W pewnym sensie był to kuriozalny dwumecz. W Kielcach polska ekipa wygrała aż 41-17. Historia pierwszego starcia przypominała kabaret. Niemcy przysłali do Polski trzecioligowe rezerwy, gdyż tego samego dnia pierwszy zespół rozgrywał swoje starcie w Bundeslidze. Władze uznały, że Liga Mistrzów jest mniej ważna od krajowych rozgrywek.
Wobec tego Vive miało aż 24 bramki przewagi przed rewanżem. Niemcy chcieli zrobić wszystko, by wygrać w rewanżu i pokazać, że są lepszą drużyną, a Vive awansowało tylko dzięki szczęśliwemu układowi terminarza.
Tak się jednak nie stało. O ile na początku spotkania gospodarze grali znacznie lepiej - jeszcze w 27. minucie prowadzili 17-12 - o tyle potem do głosu doszło Vive. Jeszcze przed przerwą zmniejszyło stratę do zaledwie dwóch bramek (16-18), w czym zasługa świetnej interwencji Sławomira Szmala, który obronił rzut karny wykonywany przez Andy'ego Schmida.
Druga połowa to koncert Kielczan. Już w 33. minucie było po 18. Co prawda gospodarze objęli jeszcze prowadzenie (23-20), ale od stanu 24-24 na boisku istniało już tylko Vive. Mistrzowie Polski ostatecznie wygrali aż 36-30 i w ćwierćfinale zagrają z wielkim Paris Saint-Germain.
Aż sześć bramek rzucił Michał Jurecki. Kolejny najlepszymi strzelcami w ekipie Vive byli Dean Bombac (pięć) oraz Alex Dujszebajew i Karol Bielecki (po cztery). W ekipie Rhein-Neckar Loewen najskuteczniejszy był Andy Schmid (osiem).