sprowadził Bogdana Wentę i ściągali zawodników z reprezentacji i zaczęli nam odjeżdżać. Po tym, jak w 2011 r.  zdobyliśmy mistrzostwo Polski, Servaas zwiększył budżet i ściągnął jeszcze bardziej jakościowych zawodników. Uciekli nam mocno, ale ostatnie dwa lata pokazują, że znów się zbliżyliśmy - uzupełnia Wiśniewski. Podkreśla też, że właścicielem klubu jest miasto, które od lat wspiera zespół. Podobnie jak sponsorzy.

Oficjalnie: Asseco Resovia rezygnuje z udziału w europejskich pucharachOficjalnie: Asseco Resovia rezygnuje z udziału w europejskich pucharach

Pierwsze przełamanie. Koniec serii Vive w Pucharze Polski

- Jeszcze mamy Puchar Polski - podkreślał kilka dni przed finałem Wiśniewski. I nie wiadomo, czy czuł to wewnątrz, ale rzeczywiście był to ważny moment. Kielczanie w tych rozgrywkach niepokonani byli jeszcze dłużej niż w lidze, bo od 2009 r. W sobotę Płock przerwał tę passę. A spotkanie miało inny charakter niż decydujący mecz ligowy. Kibice zgromadzeni w hali "Jaskółka" w Tarnowie obejrzeli wiele efektownych akcji i znacznie więcej bramek.

Mecz zaczął się obiecująco dla obrońców trofeum. Kielczanie zdobyli dwie bramki, potem po golu Szymona Sićki na tablicy wyników widniało 4:3, ale dość nieoczekiwanie to było już ostatnie prowadzenie Łomży Vive w tym spotkaniu. Ekipa z Płocka rozkręcała się i w 16. minucie prowadziła 9:5. Mistrzom Polski udało się nieco zniwelować stratę (9:7), ale końcówka pierwszej połowy należała znowu do Orlenu Wisły. W ostatniej sekundzie przed przerwą Siergiej Kosorotow trafił do bramki i płocczanie schodzili do szatni, prowadząc 17:13.

W drugiej połowie drużyna z Mazowsza szybko uciekła na siedmiobramkowe prowadzenie i ani na moment nie straciła kontroli nad meczem. Ostatecznie wygrała 34:27.

Świetnie w bramce Orlenu Wisły spisywał się Krystian Witkowski, który został wybrany MVP finału. Przemysław Krajewski, skrzydłowy cytowany przez Polską Agencję Prasową, dodał: - Czekaliśmy długo na ten moment, zwłaszcza że w ostatnich meczach z Vive graliśmy jak równy z równym. Dziś też nie mogliśmy się niczym zaskoczyć, bo znamy się zbyt dobrze.

Iga ŚwiątekBillie Jean King staje po stronie Świątek. "Powinnyśmy mieć dwa mecze w nocy"

- Wydaje mi się, że cała polska piłka ręczna dostała to, na co czekała od dłuższego czasu - czyli na naszą porażkę w finale. To było już zbyt monotonne i nudne - przyznał dość zaskakująco po sobotnim meczu Krzysztof Lijewski, jeden z trenerów Łomży Vive Kielce. Czy to oznacza, że w odwiecznej walce pomiędzy oboma zespołami nastąpił już przełom? Trudno jednoznacznie powiedzieć. Polskiej piłce ręcznej na pewno przydałby się okres, w którym nie oglądamy dominacji jednej drużyny. Ba, dobrze byłoby, gdyby nawet o trzecie miejsce rywalizacja stała się bardziej zacięta. W ostatnich latach to głównie Azoty Puławy sięgały po brąz, z nielicznymi wyjątkami dla Górnika Zabrze, czy Gwardii Opole.

- Chciałbym, żeby jeszcze dwa, trzy zespoły włączyły się do tej walki o medale, bo liga byłaby silniejsza i atrakcyjniejsza. Do wszystkiego trzeba jednak pieniędzy, bo bez nich to właściwie niczego się nie zrobi - kończy Adam Wiśniewski.

Więcej o: