Trener PGE Kielce o niespodziewanych problemach klubu. "Odrzuciłem wszystkie oferty. Mam nadzieję, ze dobrze zrobiłem"

- Miałem i nadal mam wiele różnych możliwości, ale chcę zostać w Kielcach. Dlatego wszystkie oferty odrzuciłem. Mam nadzieję, że zrobiłem dobrze. Ale jak nie będzie szansy realizowania naszego planu, to będę musiał się poważnie zastanowić nad przyszłością - mówi Tałant Dujszebajew. Z trenerem piłkarzy ręcznych PGE Kielce rozmawiamy po tym jak Bertus Servaas, prezes i dotychczasowy właściciel klubu, ogłosił, że Vive znika z nazwy i że potrzebny jest finansowy zastrzyk, by drużyna została w europejskiej czołówce.

- Stworzyliśmy na nowo nasz budżet. Mam teraz możliwość pożegnać 2-3 zawodników i próbować iść dalej, albo poprosić wszystkich, którzy kochają ten klub o wsparcie, i nadal być w grze o Final Four Ligi Mistrzów - powiedział w środę Bertus Servaas. Na specjalnej konferencji prasowej prezes PGE Vive Kielce ogłosił, że przez pandemię koronawirusa przestaje być właścicielem i sponsorem klubu. Człon Vive znika z nazwy 17-krotnego mistrza Polski i zwycięzcy Ligi Mistrzów z 2016 roku.

Zobacz wideo Sportowa rozmowa dnia: z Mariuszem Jurkiewiczem rozmawia Michał Gąsiorowski

Łukasz Jachimiak: Sześć lat temu przyjechał Pan pracować do Kielc krótko po tym jak upadł Pana ukochany Ciudad Real przemianowany na Atletico Madryt. Sytuacja PGE już nie Vive nie jest aż tak zła, ale pewnie wspomnienia wracają?

Tałant Dujszebajew: Co mogę powiedzieć? Życie. Przyszły trudne czasy i dostaliśmy złą wiadomość. Jestem ciekaw, co będzie dalej. W 2017 roku zacząłem przebudowywać zespół z myślą, że w sezonie 2020/2021 on znów będzie walczył o wygranie Ligi Mistrzów. Potrzebowaliśmy czasu, bo nie jesteśmy najbogatszym klubem Europy i nie mogliśmy sobie ściągnąć najlepszych zawodników, tylko wyszukiwaliśmy rozwojowych graczy i dobrą pracą ich budowaliśmy. Zobaczymy czy nie będziemy musieli ich pożegnać.

Ile Wam brakuje do najbogatszych klubów? Wyniki - trzecie miejsce w Lidze Mistrzów w 2013 roku, trzecie w 2015, pierwsze w 2016, czwarte w 2019 - na pewno wielu kazały myśleć, że zdecydowanie należycie do topu również jeśli chodzi o finanse.

- Pod tym względem nie ma nas nawet w pierwszej "20" Europy.

Ale bliżej czołówki byliście w 2016 roku, gdy wygraliście Ligę Mistrzów?

- Wtedy mieliśmy 12-15. budżet w Europie. Później inne kluby poszły do góry, a my trochę spadliśmy. Ale cały czas na najwyższym poziomie były u nas myśl i sposób zarządzania naszych prezesów. Vive umiało pracować długofalowo. Oby to się nie skończyło. Zmartwienie jest takie, że dwa-trzy lata temu podpisaliśmy umowy z młodymi, bardzo zdolnymi zawodnikami, rozwinęliśmy ich i teraz możemy nie być w stanie ich zatrzymać. A jeżeli odejdzie dwóch-trzech zawodników, np. Andreas Wolff, Igor Karacić, Arciom Karalok czy Alex Dujszebajew, to wtedy już chyba nie będzie sensu dalej marzyć o sukcesach. I wtedy też wielu z nas by chciało odejść. Tak mi się wydaje.

Pan by wtedy chciał odejść?

- Dla mnie jako trenera walka o to, żeby w ogóle grać w Lidze Mistrzów, a nie żeby próbować ją wygrać, to nie jest ciekawe wyzwanie. Wtedy musiałbym pomyśleć, co dalej z moją przyszłością.

To prawda, że miał Pan propozycję poprowadzenia reprezentacji Rosji?

- W życiu nie powiem, skąd miałem propozycje. Zapytano mnie o to na konferencji prezesa Servaasa, w której uczestniczyłem przez internet. I powiedziałem, że miałem i nadal mam wiele różnych możliwości, ale chcę zostać w Kielcach. Dlatego wszystkie oferty odrzuciłem. Mam nadzieję, że zrobiłem dobrze. Ale jak nie będzie szansy realizowania naszego planu, to będę musiał się poważnie zastanowić nad przyszłością. Już w 2017 roku wydawało się, że muszę odejść, ale nie odszedłem i jestem zadowolony. Teraz jest trudny moment, ale na pewno nie padnę na kolana i nie będę płakał. Trzeba powalczyć, a za dwa-trzy miesiące już będzie widać co z nami będzie i czy możemy robić to, co zaczęliśmy w 2017 roku.

Pan lubi długo pracować w jednym miejscu, prawda? Vive to Pana druga stacja po Ciudad Real, gdzie trenerką zaczął się Pan zajmować już w 2005 roku.

- Tak to ze mną jest, że i całe życie mógłbym w jednym miejscu mieszkać i pracować. Przyzwyczajam się, lubię robić coś, co ma sens. W Kielcach jest mi dobrze, jestem z życia i pracy tam bardzo zadowolony. W Ciudad Real było mi świetnie. Nawet kiedy konieczne było przemianowanie klubu na Atletico Madryt. Licząc granie i trenowanie, spędziłem tam 12 lat. W Kielcach jestem już prawie sześć i pół roku, a jeśli będzie taka możliwość, to chcę być chociaż z 10 lat. Ale jeśli takiej możliwości nie będzie, to powiem szkoda i będę sobie wszystko planował inaczej.

Załóżmy, że w ciągu dwóch miesięcy klubowi uda się zebrać 2,5 mln złotych i drużyny nie opuści żaden z zawodników, których teraz ma Pan do dyspozycji. To wystarczy? Wtedy znów będziecie w stanie walczyć o Final Four Ligi Mistrzów?

- W takim przypadku byłbym pewny, że znów z mniejszym budżetem stworzymy zespół, który z najbogatszymi będzie walczył jak równy z równym. Nam się naprawdę buduje świetna drużyna na sezon 2020/2021. Oczywiście szkoda, że odszedł Blaż Janc, szkoda, że odszedł Luka Cindrić, bo z nimi mielibyśmy jeszcze większe możliwości. Ale to życiowe, sportowe sytuacje, z takimi musimy się liczyć. Natomiast na takie, że nagle tracimy sporo pieniędzy i musimy oddać trzech zawodników zgodzić się trudno. W takiej sytuacji jako trener chyba nie widziałbym sensu dalszej pracy. Oczywiście moglibyśmy budować zespół, który by walczył o mistrzostwo Polski i który by grał w Lidze Mistrzów. Ale nie wychodzić w niej z grupy i nie walczyć o Final Four? Dla kogoś kto już tego kilka razy posmakował to by była żadna frajda.

Czyli jeśli zgłasza się Barcelona, to można się pogodzić, że jej oferty się nie przebije, ale gdy przychodzi takie tąpnięcie jak teraz i na to miałoby nie być rady, to skrzydła zostałyby podcięte za mocno?

- Dokładnie tak to wygląda. Dalej będzie tak, że jak się po naszego zawodnika zgłosi Barcelona, Paryż albo Veszprem, to my go raczej nie zatrzymamy. Nigdy nie mam problemu z tym, że odejdzie od nas jeden zawodnik. Ale jeżeli teraz miałbym stracić kilku, to wtedy przepraszam, ale trudno by mi było cofnąć projekt o kilka lat. Nie jestem już na tyle młody, żeby znów zaczynać wszystko od zera.

Prezes Servaas mówiąc, że obciął wszelkie możliwe koszty, dziękował zawodnikom i sztabowi za Waszą zgodę na cięcia. Po ile procent kontraktów straciliście?

- Skoro prezes tego nie powiedział, to niech tak zostanie. Ja na te tematy nigdy nie mówię. O sporcie zawsze i chętnie, bo za to jestem odpowiedzialny. Inne sprawy zostawiam prezesowi i zarządowi.

Śledzi Pan zbiórkę dla Vive w serwisie zrzutka.pl?

- Jeszcze tam nie zaglądałem.

W kilka godzin zebrano 40 tysięcy złotych. Niezły start. Może z różnych źródeł uda się zebrać te 2,5 mln złotych?

- Mam nadzieję, że wszyscy, którzy mogą pomóc, zrobią to. Jestem teraz u siebie w domu, w Ciudad Real w Hiszpanii. Na początku pytał pan o ten klub. Mam w domu zdjęcia zespołu, który tu kiedyś mieliśmy. To była jedna z najlepszych drużyn w historii, wygrywaliśmy Ligę Mistrzów, graliśmy świetne mecze. A teraz to jest tylko wspomnienie. Kiedy przechodzę obok hali Quijote Arena, to aż serce mnie boli, że stoi pusta, że nikt tam nie gra, nie trenuje. Boję się, że to samo będzie z Halą Legionów. No okej, zawsze będą mogły tam grać kobiety, a nawet niech dalej gra męska drużyna. Ale byłoby bardzo smutno, gdyby nagle musiała bardzo obniżyć poziom. My już przyzwyczailiśmy całe miasto i cały region, że dajemy widowiska na najwyższym poziomie. Bardzo trudno byłoby je zastąpić czymś innym.

Problemy finansowe Ciudad Realu i później Atletico były chyba jednak znacznie większe od tych, jakie ma teraz Vive? Tam doszło już do dużych zaległości wobec urzędu skarbowego i w końcu klub ogłosił upadłość.

- Ma pan rację, sytuacja Vive tak źle nie wygląda. Ale martwię się naprawdę, bo kiedy poznałeś smak gry w Final Four Ligi Mistrzów, a nawet smak jej wygrania, to bardzo trudno ci się będzie pogodzić z graniem daleko od takiego poziomu. Szkoda by mi było tych wszystkich ludzi, dla których tak graliśmy. Marzę, żeby pieniądze się znalazły, żeby to wszystko się dobrze skończyło i żeby klub został na dotychczasowym poziomie. Jeśli nie, to cofniemy się o 10-15 lat.

Więcej o: