Odszedł Wenta i byli na skraju bankructwa. Teraz świętują. "Z Chrapkowskim obrona jest najlepsza"

Niewiele zabrakło, a Magdeburg by upadł. Potrafił się jednak odrodzić i w niedzielę zakończył Bundesligę piłkarzy ręcznych w imponującym stylu i zdobył tytuł po 21 latach! - Bardzo, bardzo rzadko się zdarza, by w najsilniejszej lidze świata mistrz stracił tylko cztery punkty - mówi Sport.pl Piotr Chrapkowski, rozgrywający Magdeburga.

Grzegorz Tkaczyk, Karol Bielecki, bracia Maciej i Tomasz Gębalowie czy Bartosz Jurecki - ci wszyscy byli lub jeszcze grający zawodnicy występowali w swojej karierze w Magdeburgu. Nigdy nie udało im się jednak zdobyć mistrzostwa Niemiec. Podobnie jak Bogdanowi Wencie, który prowadził Magdeburg w latach 2006-2007 i miał w składzie Bieleckiego, Jureckiego i Tkaczyka. Wenta wywalczył, ale Puchar EHF, a w lidze zajął dopiero szóste miejsce. W 2007 roku w nie najlepszej atmosferze został zwolniony, a wraz z nim odeszli polscy piłkarze. Został tylko Bartosz Jurecki, który grał do 2015 roku.

Zobacz wideo Od lat 90. zarobki piłkarzy w Wielkiej Brytanii wzrosły 1500 proc. Jak to możliwe?

Długi i klub na skraju bankructwa

Wróćmy jednak do arcyważnego 2007 roku. Właśnie o nim mówi się, że wtedy Magdeburg wpadł w największe kłopoty finansowe. Według naszych informacji klub mógł mieć ponad dwa miliony euro długów oraz być na skraju bankructwa.

- Myślę, że klub był bliski upadkowi. Najbliżej w 2007 roku, kiedy były menedżer Bernd-Uwe Hildebrandt musiał ustąpić ze stanowiska, ponieważ został oskarżony o uchylanie się od płacenia podatków - mówi Sport.pl Sascha Staat, niemiecki dziennikarz.

- Magdeburg miał naprawdę ciężkie lata i jestem pewien, że wiele innych klubów na jego miejscu, zostałoby zdegradowanych. Magdeburg przetrwał - dodaje Christian Stein, dziennikarz portalu Handball-world. 

- Z opowieści słyszałem, że było bardzo ciężko. Wielu sponsorów poodchodziło i klub był praktycznie w sytuacji podbramkowej - mówi w rozmowie ze Sport.pl Piotr Chrapkowski, rozgrywający Magdeburga i reprezentacji Polski.

Droga do odbudowy trwała kilka lat. Przełom nastąpił w 2017 roku. 

- Magdeburg miał dobrą bazę, dzięki czemu mogli polegać na swojej niezwykłej pracy w kategoriach młodzieżowych. Ale ta baza poszła w parze z Marc-Henrikiem Schmedtem, który objął funkcję szefa marketingu oraz Benneta Wiegerta, który oprócz roli trenera, został też dyrektorem zarządzającym i odpowiadał za budowanie klubu. Schmedt był odpowiedzialny za ekonomiczny powrót Magdeburga i utrzymanie klubu w lidze. Podczas przygotowań stworzył coś w rodzaju "regionalnej trasy" - aby Magdeburg nawiązał bliskie kontakty z fanami w regionie Saksonii-Anhalt - opowiada Stein.

"Od 2017 roku nie było dnia obsuwy w wynagrodzeniu"

Wraz ze zmianami, do klubu w 2017 roku dołączył również Piotr Chrapkowski, były mistrz Polski z Orlen Wisłą Płock i Łomżą Vive Kielce i zwycięzca Ligi Mistrzów.

Jak wygląda teraz sytuacja finansowa? - pytamy Chrapkowskiego.

- Bez zarzutów. Od 2017 roku nie było dnia obsuwy w wynagrodzeniu. Oczywiście były pandemiczne lekkie obniżki, ale z tego co słyszałem, to Magdeburg w Niemczech zrobił to najlepiej. Te pieniądze mają też nam zostać zwrócone - odpowiada Chrapkowski. - Jesteśmy teraz na bardzo dobrym kursie. Mamy jeden atut: nasi kibice i sponsorzy należą do najbardziej lojalnych w lidze - dodaje Schmedt dla klubowej strony.

Chrapkowski podkreśla również, że olbrzymią rolę w odbudowaniu klubu odegrali wspomniani Schmedt i Wiegert.

- Schmedt jest super człowiekiem i świetnie odpowiada za marketing i pozyskał sporo sponsorów. Podobnie jak w Kielcach po meczach są spotkania ze sponsorami. Jest około 6-7 VIP roomów. Natomiast Wiegert to człowiek orkiestra - prowadzi drużynę i zarządza transferami - dodaje reprezentant Polski.

Podaje również konkretne przykłady dobrej polityki transferowej.

- Wiegert i wcześniej Tomas Svensson [pracował w Magdeburgu do 2021 roku jako asystent i trener bramkarzy - red.] mieli bardzo dobre kontakty i super scouting. Dbali o to, by przychodzili coraz lepsi zawodnicy. Magnussona [obecnie drugi najskuteczniejszy zawodnik Bundesligi - red.] mało kto znał, jak występował w Danii. Zawodnik ten miał wstrząs mózgu, a obecnie jest graczem ze światowego TOP. Natomiast Kristjansson dwa razy miał operację lewego barku, raz prawego, a teraz w wieku 22 lat stanowi o naszej sile - opowiada Chrapkowski.

Wraz z polepszeniem sytuacji finansowej, Magdeburg krok po kroku odzyskiwał również swoją sportową wartość. Ostatni raz mistrzem Niemiec był w 2001 roku. Cztery lata później zajął trzecie miejsce. W  latach 2006-2018 ani razu nie był na podium w Bundeslidze (ale w 2016 roku wygrał Puchar Niemiec). W pierwszym sezonie gry Chrapkowskiego Magdeburg zajął czwarte miejsce. A potem było już coraz lepiej. W sezonach 2018/2019, 2019/2020 i 2020/2021 - trzecie miejsce. W 2020 roku zespół ten miał na koniec sezonu zaledwie pięć punktów straty do mistrza THW Kiel. Przed rokiem Magdeburg wygrał Ligę Europejską, czyli drugie najbardziej prestiżowe rozgrywki w klubowej piłce ręcznej.

Magdeburg wreszcie bez wpadek w Bundeslidze

Wciąż jednak nie udawało się wywalczyć zwycięstwa w Bundeslidze, czyli najmocniejszej lidze świata. Dlaczego?

- Tak naprawdę to w poprzednich sezonach bilans z zespołami ze ścisłej czołówki: Flensburgiem czy THW Kiel z reguły mieliśmy dobre. Główny naszym problemem był jednak fakt, że Magdeburgowi zdarzały się wpadki. W tak silnej lidze wpadki robią dużą różnicę. W tym sezonie nie mieliśmy żadnej, a THW Kiel [obrońca tytułu - red.] przegrał z Lubecką, a tego nikt się nie spodziewał. To są jednak takie rozgrywki, że punkty może zabrać nawet ostatnia drużyna ligi - opowiada Piotr Chrapkowski.

Czy tytuł to też pokłosie słabszego sezonu THW Kiel - dopytujemy? - To byłaby mocno krzywdząco opinia. Pokonaliśmy na wyjeździe THW Kiel. Bardzo, bardzo rzadko się zdarza, by w najsilniejszej lidze świata mistrz stracił tylko cztery punkty. My byliśmy po prostu stabilniejsi i zasłużyliśmy na tytuł. Bardzo dobrze wytrzymaliśmy trudny ciężkiego sezonu - dodaje Chrapkowski.

Niemieccy dziennikarze również uważają, że Magdeburg był najsilniejszy w tym sezonie w Bundeslidze.

- Jest wiele powodów, dla których Magdeburg zdobył tytuł. Przede wszystkim zespół od samego początku był w przysłowiowym gazie. Wszystko się udawało, a zwycięstwo w Super Globe z FC Barceloną dało mu dodatkowy zastrzyk pewności siebie. W ciągu kilku lat drużyna była silna i mądrze budowana i zawodnicy doskonale się znają. A przyjście w 2020 roku Magnussona i przed rokiem Saugstrupa sprawiło, że klub znów przeniósł się poziom wyżej - uważa Sascha Staat.

- Magdeburg wreszcie spisał się bardzo dobrze przez cały sezon. Kluczem do sukcesu była szeroka ławka i bardzo zrównoważona drużyna na każdej pozycji, niemająca "słabej pozycji", na której obrona przeciwnika nie musi się skupiać - dodaje Stein.

Co było najmocniejszym punktem Magdeburga?

- Brak słabych punktów. Oczywiście Magdeburg od lat opiera się na silnej obronie z dobrymi bramkarzami i mocnym kontratakiem. Ale w ciągu ostatnich lat poprawili też ofensywę. Charakteryzują się dużą różnorodnością w ataku. Nawet w kluczowych momentach nie wiadomo, kto zdobędzie gola. We wczesnych latach Wiegerta było inaczej, zbyt często polegali na Damgaardzie. Teraz jest inaczej - podkreśla Stein.

- Głębia składu była taka, że takiej klasy zawodnicy jak Lukas Mertens czy Michael Damgaard nie zagrali z Balingien nawet sekundy w meczu dającym tytuł - dodaje Sascha Staat. 

Magdeburg w zakończonym w niedzielę sezonie w Bundeslidze spisał się rewelacyjnie - 32 zwycięstwa w 34 meczach. Na początku sezonu wygrał 16 spotkań z rzędu - m.in. na wyjeździe z THW Kiel. Mało tego, licząc wszystkie rozgrywki (Puchar Niemiec, Super Globe i Ligę Europejską) miał serię aż 28 spotkań bez porażki (27 zwycięstw i jeden remis). Magdeburg w tym okresie wygrał Super Globe, pokonując w finale zwycięzcę Ligi Mistrzów - FC Barcelonę, a po raz pierwszy przegrał dopiero w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia - na wyjeździe z Flensburgiem.

Tegorocznych sukcesów mogło być więcej. Magdeburg przegrał jednak finał Pucharu Niemiec (z THW Kiel 21:28) i w maju w finale Ligi Europejskiej, po prawdziwym dreszczowcu z Benfiką Lizbona 39:40.

"Z Chrapkowskim obrona jest najsilniejsza"

Chrapkowski i tak ma prawo być zadowolonym. To jego kolejny sukces w karierze, a ostatni raz Polacy mistrzami Niemiec zostali w 2011 roku. Wtedy bracia Lijewscy - Krzysztof i Marcin wywalczyli tytuł z HSV Hamburg. W tym sezonie w Bundeslidze w 33 meczach zdobył 14 bramek. Oprócz tego miał dziewięć asyst, dziesięć bloków i trzynaście przechwytów.

- Piotrek był kluczową postacią zespołu w tym sezonie. Rozwinął swoją grę, dostaje mniej dwuminutowych kar i wciąż jest bardzo ważną postacią środka defensywy. Z każdym kolejnym sezonem wykorzystuje swoje doświadczenie. Kiedy jest na parkiecie, obrona Magdeburga jest najlepsza - przyznaje Staat.

- W dodatku jest lubiany przez kibiców. W przeciwieństwie do np. Kamila Syprzaka, który ostatnio przyjechał z PSG na mecz do THW Kiel i dostał gwizdy - dodaje z uśmiechem Stein.

A co o swojej grze sądzi Chrapkowski? - W ciągu tych pięciu lat miałem lepsze i gorsze momenty. To normalne w sporcie. Ten sezon był dobry i jak każdy, dołożyłem swoją cegiełkę - mówi skromnie. Gdy czytamy, co mówią o nim niemieccy dziennikarze, uśmiecha się i dodaje. - To bardzo miłe. Cieszy, że niektórzy eksperci doceniają też obrońców.

Co dalej? - Stabilizacja składu. To słowo klucz. Na pewno nie będzie dużych zmian w składzie. Nie jesteśmy jeszcze THW Kiel pod względem finansowym. Nie możemy sobie pozwolić na kupno największych gwiazd. Czasem prezesi muszą nawet ryzykować. Efekt? Jesteśmy mistrzami Niemiec - przyznaje Chrapkowski.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.