"Trzeba mieć honor i jaja". Wielki zawód w Kielcach po starcie LM. Megagwiazda zawiodła

Andreas Wolff miał być gwiazdą drużyny i poprowadzić Łomżę Vive Kielce do Final Four Ligi Mistrzów. Obecnie jest załamany, kompletnie bez formy i kto wie, czy wypełni wieloletni kontrakt.

- Trudno pozbierać się po takim meczu, ale trzeba iść dalej. Nie możemy wygrać, jak nie funkcjonuje cały drużyna. Na pewno mogę Wam obiecać, że jutro na to zareaguje, bo dalej tak być nie może. Szkoda mi tych chłopaków, którzy chcą i grają na 100 procent. Kto, co i jak to będzie naszą wewnętrzną sprawą - napisał na swoim profilu na "Twitterze" Bertus Servaas, prezes Łomży Vive Kielce po niespodziewanej porażce na inaugurację Ligi Mistrzów na wyjeździe z teoretycznie jedną ze słabszych drużyn w grupie - Dinamem Bukareszt 29:32.

Zobacz wideo "Mało osób w nas wierzyło przed mistrzostwami. Nie tylko w telewizjach, ale ogólnie"

Vive - PSGVive chce pobić absolutny rekord świata w Warszawie! Show z FC Barceloną

"Mam dość pewnych spraw"

W czwartek spytaliśmy prezesa Bertusa Servaasa co dokładnie miał na myśli. - Patrzę dość długo na naszą grę i mam dość pewnych spraw. Mój wpis był również sygnałem do kibiców, że panujemy nad sytuacją. Wiemy doskonale, że jako klub musimy reagować, coś poprawić i nie można dłużej czekać, aż będzie za późno. Nie będzie to jednak nic strasznego, drastycznego. Będziemy to robić po cichu. Cały czas mam bowiem w pamięci poprzedni sezon, w którym niespodziewanie odpadliśmy w Lidze Mistrzów z Nantes i nie chcę bolesnej powtórki. A teraz są już symptomy, że znów coś się powtarza. Po rozmowie z zawodnikami chcę widzieć ich reakcję w sobotę w meczu ligowym, a potem z Telekomem Veszprem - mówi w rozmowie ze sport.pl prezes Bertus Servaas.

Czy ma on dość przede wszystkim bramkarza Andreasa Wolffa, który w meczu z Dinamem zawiódł na całej linii, w pierwszej połowie miał 5 proc. skuteczność, a mecz zakończył tylko z 15 proc. - dopytujemy prezesa Servaasa.

- Nigdy nie rozmawiam personalnie na temat zawodników. Każdy, kto widział mecz, to wie, o co chodzi. Nie będę teraz mówił, że winny jest Andreas Wolff czy inny zawodnik. Mamy obserwacje od początku sezonu, w czwartek bardzo długo rozmawiałem na ten temat z trenerem Talantem Dujszebajewem. Musimy zareagować - dodaje Holender.

Czy można spodziewać się kar? - Nie jestem ich zwolennikiem. Nie zwolnimy nagle szesnastu piłkarzy czy nie damy kar finansowych dla całej drużyny - odpowiada Servaas.

A może zatem zawodnicy dostaną jakieś ultimatum? - Ultimatum? Hmm... Każdy, kto chce zakładać koszulkę Vive, musi mieć honor i grać nie na 100, a na 1000 procent swoich możliwości. Nie mogę odmówić zawodnikom walki w Bukareszcie, czy zarzucić braku chęci, absolutnie, ale ja chcę czegoś więcej. Nie zaakceptuje faktu, że ktoś nie ma w pewnych akcjach przysłowiowych jaj, wycofa się czy się boi. To niedopuszczalne. Ten zespół musi być świadomy, że chce grać w Lidze Mistrzów, bo cel wciąż jest ten sam - awans do Final Four. Niektórzy gracze muszą się jednak obudzić - podkreśla Servaas.

Przepraszał kolegów, że ich zawiódł

Wróćmy jednak do 30-letniego Wolffa. Latem 2019 roku przychodził do Kielc jako jeden z największych transferów w historii kieleckiego klubu. Chciały go największe kluby świata, a on zdecydował się przyjąć ofertę Bertusa Servaasa, który był "zakochany" w tym zawodniku i wiązał z nim olbrzymie nadzieje. Niemiec wreszcie chciał awansować do Final Four Ligi Mistrzów, bo mimo wielu sukcesów, jeszcze w tym turnieju nie zagrał.

Trzy lata wcześniej Wolff został mistrzem Europy, najlepszym bramkarzem turnieju i najlepszym zawodnikiem w Niemczech. Na mistrzostwach świata w 2017 i rok później na Euro w Chorwacji też bronił bardzo dobrze. W Bundeslidze był w czołówce golkiperów z najlepszą skutecznością, miał w sezonie zawsze ponad 30 proc.

Uznawany za jednego z najlepszych bramkarzy świata w pierwszym sezonie dostał opaskę kapitana i bronił nieźle. Aż cztery razy był wybierany do najlepszej siódemki Ligi Mistrzów, a jego interwencje znajdowały się w TOP5.

W ubiegłym sezonie spisywał się już zdecydowanie poniżej oczekiwań, zwłaszcza w przegranym przez Łomżę Vive Kielce dwumeczu drugiej rundy Champions League z Nantes. - Miałem tylko cztery odbite piłki. Brakowało szczęścia w interwencjach. Przepraszam kolegów, że ich zawiodłem - powiedział Wolff po rewanżu z Francuzami.

Niewiarygodna końcówka w meczu Słowenia - Hiszpania U-19Tego nie da się wytłumaczyć! Niewiarygodna końcówka meczu piłki ręcznej [WIDEO]

Prezesi klubu oraz trener Talant Dujszebajew byli bardzo rozczarowani. - Nie po to go sprowadziliśmy, by bronił w meczu z 20 proc. skutecznością - mówił Servaas. Wolff stracił nawet opaskę kapitańską. Paradoksalnie jednak w Kielcach mu zaufano i Servaas podpisał z Niemcem kontrakt aż do 2028 roku, czyli prawdopodobnie do zakończenia jego sportowej kariery. Nowa umowa miała sprawić, że Niemiec zyska dodatkową pewność siebie, odbuduje się, będzie miał spokojną głowę i zacznie grać na miarę swoich możliwości.

W czwartkowy wieczór Niemiec po raz kolejny zawiódł. Co zatem dzieje się z Wolffem? - pytamy Servaasa. - Nie jest tajemnicą, że Andreas nie może tak grać. Wiele rozmów z nim prowadziliśmy, m.in. po meczach z Nantes. Nie wygramy meczu, w którym bramkarz będzie miał pięć obron. On doskonale zdaje sobie sprawę, że źle się spisuje, to jest dorosły facet. Szuka przyczyn słabszej dyspozycji, ale ile można to robić? - przyznaje Holender.

- Wolff był sprowadzony do Vive jako megagwiazda i wszyscy spodziewaliśmy się, że zamuruje bramkę. Miał przebłyski, ale niestety więcej słabszych meczów i brakowało mu regularności. To jest nie do zaakceptowania, by w ciągu 30 minut obronił jedną piłkę na siedemnaście rzutów - mówi Wojciech Staniec, redaktor naczelny handballnews.pl. 

Nie wytrzymuje presji?

Przyczyn słabszej formy Wolffa na pewno nie można szukać w złych treningach. W ubiegłym sezonie Niemiec czasem się dąsał, nie wszystko mu pasowało. W tym sezonie jego praca na treningach, wykonywanie poleceń sztabu szkoleniowego jest absolutnie bez żadnych zastrzeżeń. Zawodnik ćwiczy z wielką determinacją.

Na pewno też przyczyną problemu nie jest fakt, że Wolff jest niezadowolony z pobytu w Kielcach. Wprost przeciwnie. Jest bardzo szczęśliwy i mówi otwarcie, że wszystko tutaj jest super.

Być może problemem jest zatem mentalność Wolffa. Może nie wytrzymywać presji gry w jednym z najlepszych klubów świata - Łomży Vive Kielce. Co prawda występował w innym wielkim zespole  THW Kiel, czy reprezentacji Niemiec na wielkich turniejach. Z tą różnicą, że w THW Kiel miał obok siebie jednego z najlepszych bramkarzy świata - Duńczyka Niklasa Landina, a w Kielcach reprezentanta Polski, solidnego Mateusza Korneckiego. Trafiając do Kielc, wiadomo było, że to Niemiec będzie numerem jeden między słupkami najlepszej polskiej drużyny piłki ręcznej i to na nim, a nie Korneckim będzie olbrzymia odpowiedzialność za wynik. Wolff nakłada na siebie dużą presję, chce być najlepszym bramkarzem świata, ale w tym momencie bliżej mu do europejskiej przeciętności niż czołówki. - Mentalność? Presja? Bez komentarza. Ja wciąż wierzę, że będzie dobrze - mówi z nadzieją Servaas.

Co teraz powinien zrobić prezes Łomży Vive Kielce? - Trudne pytanie. Cieszę się, że w takim momentach nie jestem prezesem, bo chyba w tym momencie tak naprawdę nie ma dobrego wyjścia. Najlepiej zachować cierpliwość, ale może jednak jakiś wstrząs by nie zaszkodził. U Niemca widać jednak ogromną ambicję, bo po złych meczach jest bardzo wkurzony i nie zdziwię się, jak w pewnym momencie zacznie bronić tak, jak on sam chce i kielecki klub - mówi Wojciech Staniec.

Legenda reprezentacji Polski piłki ręcznej kończy karierę! Legenda reprezentacji Polski piłki ręcznej kończy karierę! "Stałem się bogaty"

Wstrząsem z pewnością byłoby np. przedwczesne rozwiązanie umowy z Wolffem. A w kieleckim klubie już takie ruchy się w przeszłości odbywały. Czasu na odbudowanie Niemca, który po swoim występie w Bukareszcie był załamany, nie jest dużo, bo już w czwartek hitowy mecz drugiej kolejki Ligi Mistrzów z Telekomem Veszprem (godz. 18.45, Hala Legionów).

Więcej o: